Prapremiera Wyzwolenia Stanisława Wyspiańskiego odbyła się na scenie Teatru im. J. Słowackiego w styczniu 1903 roku. Była wielkim, długo wyczekiwanym wydarzeniem. Spektakl odnosił się bezpośrednio do ówczesnego dyskursu o patriotyzmie i polskiej kulturze, jak też do dziedzictwa dramaturgii epoki romantyzmu.

Poszukiwanie myśli przewodniej

We współczesnej, podzielonej i skłóconej Polsce dramat Wyspiańskiego wydaje się być znakomitym materiałem do inscenizacji i ukazania klasyki w odświeżonej formie ze współczesnym przesłaniem. Jednak reżyser, Radosław Rychcik postawił na obfitość idei i pomysłów, zza których Wyzwolenie ledwo się przebija, i to w dodatku przebija się chwilami w uwłaczającej formie. Akcja spektaklu odbywa się we współczesnej szkolnej klasie (jeśli polskiej, to nazbyt luksusowej, biorąc pod uwagę wiatraki pod sufitem). Trwa lekcja. Młodzież siedzi tyłem do publiczności. Wśród ławek przechadza się nauczyciel prowadząc wykład o obozach zagłady. W tle wyświetlana jest projekcja dokumentalnych zdjęć z obozów. Ni stąd ni zowąd do klasy wkracza grupa więźniów w charakterystycznych pasiakach, jakby przed chwilą wyszła ze zdjęć. Stoją przez chwilę, nic nie mówią, po czym odchodzą. Czyżby ostrzeżenie młodego reżysera przed powtórką z historii? Jeśli tak, to w kontekście autentyzmu archiwalnych fotografii – trywialne. Dyskusja w klasie schodzi na kodeks ucznia, a finałem jej jest piosenka z filmu „Ostatni dzwonek” wykonana w konwencji musicalu, tak jakby temat lekcji o bestialskich zbrodniach w obozach nie zrobił na młodzieży żadnego wrażenia.

Buszujący w zbożu a Wyzwolenie

fot.archiwum teatru, P.Lis

Kontynuując lekcję historii, nauczyciel opowiada (czyta) o lądowaniu żołnierzy alianckich w Normandii, opierając się na tekście J.D. Salingera Buszujący w zbożu. Trudno jednak dopatrzyć się konotacji kultowej powieści nastoletnich buntowników z lat 50-tych z tekstem Wyspiańskiego. Reżyser wykazał się  skądinąd nie lada arogancją nadając swemu spektaklowi tytuł z Wyspiańskiego. Przedstawienie inspirowane jest jedynie Wyzwoleniem, nadużyciem jest więc napisanie na afiszu „Stanisław Wyspiański Wyzwolenie”.

Wreszcie ze sceny padną fragmenty tekstu Wyspiańskiego, na który czeka publiczność. W tym momencie nauczyciel, który okaże się Konradem, zacznie przemawiać tekstem dramatu. Pojawią się też inne „dramatis personae” z tej sztuki-Muza i Reżyser. Niestety od tej chwili nastąpi już totalny zgrzyt i chaos, bowiem ani słowa, ani działania, ani inne elementy spektaklu nie będą pasować do akcji, którą reżyser utkał na początku. Atmosferę zagęści coraz większa ilość aktorów pojawiających się na scenie, którzy w ściśle wyznaczonych sekwencjach choreograficznych wykonywać będą bezlitośnie długą wariację inspirowaną filmem animowanym Z. Rybczyńskiego Tango. Wzrok odejmuje słuchowi uwagę, akurat w momencie wygłaszania przez bohaterów Wyzwolenia ważnych tekstów. Całość zadeptuje i wizualnie brudzi korowód poruszającej się w rytm tanga ludzkiej masy. Będzie można odetchnąć z ulgą dopiero w momencie, kiedy pojawi się na scenie niemiecki żołnierz i przy migotaniu stroboskopowego światła wszystkich unicestwi.

Kończy się część pierwsza.

Gdzie szukać sensu?

Część druga nie rozwiewa wątpliwości narosłych w pierwszej części spektaklu. Ba, jeszcze je namnaża. Bo oto znowu jesteśmy w klasie,  a w niej spotykamy te same, cudownie przywrócone do życia postaci. Akcja toczy się własnym życiem, przeplatają się w niej fragmenty Wyzwolenia z tkanym przez reżysera własnym wyobrażeniem dzieła. Rozczarowuje  zlekceważenie geniuszu tkwiącego w tekście Wyspiańskiego. Wszak tytułowe Wyzwolenie to swoista filozofia, a nie dialog napisany przez współczesnego „dramaturga”. Zadeptywanie go i podporządkowywanie mechanizmom akcji scenicznej robi wrażenie braku pokory, które prowadzi do intelektualnego spłycenia. Zainscenizowanie orgii, nie uzasadnionej niczym poza obecną modą, czy finał a la High School Musical to teatralny bazar, a nie inscenizacja narodowego dramatu. Jak to się ma do szumnych zapowiedzi pod sztandarem „Wyspiański wyzwala”?

Uznanie należy się jednak aktorom, którzy zarówno w rolach nazwanych, jak i w konwencji „bohatera zbiorowego” z wielkim zaangażowaniem wykonywali zadania zlecone im przez reżysera. To oni, a szczególnie Dominika Bednarczyk, Rafał Dziwisz, Marcin Sianko, Feliks Szajnert wnieśli do chaotycznego spektaklu elementy porządku dyktowane etosem bezpretensjonalnego profesjonalizmu.

 

fot.archiwum teatru,P.Lis

 ________________________________________________________________________

St. Wyspiański Wyzwolenie

adaptacja i reżyseria: Radosław Rychcik
asystent reżysera: Agata Pisiewicz
scenografia i kostiumy: Anna Maria Karczmarska
asystent scenografa: Anna Adamiak
muzyka: Piotr Lis, Michał Lis
multimedia: Piotr Lis, Michał Lis
choreografia: Jakub Lewandowski
asystent choreografa: Justyna Masłowska
reżyseria światła: Radosław Rychcik
inspicjent : Agata Schweiger

Obsada:
Konrad: Rafał Dziwisz
Reżyser, Maska 2, Maska 7: Marcin Sianko
Muza, Maska 1, Maska 8: Dominika Bednarczyk
Chór uczniów:
Zosia, Maska 12, Maska 4, Głos 6: Karolina Kamińska
Kasia, Głos 9: Karolina Kazoń
Marysia, Głos 4: Katarzyna Zawiślak-Dolny
Urszula, Maska 10, Maska 11, Głos 5: Pola Błasik
Hanka, Głos 8: Natalia Strzelecka
Anka, Głos 3: Ewelina Przybyła
Franek, Głos 7: Antoni Milancej
Tomasz, Głos 2: Krzysztof Piątkowski
Jan, Głos 1: Rafał Szumera

Hołysz: Maciej Jackowski
Starzec, Przodownik, Maska 5, Maska 9: Feliks Szajnert
Kaznodzieja, Mówca, Ojciec: Tomasz Międzik
Karmazyn, Syn, Samotnik: Tomasz Augustynowicz
Harfistka, Maska 3: Agnieszka Judycka
Prezes, Prymas: Marta Konarska
Wróżka, Maska 15, Maska 16: Marta Waldera

Tancerze: Justyna Masłowska, Dorota Wacek, Kasia Pawłowska, Natalia Dingens, Dominika Wiak, Krystian Łysoń, Oskar Malinowski, Aleksander Kopański, Grzegorz Łabuda.