fot.Alek Dudek

W ramach 10. Jubileuszowego Letniego Festiwalu Stowarzyszenia Teatrów Nieinstytucjonalnych STEN, na scenie Teatru Zależnego przy Kanoniczej w Krakowie udało nam się obejrzeć znakomity monodram Nowe usta. Teatr burmistrza marzeń niezamieszkanych według scenariusza i w wykonaniu Ziuty Zającówny. To spektakl poetycki oparty na tekstach Tadeusza Peipera, który łączy słowo, muzykę, ruch i działania plastyczne.

Poprosiliśmy Ziutę Zającównę o opowiedzenie nam, skąd wziął się pomysł na ten spektakl, w jaki sposób powstawał i jak wyglądała praca nad nim.

Ziuta Zającówna: Tak naprawdę mój monodram powstał w związku z tegoroczną Nocą Poezji i jej głównym tematem, jakim była Krakowska Awangarda, ale postać Tadeusza Peipera interesowała mnie od dawna. Było to dla mnie pewnego rodzaju wyzwanie – jego Usta to manifest, a ja mam za sobą podobne doświadczenie z Witkacym, kiedy próbowałam zderzyć teoretyczny wykład na temat sztuki z praktyczną realizacją idei artysty. Według podobnego klucza chciałam zająć się twórczością Peipera i odpowiedzieć sobie na pytanie, co się stanie, jeśli jego teorię zderzy się z praktyką – z jego poezją. Twórczość tego pisarza jest fascynująca, ale nie łatwa w odbiorze, stanowi bowiem intelektualną łamigłówkę. Interesuje mnie w sztuce konstrukcja, a nie dekonstrukcja – obecnie bardzo modna. Kiedy czyta się teksty twórców awangardy zaskakujące jest to, jak bardzo są one aktualne, jak bardzo wpisują się we współczesne konteksty, dyskusje na temat podejścia do sztuki, tworzenia w nasze współczesne postrzeganie świata i jego realiów. Wiele z przemyśleń Peipera wydawało mi się ciekawych i inspirujących np. te dotyczące stosunku do tradycji w naszej kulturze i życiu codziennym. Peiper zastanawiał się, w jaki sposób powinniśmy podchodzić do  tradycji – czy traktować ją jako „kryptę” czyli nieszczęście, czy też jako naukę z której możemy wyciągać wnioski dla siebie. Ja skłaniam się  do jego propozycji czyli do hołdowania „tradycji kopernikańskiej”  – konfrontowania się z przeszłością poprzez wyciąganie wniosków  z przeszłości na przyszłość.

Często mi się wydaje, że  dawni wielcy artyści potrafią wciąż przemawiać do mnie o wiele trafniej na temat „mojej” rzeczywistości, niż współcześni twórcy. Potrafili ubrać w słowa myśli, których nikt z nas  tak trafnie by nie sformułował. W tym tkwi właśnie cel przypatrywania się,   analizowania, twórczości dawnych, często zapomnianych, artystów oraz znajdowania w niej inspiracji dla siebie. Uważam, że podstawowym kryterium sztuki wcale nie musi być zrozumienie, tylko odczuwanie. Sztuka musi przed wszystkim działać, na nas. Na mnie działa i chciałabym, żeby poprzez mój sceniczny przekaz, ważnego, poruszającego mnie tekstu, mógł on też „poruszyć” widza. Publiczność nie musi zrozumieć wszystkiego, ale jeśli „poczuje” i to skłoni ją do sięgnięcia do tych wierszy, to jest moim sukcesem. W pracy nad spektaklem w naszych rozmowach z Moniką Bylicą- kompozytorką muzyki do spektaklu, czułyśmy obie jak mocno działa na nas metaforyka wierszy Peipera, to był taki podświadomy związek z jego tekstami. Często nie mogłyśmy się uwolnić od powtarzania jego sformułowań i szukania formy jak te teksty przełożyć na język muzyki i teatru. Co jest najlepszym dowodem na to, że ta poezja przemawia i naprawdę działa!

W jaki sposób powstawał monodram? Jak wcześniej powiedziałam, interesuje mnie konstrukcja. Scenariusz do tego spektaklu jest rodzajem partytury. Zaczęłam od wybrania tekstów z manifestu Peipera – „Nowych ust”, w których autor zaczyna od „rozprawienia się z romantycznością”, a potem przechodzi do wykładu swoich założeń nowej sztuki. Do tego tekstu włączyłam jego wiersze, które korespondują z myślą Peipera. Próbowałam zbudować sceniczną dramaturgię przedstawienia by ująć główne tematy, którymi się zajmował; tworzenie jako „budowa pięknych zdań”, miasto jako źródło inspiracji, kwestie cielesności, czy swoistej „elitarności” sztuki, to znaczy „tworzenie dla dwunastu, czy dla dwu dwunastek”- jak sam pisał- dlatego  nazwano go „Papieżem Awangardy”. U Peipera „forma wsiąka w treść, staje się treścią”- jak pisał, więc konstrukcja mojego monodramu wynikała w dużej mierze z konstrukcji jego tekstu teoretycznego, który chciałam zderzyć z poezją. Przedstawienie na podstawie tekstów Peipera jest trochę taką niszową propozycją „tworzenia dla dwunastu”, ale warto tworzyć nawet dla małego grona odbiorców, dlatego cieszę się, że mogłam zrealizować to co dla mnie jest ważne i interesujące. Jeśli widzowie też to odczytają to jest największa radość.

To przedstawienie powstało szybko, bo w niecałe cztery tygodnie. Wiem, że ma jeszcze potencjał w sobie. Każde spotkanie z widownią wzbogaca, bo to widownia, w pewnym sensie, w teatrze jednego aktora, staje się partnerem i swoistym reżyserem. Podczas prób kiedy fantastycznie współpracowało się nam z Moniką Bylicą i Krzysztofem Bylicą- muzykami- powstawał scenariusz, muzyka i moje działania, ale teraz to widownia w czasie każdego spektaklu współtworzy z nami to przedstawienie, a przychylne reakcje widzów utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto eksperymentować, realizować „niszowe” propozycje i odkrywać Peipera.

Józefa Zając-Jamróz – aktorka, dr hab. profesor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, reżyser, laureatka festiwali teatrów jednego aktora („Manifest” wg. Witkacego 1994 Wrocław, 2013 Turku) i małych form teatralnych („Osmędeusze” M.Białoszewskiego 2004 Szczecin), stypendystka Polsko-Amerykańskiej Fundacji Fulbrighta (2007).

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ