Z Anną Seniuk spotkałam się w dzień krakowskiej premiery spektaklu „Pchła Szachrajka”, który Artystka wyreżyserowała w Teatrze Groteska. To kolejna już przygoda Anny Seniuk z niezwykłą bohaterką utworu Jana Brzechwy – Aktorka przyczyniła się do ogólnopolskiej kariery Szachrajki. Pchła „odnalazła się” znakomicie w roli artystki i od wielu lat występuje na scenach polskich teatrów podbijając serca i zachwycając publiczność niezależnie od wieku.

Anna Małachowska: Zagrała Pani wiele ról. Świetnych. Wybitnych. Że wspomnę takie tytuły jak „Bilet powrotny”, „Konopielka”, „Panny z Wilka” czy serial „Czterdziestolatek”. Wszyscy pamiętamy też znakomity spektakl telewizyjny „Pchła Szachrajka” w reżyserii Macieja Wojtyszko z 1979 z Panią w roli tytułowej.

Anna Seniuk:  Mogę śmiało powiedzieć, że Pchła Szachrajka to jedna z moich ukochanych ról! Dzięki Maciejowi Wojtyszko to przedstawienie było znakomicie zagrane i pełne smakowitego humoru.

Anna Małachowska: Obsada tego spektaklu była niezwykła: obok Pani wystąpili między innymi Barbara Wrzesińska, Janusz Gajos, Krzysztof Kowalewski, Marian Kociniak,  Wiktor Zborowski, Joanna Szczepkowska, Janusz Rewiński… właściwie trudno określić czy było to przedstawienie dla dzieci, czy dla dorosłych. A jak to jest w przypadku krakowskiej inscenizacji?

Anna Seniuk: Maciej Wojtyszko jest właściwie ojcem chrzestnym wszystkich moich poczynań związanych z Pchłą. Od Niego nauczyłam się, że dzieci należy traktować poważnie, jak dorosłych. I to się sprawdza. Dzieci są bardzo wdzięczną widownią, ale też …niebezpieczną! Bez skrępowania oceniają spektakl „na żywo” z widowni. Albo się dobrze bawią i słuchają, albo nie. Dlatego tak ważne jest utrzymanie uwagi dziecka przez cały czas trwania spektaklu. Ale nie trzeba wszystkiego „podawać na tacy”. Nie trzeba epatować efektami specjalnymi. Teatr dla dzieci ma być kreatywny, ma uruchamiać wyobraźnię. Krakowski spektakl nie jest dedykowany wyłącznie dzieciom. Dorośli też znajdą tam coś dla siebie. Dlatego zapraszam ciocie, babcie, wujków, dziadków – z dziećmi albo i bez,  od lat pięciu do… bez ograniczeń!

Anna Małachowska: To nie pierwsza Pani realizacja „Pchły Szachrajki”!

Anna Seniuk: Ja się właściwie zaprzyjaźniłam z Szachrajką, a ona ze mną i namawia mnie do kolejnych realizacji, ponieważ postanowiła zostać wielką artystką (śmiech). Jestem więc zmuszona do kolejnych inscenizacji „Pchły Szachrajki”. Z resztą robię to z największą przyjemnością. Dotychczas Pchełka wystąpiła, za moim przyczynkiem, w Warszawie, w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, a także w Operze Wrocławskiej.

Anna Małachowska: A teraz zagościła w Krakowie!

Anna Seniuk: Bardzo się ucieszyłam, kiedy Adolf Weltschek, dyrektor krakowskiej Groteski, zaprosił mnie do realizacji „Pchły Szachrajki”. Nie było to logistycznie łatwe przedsięwzięcie, ale się udało!

Anna Małachowska: Dzięki temu spektaklowi powróciła Pani do miasta, z którym wiele Panią łączy…

Anna Seniuk: Mieszkałam w Krakowie wiele lat i mam dużo pięknych wspomnień, więc zawsze chętnie tu wracam. Skończyłam krakowską Szkołę Teatralną (wtedy to była jeszcze szkoła, nie akademia) i wraz z Jankiem Nowickim dostaliśmy angaż do Starego  Teatru – wówczas była to jedna z najlepszych polskich scen.

Anna Małachowska: O tym wspaniałym okresie Starego Teatru powstała książka, która stanowi znakomity materiał dokumentujący najlepsze lata najwybitniejszej polskiej sceny  – „Złote Lata: Mój Stary Teatr 1970-2012” autorstwa Leszka Piskorza, którą miałam przyjemność redagować.

Anna Seniuk: To był wyjątkowy teatr. Niebywała atmosfera i wspaniali ludzie. I to nie tylko aktorzy. Wszyscy tworzyliśmy ten znakomity zespół.

Anna Małachowska: Jak ocenia Pani, przez pryzmat swojego bogatego dorobku aktorskiego i reżyserskiego, kondycję polskiego teatru i jak widzi Pani jego rolę i przyszłość? Czy teatralna publiczność się przerzedza?

Anna Seniuk: Odpowiadając na to pytanie nie będę obiektywna. Od wielu lat jestem związana etatowo z Teatrem Narodowym w Warszawie i akurat w tym teatrze nie narzekamy na brak publiczności. Wręcz przeciwnie – ciężko zdobyć bilety na przedstawienia. Nie przeglądam statystyk, ale wydaje mi się, że w ostatnich latach ludzie odchodzą od telewizji. Wstają, otrzepują się, zakładają buty i … idą do teatru. Mówię oczywiście o pewnej grupie osób, która odczuwa potrzebę czytania książek, czy chodzenia do teatru. Boleję nad tym, że bilety do teatru są drogie. Jest wiele starszych osób, emerytów reprezentujących inteligencję, którzy nie chodzą do teatru, bo ich po prostu na to nie stać. Żałuję, że zanika Teatr Telewizji. Kiedyś przecież w poniedziałki pustoszały ulice, bo ludzie zasiadali przed telewizorami, aby obejrzeć spektakle. Ale nie ma co nad tym ubolewać. Są podejmowane próby przenoszenia spektakli teatralnych do telewizji, ale to nie jest to samo – inaczej realizuje się spektakl na scenie, inaczej na potrzeby nagrania. Ale na pewno istnieje wielka potrzeba „obsłużenia” prowincji pod względem teatralnym. W małych miejscowościach jest wielkie zapotrzebowanie na sztukę wysoką, ludzie są spragnieni kontaktu z teatrem, z aktorami. Jest wiele ośrodków kultury, które mają wspaniale wyposażone sale widowiskowe, ale nie posiadają odpowiednich funduszy, by zaprosić do siebie  profesjonalny teatr. A więc podobnie jak wiele moich koleżanek i kolegów aktorów, odbywam spotkania z publicznością na prowincji. Podczas takich spotkań czytam poezję, prozę, opowiadam też o książce, którą napisała moja córka, pod tajemniczym tytułem ANNA SENIUK. NIETYPOWA BABA JESTEM (śmiech).

Anna Małachowska: Bardzo dziękuję za rozmowę!

Zapraszam do kliknięcia w poniższy link, w którym znajdą Państwo trailer spektaklu „Pchła Szachrajka” w reżyserii Anny Seniuk.