fot. NaScenie

Na inaugurację działalności naszego wortalu, pragniemy przybliżyć Państwu sylwetkę Bolesława Brzozowskiego, Przewodniczącego Krakowskiego Oddziału ZASP, z którym rozmawiamy o bieżącej działalności, o współpracy oraz zawodzie aktora.

Anna KAŃSKA Małachowska: Od kiedy kieruje Pan oddziałem ZASP w Krakowie i jak to się zaczęło?

Bolesław Brzozowski: Zaczęło się anegdotycznie. Kiedyś, w czasie sesji egzaminacyjnej w szkole teatralnej, w której jestem wykładowcą, Agnieszka Mandat spytała mnie, czy poprę jej kandydaturę na przewodniczącą Koła ZASP w Narodowym Starym Teatrze. Odpowiedziałem wówczas, że chętnie bym to zrobił, ale nie należę do ZASP-u bo jakiś czas temu się wypisałem. Na co Agnieszka zapytała czy jeśli zostanie wybrana, to wrócę. Obiecałem jej to. Kiedy rzeczywiście została wybrana na przewodniczącą Koła, jako człowiek słowny zapisałem się i tak stałem się członkiem ZASP. To było  w 2014 roku. W 2015 roku zauważyłem, że moja legitymacja jest niepodbita, więc udałem się do biura ZASP. Tam spotkałem Jacka Milczanowskiego, który na mój widok powiedział: „o, będziesz kandydował na przewodniczącego krakowskiego oddziału ZASP”. Potraktowałem to jako dobry żart, ale potem okazało się, że oczekiwania są poważne i duże. Odbyły się wybory, w wyniku których zostałem wybrany na przewodniczącego, no i tak się to zaczęło … od kwietnia 2015 r. przewodniczę krakowskiemu oddziałowi ZASP.

A.K.M. W jaki sposób opracował Pan program działalności  oddziału?

B.B. Przychodząc na te wybory zastanawiałem się, co mogę zaoferować ze swojej strony związkowi. Moje myślenie nie było obciążone dziedzictwem dorobku ZASP-owskiego, to znaczy nie miałem aktualnej, detalicznej wiedzy na temat dotychczasowej działalności ZASP. Spojrzałem świeżym okiem na sytuację i stwierdziłem, że to, czego mi najbardziej brakuje to integracja środowiska. Odniosłem wrażenie, że to środowisko jest mocno zdezintegrowane i zastanawiałem się, co mógłbym z tym zrobić. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to kwestia Klubu Loża. Ponieważ jako krakowski oddział jesteśmy głównym najemcą lokalu przy Rynku Głównym, czyli Loży, gdzie mieści się też Klub Aktora, stwierdziłem, że trzeba wykorzystać to miejsce bardziej, niż do tej pory było wykorzystywane. Żeby tam się coś zaczęło dziać… żeby aktorzy mogli się spotykać w tym miejscu, w takim jednym miejscu, które jest stworzone specjalnie dla nich. Wiadomo, że aktorzy mają swoje ulubione kawiarnie, restauracje, czy to na Kazimierzu czy gdzieindziej. Ta moda się zmienia. Ale ja pamiętam takie magiczne, kultowe miejsce w Krakowie, kiedy byłem początkującym młodym aktorem  – to był SPATIF przy Pl. Szczepańskim. Samo wejście do środka – to już było przeżycie, bo nie każdy mógł przecież wejść. Wprowadzanie przez starszych kolegów było formą akceptacji środowiska. Pomyślałem sobie, że dobrze byłoby powrócić do pomysłu na takie lokum, gdzie zabiegani  aktorzy mogą wpaść na szybką kawę i porozmawiać o rzeczach zawodowych … żeby czuli, że to jest ich miejsce. Więc pierwsza rzecz, za którą się zabrałem, to reaktywacja klubu.

Druga rzecz to reaktywacja rautu krakowskich aktorów, który przez całe lata zdobywał coraz większą popularność  i uznanie w środowisku aktorskim, nie tylko krakowskim … To my jako pierwsi, my czyli krakowianie, zaczęliśmy przyznawać nagrody – „Ludwiki”. Dopiero po nas, na wzór naszych Ludwików, odpowiednią nagrodę zaczęto też wręczać w Warszawie. Niestety z różnych powodów, ale głównie dlatego, że prestiż ten nagrody rozrósł się, a sama nagroda stała się pożądaniem wielu, powstały na tym tle różne niesnaski. Zaowocowało to złym owocem, czyli brakiem kontynuacji rautów. Ta przerwa trwała 10 lat. W związku z tym postanowiłem podjąć kroki, aby raut przywrócić. W tym roku nie udało się jeszcze zorganizować właściwej imprezy, przygotowaliśmy za to koktajl w gościnnych Krzysztoforach. Impreza została odebrana bardzo ciepło i z oczekiwaniem na coś więcej, czyli na raut. W obecnej sytuacji, kiedy dyrektorem Teatru im. J. Słowackiego został Krzysztof Głuchowski, nasze dążenia, żeby powrócić do rautu stają się jak najbardziej realne. I tak 27 marca 2017 roku o godz. 20.00 w Teatrze Słowackiego w Krakowie tradycji stanie się zadość i odbędzie się aktorski raut.

A.K.M. W kontekście startu naszego wortalu, który powstał we współpracy z krakowskim oddziałem ZASP, jakie widzi Pan możliwości współpracy, to znaczy w jaki sposób możemy wesprzeć cele statutowe krakowskiego oddziału.

B.B. To jest kolejny dowód na to, ze oczekiwania środowiska na pewne pozytywne zmiany, na inny sposób postrzegania pewnych spraw były duże. Jak się okazało, że zaczynamy pozytywnie działać i stymulować środowisko do twórczych zachowań integracyjnych, to na zasadzie domina coraz więcej osób z potencjałem organizacyjnym, intelektualnym i artystycznym zaczęło się zgłaszać ze swoimi inicjatywami. I tak właśnie udało się nawiązać kontakt z Wojciechem Graniczewskim, który zaproponował współpracę i ta idea zaowocowała powstaniem Stowarzyszenia i wortalu NaScenie.info, którego premiera w internecie właśnie nastąpiła, z czego bardzo się cieszymy. To jest oczywiście pytanie w dzisiejszych czasach dosyć retoryczne  – w jaki sposób taka platforma internetowa może pomóc w prowadzeniu celów statutowych. To oczywiste. Możemy dzięki temu w sposób nieskrępowany i szeroki mówić o naszych osiągnięciach, planach i marzeniach. Mało tego – Stowarzyszenie, we współpracy z ZASP, chce promować wydarzenia artystyczne, chce promować spektakle, które powstają –  czy to wysiłkiem samego Stowarzyszenia ZASP, czy też wysiłkiem Stowarzyszenia NaScenie, czy we wspólnym działaniu. Promować i produkować. Powstaje zatem nowa jakość, która w połączeniu z dużymi zmianami na mapie dyrektorskiej miasta Krakowa, powoduje zupełnie nowe otwarcie, wielką kulturalną wiosnę w Krakowie.

A.K.M. Jednym z celów naszego wortalu jest prezentowanie sylwetek krakowskich artystów i aktorów, hołdując zasadzie, ze indywidualizm w sztuce jest ważnym aspektem twórczego działania. Pan jest aktorem Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Co uważa Pan za najpiękniejsze i zarazem najważniejsze w zawodzie aktora. Wielu aktorów mówi o misji, jaką niesie za sobą ten zawód…

B.B. Pojęcie misji jest oczywiście pojęciem szczytnym i pięknym i na najszlachetniejszym poziomie. Często artyści, którzy mają wewnętrzne poczucie i dążenie do takiego wysokiego poziomu są przez rzeczywistość niestety brutalnie sprowadzeni na ziemię. Co wcale nie oznacza, że tracą wówczas poczucie misji swojego zawodu, że w pogoni za tzw. socjalem zatracają ten azymut. Tak nie jest. Choć może się zdarzać, że przez ładnych kilka sezonów wykonują rzeczy artystycznie nie spełniające ich oczekiwań, ambicji i marzeń, ale dające rekompensatę finansową. Taka jest prozaiczna rzeczywistość. To jest bardzo trudny zawód –  ulotność sztuki wymusza konieczność bycia „tu i teraz” albo wcale. Sytuacja ekonomiczna i gospodarcza zmusza aktorów do poszukiwania niezależności finansowej…

A.K.M. Czyli praca za chlebem …

B.B. No dokładnie, co nie zmienia nastawienia większości …tego bardzo pięknego poczucia misji… A czym jest ta misja? Tutaj każdy może podawać swoją teorię, swoją interpretację. Teatr jest tak szerokim pojęciem: mówimy o teatrze artystycznym, politycznym, poszukującym, awangardowym, przekraczającym stereotypy, multimedialnym i interdyscyplinarnym. Jeśli zaczniemy poszukiwać definicji słowa „misja” w tych różnych kategoriach, możemy się zagubić. Każdy ma własną wrażliwość i wierzę głęboko, że szczerze  i uczciwie poszukuje prawdy, czyli tej misji właśnie.

A.K.M. Czy środowisko ZASP ma wpływ na obecną sytuację, w której scena jest opanowana przez nieprofesjonalnych aktorów i artystów.

B.B.  Jako ZASP nie mamy wielkiego wpływu na tę sytuację, ponieważ dyktat tych, którzy oferują pracę i mają na to odpowiednie fundusze jest tak znaczny, że aktorzy, oczekując na casting, siadają na ławce obok amatorów. Kolejna lekcja pokory, czyli nieodzowny czynnik tego, jak być aktorem przez długie lata i nie poddawać się. Kiedyś tak nie było. W czasach przedwojennego ZASP, kiedy rygory występu amatora w filmach czy spektaklach  profesjonalnych były bardzo wyraźnie określone, nikt wówczas nie podejmował ryzyka wchodzenia w konflikt regulaminowy z ZASP bo to groziło wysokimi karami finansowymi. Obecnie ZASP jest stowarzyszeniem, a nie związkiem zawodowym, a zatem nasza moc jest ograniczona. Nie udało nam się utrzymać takiej odrębności korporacyjnej, jak chociaż by w zawodach prawniczych czy w zawodzie lekarza. Choć ryzyko, że i te bastiony runą jest duże w dobie coraz większej ilości prywatnych uczelni. Nie jesteśmy w stanie ochronić aktorów, ale możemy im stwarzać dobre możliwości rozwoju i pracy. Bo teatr to specyficzny zakład pracy, gdzie oprócz działań merytorycznych, duże znaczenie mają działania emocjonalne, a ocena pracy jest czysto uznaniowa.

A.K.M.  Na koniec naszej rozmowy –  czego możemy sobie wspólnie życzyć w dniu inauguracji naszego wortalu?

B.B. Wszystkiego  najlepszego! Róbmy tak dalej! Przyznam szczerze –  nie spodziewałem się, że tyle rzeczy uda się skutecznie wcielić w życie w ciągu zaledwie roku, a powstanie wortalu jest nieoczekiwanym przeze mnie wcześniej, ale bardzo pozytywnie przyjętym projektem, który otwiera zupełnie nowe perspektywy. Działajmy!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ