Pisze Joanna Szulborska-Łukaszewicz

„Śnijmy jeszcze raz”…

Książki i biblioteki rzadko bywają obecnie bohaterkami spektakli teatralnych. Choć nie pierwszy raz zdarza się to akurat na scenie krakowskiego Teatru Bagatela. Tym razem za sprawą artystów z Litwy: Gintarasa Varnasa (reżyser) i Gintarasa Makareviciusa (scenograf), którzy z okazji obchodów jubileuszu stulecia Teatru przygotowali sztukę hiszpańskiego autora, Calderona de la Barki (1600-1681) „Życie jest snem”. Uroczysta Gala Stulecia miała miejsce 25 października 2019 roku.

Autorzy przedstawienia nie przenieśli akcji w świat iPhone’ów, laptopów, cyberprzestrzeni, nie „przepisywali” sztuki na nowo. Posłużyli się autorskim przekładem-imitacją sztuki Calderona wykonanym przez Jarosława Marka Rymkiewicza (1969). Aktorzy, niczym postaci z obrazów Velasqueza, w stylowych kostiumach z epoki, jak na hiszpańskich corrales de comedias, odgrywają przed nami zapisaną przez Calderona historię. Jej akcję autor spektaklu umieścił umownie w Polsce. Rządzi nią światły król, który zajmuje się astrologią, kabałą, horoskopami, czytaniem przyszłości z gwiazd. Wierzy w przeznaczenie i – aby przed nim się ustrzec – krzywdzi zarówno siebie jak i własnego syna. Następca Króla Polski dorasta w więzieniu, zamknięty tam przez własnego ojca, który w ten sposób chce przeciwdziałać przeznaczeniu.

Przedstawiona w dramacie Polska, kraj potężny, położony nad morzem, jest zapewne – jak w baśni – krainą fikcyjną. Jednak wielu badaczy i historyków literatury widzi związki pomiędzy treścią dramatu a faktami i wydarzeniami, które istotnie w odległej przeszłości miały miejsce w tej części Europy, a autor mógł słyszeć o nich w dzieciństwie. Podobno bowiem matką chrzestną starszego brata Calderona była Juanita Dantisco, córka Jana Dantyszka, pierwszego ambasadora w historii polskiej dyplomacji, ambasadora króla Zygmunta Starego (1467-1548) na dworze hiszpańskim. Z kolei Zygmunt III Waza, koronowany w 1587 roku na króla Polski, przyszedł na świat w 1566 roku w lochach Gripsholm, gdzie przez Eryka XIV, obłąkanego króla Szwecji, zostali osadzeni jego rodzice – książę fiński Jan (brat Eryka XIV) oraz jego młodziutka żona Katarzyna Jagiellonka. Calderon mógł też słyszeć o Cesarzu Rudolfie II, królu Czech i Węgier, siostrzeńcu króla Hiszpanii, Filipa II, który na swoim dworze utrzymywał całą armię magów, alchemików, kabalistów i astrologów. Ufał im bezgranicznie, dlatego nigdy nie ożenił się, obawiając się przepowiedni.

Hiszpański teatr okresu złotego wieku (1580-1680) stanowił istotny środek komunikacji społecznej, z założenia był sztuką egalitarną – adresowaną do mas. Podobno powstało wówczas ponad trzydzieści tysięcy comedias. Autorzy dążyli do tego, aby sprostać oczekiwaniom widzów różnego pochodzenia. Podejmując aktualne problemy i tematy społeczne, polityczne, filozoficzne, jak w życiu – wplatali w tekst elementy tragiczne i komiczne, inspirując do refleksji nad światem i człowiekiem, życiem doczesnym i śmiercią. Barokowy teatr hiszpański wyrósł z tradycji późnego średniowiecza, stąd autorzy – łącząc motywy legend i baśni, elementy kronik historycznych, epikę rycerską, poezję ludową – poszukiwali obrazów przedstawiających doświadczenia ludzkości.

Nie bez powodu dramat Calderóna jest uważany za arcydzieło „hiszpańskiego Szekspira”. Gruntownie wykształcony wychowanek jezuitów, nadworny dramaturg Filipa V, koncentruje się na teatralnym opracowaniu wybranych, uniwersalnych, bo ponadczasowych wątków i motywów. Wśród nich m.in. konflikt pokoleń, rywalizacja dobra ze złem, rozumu z sercem i uczuciami, walka płci, miłość i pożądanie, miłość a powinność, honor, iluzja jawy i realność snu, temat przebudzenia ze złego snu, albo ucieczka w sen przed złą rzeczywistością…

Wszystkie te wątki znajdują odzwierciedlenie w spektaklu na scenie Teatru Bagatela. Szczególnie istotny jest jednak problem konfliktu przeznaczenia z wolną wolą. Ślepa wiara w przepowiednię w zderzeniu z przekonaniem, że mamy (lub możemy mieć) wpływ na życie, że możemy zmierzyć się z przeznaczeniem, a może i odmienić to, co pozornie przesądzone, stanowi główny przedmiot rozważań w monologowych konstrukcjach. Człowiek przecież staje się w pełni człowiekiem nie z chwilą narodzin, ale w procesie edukacji, czego dowodzi na scenie Segismundo (Kosma Szyman). To otoczenie warunkuje jego osobowość, ma wpływ na jego sny, a sny na rzeczywistość. Przywołana w tytule i treści dramatu metafora życia jako snu jest niezwykle atrakcyjna i od wieków – w różny sposób – inspiruje artystów teatru.

Jak w hiszpańskim corrales, oprawa spektaklu w Teatrze Bagatela jest umowna. Najpierw jednolita, niby neutralna, ale intrygująca ciemność jaskini, potem monumentalna biblioteka(!) zamku królewskiego i lustra, w których mnożą się bohaterowie dramatu i dewastowane podczas przewrotu książki. Nad głowami bohaterów unosi się olbrzymi biały, skonstruowany z piszczeli żyrandol, który zadziwia, ale i wprowadza sytuację pewnej obcości. Podobnie jak maski… Ich rolą w spektaklu jest nie tyle maskowanie, co demaskowanie…

„Życie jest snem” to spektakl o marzeniach i o przemijaniu, o śmierci („wszystko przemija / jak sen/ i kończy się jak sen”). Sukcesy, oklaski i władza – to sen, z którego budzi nas ostatecznie śmierć. A przecież w karty ze śmiercią gra Każdy (Everyman). I Każdy czyni dobro i zło. Od dnia narodzin. Niezależnie od koloru skóry, od poglądów politycznych, orientacji seksualnych, poziomu sprawności. Każdy kiedyś przegrywa z cielesnością. I Każdy, jak błazen Clarin, chce przechytrzyć Śmierć.

Oprócz ciążącego nad sceną kościanego żyrandola-kandelabru, szczególnie mocno o śmierci przypominają w spektaklu Infantki: przesuwają się po scenie w trupich maskach w rytm jakże trafnie dobranej pieśni o cieniu, który rzuca na nasze życie niewiara („Una Sombra” – „Cień”), niczym w danse macabre, jak na obrazie w Kościele oo. Bernardynów, gdzie ze śmiercią za ręce wszyscy: szlachcic, mieszczanin, chłop, żebrak… Przypominają o jej wszechobecności i uniwersalności.

O marności doczesnego świata przypomina także historia Clarína, któremu mięśni i głosu użyczył Marcin Kobierski. Clarin nie lubi stać za kulisami, on wie, że „gdy los zaczyna jąkać się i bełkotać błazen powinien wyjść na scenę i przemówić roztropnie”. Dziwi się obyczajom, które obserwuje, że co ranka „budzi się tu kogoś ze snu i obwołuje księciem/ by wieczorem uśpić go i zamknąć w wieży”. Cóż, świat jest chaosem!

Marcin Kobierski stworzył spójną krwistą postać błazna, który umykając przed śmiercią niefortunnie wpada w jej sidła. Jego Clarin świadomie wykracza poza barokową manierę, bo też błaznom na dworze hiszpańskim wolno było więcej niż innym. Błaznów nie obowiązywała surowa dworska etykieta.

Z założenia nie wszystkie postaci na scenie są tak wyraziste, gra większości jest bardzo oszczędna, częściej bazują bowiem na barokowej deklamacji i manierze, która ogranicza naturę, wciskając ją w szkielet konwencji, co jednak także ma swój urok. W końcu – jak pisze Marcelin Defourneox – etykieta dworu hiszpańskiego to jedna z legend europejskiej kultury, a król Hiszpanii doby złotego wieku „rusza się i chodzi, jakby był ożywionym posągiem”. Podczas przyjmowania wizyt „wysłuchiwał i odpowiadał z niezmienioną twarzą i w całej jego osobie poruszały się tylko wargi i język” [„Życie codzienne w Hiszpanii w Złotym Wieku”, cyt. za: Mirosław Słowiński, „Błazen”, Poznań 1990, s. 105]. Etykieta obowiązywała również dwór, określając role i wyznaczając granice, w ramach których, komu i jak wolno się poruszać.

Jednak, w przeciwieństwie do tych bohaterów, którzy trzymają się w ryzach zimnej dworskiej etykiety, król Polski, Basilio (Paweł Sanakiewicz) jest energiczny, ciekawy świata, a efekt doświadczenia, które przeprowadza na żywym organizmie (na własnym synu) nie jest mu obojętny. Empatię budzi Segismundo (Kosma Szyman), szczególnie kiedy wygłasza jeden z calderonowskich monologów w nowej skórze – nie więźnia już a księcia. Zwracają uwagę Clotaldo (Dariusz Starczewski) i Estrella (Kaja Walden), oboje m.in. dzięki bardzo charakterystycznym barwom głosów, które deklamacji dodają charakteru i wpływają na końcowy efekt przedstawienia. Zbyt papierową w tym kontekście wydaje się postać moskiewskiego księcia Astolfo (Patryk Szwichtenberg). Bez krwi i bez mięśni. Bez charakteru, choć charakterem jego winna być interesowność. Medalion skrywany na jego piersi zdaje się być tylko pamiątką. Ale może właśnie taki miał być Astolfo, skoro jego jedynym pragnieniem jest władza i korona Polski?

„Życie jest snem” to także ponadczasowa zaduma nad istotą władzy i polityki. To sztuka o rewolucjach i przewrotach politycznych, które nie są rozwiązywane przez śmierć, a prowadzą idealistycznie do międzypokoleniowego porozumienia. Ojciec i syn znajdują wspólny język, a buntownicy, którzy wybudzają Segismunda po raz kolejny ze snu w lochach, aby osadzić go na tronie, mimo jego zwycięstwa, nie zostają nagrodzeni, wszak „zdrada nie jest rzemiosłem”. Tego Segismundo nauczył się przez doświadczenie i cierpienie, we śnie („sen był moim nauczycielem”). Obdarzając głosem bohaterów Calderona, reżyser stawia ważne, bo podstawowe i niezwykle aktualne pytania o dobro i zło, o ich źródła. Celem sztuki nie jest przecież upraszczanie ani wyjaśnianie, ale stawianie pytań, na które sami musimy szukać odpowiedzi, w swoim życiu, w swoich czynach. Wobec ogromnej liczby przedstawień znajdujących się w ofercie teatralnej Polski bazujących na przepisywanych i uwspółcześnianych często na siłę tekstach, w obliczu tego, co dzieje się na polskiej scenie politycznej, spektakl Gintarasa Varnasa zdaje się być parafrazą fredrowskiego „Zgoda! Zgoda! (…) Tak jest – zgoda, / A Bóg wtedy rękę poda”.

„Życie jest snem” w Teatrze Bagatela to spektakl niezwykle poetycki. Bardzo istotnym elementem, który sprzyja osiągnięciu finalnego efektu jest znakomite światło (Marek Oleniacz), w hiszpańskich corrales nie było wprawdzie urządzeń świetlnych, grano po południu pod gołym niebem, przy naturalnym świetle dziennym, przed zapadnięciem zmroku. Niezwykły, tajemniczy i poetycki klimat przedstawienia, oprócz światła współtworzą także: interesująca scenografia (Gintaras Makarevicius), świetna muzyka (Giedrius Puskunigis), kostiumy (Julia Skuratova) i ruch sceniczny (Piotr Skalski).

Choć Calderon umieścił akcję dramatu w Polsce, można powiedzieć, że w Teatrze Bagatela – za sprawą Gintarasa Varnasa – akcja spektaklu dzieje się umownie w Hiszpanii. I jak przed wiekami, oglądając Calderona, Hiszpanie dowiadywali się że jest gdzieś mityczna Polska, tak dziś krakowianie i Polacy – za sprawą wystawionego na scenie Teatru Bagatela dzieła Calderona – mogą wyruszyć w podróż do siedemnastowiecznej Hiszpanii, zadziwiając się, że – mimo upływu czasu – nasze dylematy są wciąż podobne.

„Życie jest snem” to przestroga dla tych rządzących, którzy uważają, że wiedzą najlepiej, bo przecież „kłamcą i oszustem / jest ten / kto czyta w gwiazdach / i twierdzi że zrozumiał wszystko”. Segismundo zasypia z otwartą książką w rękach, jedną, drugą… Czy, kładąc kolejne rozpoczęte, rozłożone na piersiach księgi, nie wskazuje skąd płynie mądrość świata? Nie disco polo, ale sen przeżyty w książce, za sprawą losów bohaterów, był jego nauczycielem, bo przecież „Ludzie, którzy czytają, poszerzają swoją świadomość i możliwość rozumienia świata, bo maleje ich ego. Ludziom, którzy nie czytają, zazwyczaj puchnie ego” (Olga Tokarczuk, 26.10.2019, ICE Kraków, Festiwal Conrada).

Konkludując, bohaterami spektaklu w Teatrze Bagatela są książka i sen, wielki teatr świata śpi przecież w książkach. Ustawione na scenie wielkie regały są pełne snów, które śnić można by było, gdyby przełamać trud składania liter. Segismundo ze snu, w którym budzi się księciem, do swej jaskini na scenie Teatru Bagatela zabiera tylko książki, jako źródło wiedzy i doświadczeń, źródło mądrości. Książki (i globus) to insygnia królewskiej mądrości Basilio, deptane i niszczone w trakcie przewrotu. Wreszcie książki, z którymi w sen (kolejny? ostatni?) zmierza Segismundo w finale spektaklu…, bo przecież „w sen jak w wodę zawsze wchodzi się stopami…” (O. Tokarczuk, „Prawiek i inne czasy”).

Autorem zdjęć jest Piotr Kubic.


„Życie jest snem”, reż. Gintaras Varnas, Teatr Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Krakowie, premiera: 20 września 2019; Gala Stulecia: 25 października 2019 r.