fot. z archiwum artystki
fot. z archiwum artystki

Gdy w Operze Krakowskiej wystawiono w 1993 roku „Carmen” Bizeta,  a ja zobaczyłam w tytułowej partii Bożenę Zawiślak-Dolny, zrozumiałam, co oznacza idealne i perfekcyjne wykonanie roli. To był spektakl z gatunku tych, których nigdy się nie zapomina, a kreacja Artystki była arcydziełem samym w sobie. Widziałam od tego czasu wiele inscenizacji mojej ulubionej opery, wiele śpiewaczek w roli hiszpańskiej cyganki, ale żadna nie poruszyła mnie tak bardzo, jak Bożena Zawiślak-Dolny. Teraz, kiedy znam Bożenkę osobiście i wiem, jak wspaniałym jest człowiekiem, nie mogłam nie poprosić Jej o wywiad, aby Wam przedstawić Wspaniałą Artystkę oraz fantastyczną kobietę.

Siedzimy u mnie w domu, zajadamy lekki lunch, a rozmowa nasza nie ma końca… Oto jej fragmenty…

 A.K. M. Gdy byłaś małą dziewczynką, czy marzyłaś już wtedy o karierze scenicznej?

B.Z.D. Jak każda mała dziewczynka lubiłam występować, na przykład na rodzinnych imprezach. Mój tato był mandolinistą, a mama śpiewała w chórze, tak więc muzyka towarzyszyła mi od najmłodszych lat. Jednak moje dziecięce marzenia oscylowały także wokół zupełnie innych zawodów – zdziwisz się – ale bardzo chciałam być milicjantką….i zakonnicą!

A.K.M. No wiesz, Bożenko, w każdym z tych dwóch zawodów jest potrzebny aktorski dryg … opowiedz mi, jak to się zatem stało, że zaczęłaś śpiewać zawodowo…

B.Z.D. Wychowałam się w Chełmie Lubelskim. Nie chodziłam do szkoły muzycznej, ale byłam muzykalna. Opery nie trawiłam i zawsze, gdy tylko w radiu nadawano fragmenty operowe, wyłączałam „to wycie” (śmiech!). Za to uwielbiałam słuchać piosenek międzywojennych, utworów Sławy Przybylskiej, później zespołów takich jak: Czerwone Gitary, Skaldowie, No to co… W szkole zauważono, że mam ładny głos, tak więc brałam udział w uroczystościach, akademiach, przedstawieniach. Gdy kończyłam liceum ekonomiczne, zastanawiałam się, co dalej ze sobą zrobić … ponieważ polubiłam występy i czułam to w sobie … postanowiłam zdawać do Warszawskiej Szkoły Teatralnej. Co to były za emocje…w komisji siedział sam Andrzej Łapicki! Wspaniały aktor, przystojny mężczyzna. Cóż … nie dostałam się… i obiecałam sobie, że spróbuję za rok. Aby nie tracić czasu, dowiedziawszy się o naborze do Studia wokalno-aktorskiego Danuty Baduszkowej, pojechałam na egzaminy do Gdyni i … dostałam się. Choć nie spełniałam fizycznych parametrów musicalowej artystki narzuconych przez szkołę (wymóg posiadania 45 cm w talii i co najmniej 171 cm wzrostu był dla mnie nierealny), jednak zauważono mój potencjał wokalny i aktorski. To były cztery lata niezwykle ciężkiej pracy, które jednak zaprocentowały w przyszłości –  praktyczna nauka zawodu, także na scenie, ponieważ studenci szkoły zasilali chór Teatru Muzycznego w Gdyni. Wyglądało to tak, że rano szliśmy na próbę do teatru, w ciągu dnia na zajęcia w Studium i wieczorem z powrotem na próbę, a w weekend na spektakle. Mieliśmy zajęcia z aktorstwa, śpiewu, stepowania, dykcji, szermierki, tańca klasycznego i współczesnego.  … Nie wszyscy wytrzymali takie tempo pracy. Z dwudziestu osób, z którymi zaczynałam, szkołę skończyło … pięcioro z nas. Wzięłam udział w musicalu amerykańskim po raz pierwszy wystawionym w krajach bloku wschodniego   , za ciężkie dewizy Promisses  – Promisses B. Bacharacha. Wtedy poczułam, że zaczynam spełniać swoje marzenia. To był wspaniały czas.

A.K.M. A co było potem…? Opera jednak wygrała w pewnym sensie z musicalem, z piosenką….

B.Z.D. Tak. W czasie trwania studiów trafiłam na prywatne lekcje śpiewu operowego do klasy Zofii Czepielównej-Schiller. Pani profesor przekonała mnie, bym nie skupiała się wyłącznie na piosenkach, ale rozszerzyła swoje możliwości głosowe o śpiew operowy, słysząc wyraźny potencjał śpiewu klasycznego w moim głosie. Przeszłam przez sopran, alt, by w końcu stać się mezzosopranem (śmiech).

A.K.M. Z tego, co wiem, pracowałaś potem przez jakiś czas w Gdyni…

B.Z.D. Wzięłam udział w przedstawieniu Krakowiacy i Górale w roli Doroty. Potem tytułowa Perricholla w operetce J. Offenbacha, kultowa Kolęda Nocka i wiele musicali pisanych i tworzonych dla tej sceny. Wkrótce przeczucia mojej profesorki się spełniły. Dostałam się do Opery Bałtyckiej i debiutowałam Olgą w Onieginie Czajkowskiego. Pomyśl… Jutro śpiewam Łarinę w Eugeniuszu Onieginie obok Mariusza Kwietnia. (A.M. Zapraszam na relację z tego spektaklu na moim blogu). Zakochana jestem w jego śpiewie, aktorstwie, emocjach i naturalizmie – wszystko to, czemu od zawsze hołduję na scenie. Nie interesują mnie choćby najpiękniej wyśpiewane frazy bez duszy, emocji i wyrazu … Ale potem los sprawił, że znalazłam się w Krakowie i od lat jestem solistką naszej krakowskiej Opery.

A.K.M. Wiem, że na pytania o Carmen odpowiadałaś już tysiące razy. Ale nie mogę o to nie zapytać… Czym jest dla Ciebie ta postać, ta opera?

B.Z.D. Odpowiem Ci tak, jak zwykle mówiłam o tej roli… Carmen to dla mnie wielkie szczęście, ale i przekleństwo. Szczęście, ponieważ to partia, to rola, z którą się identyfikuję, nad którą pracowałam bardzo ciężko, ale też z wielką radością. Chciałabym wspomnieć tu nazwisko choreografa, Hanny Chojnackiej, która poświęciła mi wiele godzin na przygotowanie się do Carmen, przekazała mi  świadomość roli – cyganki i ognistej hiszpanki.  Ta partia przyniosła mi wiele sukcesów. Ale było to też przekleństwo … w pewnym sensie … ponieważ mam na swoim koncie mnóstwo o wiele trudniejszych partii, na przykład Arsacesa w operze Semiramida Rossiniego w Poznaniu, gdzie byłam na roli z Ewą Podleś. Jednak to właśnie Carmen zawdzięczam sławę, a publiczność kojarzy mnie z tą właśnie operą. Jakby innych nie było… Ale nie traktuj tego, jako skargę. Kocham Carmen i zawsze z wielką radością ją śpiewam.

(Nasza rozmowa o Carmen schodzi także na  opowieści o flamenco, mówimy o budowaniu postaci tytułowej od momentu jej wejścia w I akcie, po tragiczny finał, wraz z Bożenką dywagujemy, w jaki sposób powinna być zagrana scena rozstania z Don Jose – z rzucaniem pierścionka – robimy scenki … jestem w swoim żywiole…nie mówiąc o moim znakomitym Gościu!)

A.K.M.  Bożenko, Twoja córka Kasia, poszła poniekąd w Twoje ślady … jest aktorką. Jakie to emocje oklaskiwać własne dziecko na scenie?

B.Z.D. Bardzo przeżywam każdą premierę Kasi i bardzo jej kibicuję. Kilkakrotnie występowałyśmy razem i to są zawsze wspaniałe chwile …

A.K.M. Tu się wtrącę, bo chcę powiedzieć, że oklaskiwałam Was obie w Krynicy, podczas Festiwalu im. Jana Kiepury, gdzie wraz z Jackiem Wójcickim i Michałem Kutnikiem pięknie wyśpiewaliście międzywojenne, popularne szlagiery. To był świetny koncert!

B.Z.D. No tak, i wtedy też poznałyśmy się bliżej, Aniu … Chciałabym wystąpić z Kasią w musicalu… jako matka i córka … Mamma Mia była cudownym pomysłem dla nas obu… Byłyśmy z resztą w ubiegłym roku na takiej eskapadzie śladami bohaterek tego musicalu, w Grecji. Same ułożyłyśmy sobie program wycieczki. Piękne przeżycia! Mamy za sobą inny wspólny tytuł – Jubi & Debi w reżyserii Wojciecha Graniczewskiego.

A.K.M. Bożenko, nie znam drugiej śpiewaczki operowej, która miałaby w sobie tyle ekspresji … czy myślałaś kiedyś, by przekazać swoją wiedzę, doświadczenie i umiejętności w formie lekcji czy warsztatów?

B.Z.D. Jeśli miałabym czegoś uczyć, to hmmm…. aktorstwa … emocji … i przy okazji śpiewu (śmiech). Śpiew jest oczywiście znakomitym środkiem przekazu, ale bez użycia emocji w odpowiedni sposób, nie zostanie odebrany prawidłowo przez publikę. O tym często śpiewacy operowi niestety zapominają. A jest to bardzo ważny aspekt spektaklu. Wszak opera to także teatr!

A.K.M. Jakie są Twoje zawodowe marzenia?

B.Z.D. Czuć się potrzebną publiczności. Zaśpiewać tytułową partię w musicalu Evita Andrew Lloyda Webbera. W ogóle marzę o musicalach, takich w broadwayowskim stylu… Bulwar Zachodzącego Słońca? Z moim doświadczeniem…to byłoby TO!!!!

A.K.M. No właśnie! Ja chciałabym ponownie oklaskiwać Cię w Hello Dolly, która z wielkim sukcesem grana była kiedyś przy Lubicz przez wiele sezonów. Na nowej scenie, przy obecnych jej możliwościach, byłby to show z prawdziwego zdarzenia … trzeba wrzucić temat Panu Dyrektorowi!

B.Z.D. Spróbuj, może Tobie się uda? ( śmiech)

A.K.M. Bożenko, pięknie Ci dziękuję za wizytę w moim domu i wspaniałe chwile z Tobą!

B.Z.D.: Było cudownie, ale mam niedosyt wielu innych tematów. Może jeszcze kiedyś zorganizujemy taki seans!

Powszechnie uważana jest za najlepszą odtwórczynię partii tytułowej w operze Bizeta CARMEN. W rolę tę wcielała się wielokrotnie na deskach teatrów operowych Krakowa, Bytomia, Łodzi, Gdańska, Szczecina i Warszawy. W 1995 CARMEN  w Jej wykonaniu została uznana na najlepszą kreację roku i wyróżniona nagrodą Wojewody Gdańskiego. Jest śpiewaczką wszechstronną. Z powodzeniem wykonuje repertuar musicalowy, operetkowy, oratoryjno-kantatowy. Ogromny sukces przyniosło artystce wykonanie songów Kurta Weilla w przygotowanym przez Operę Śląską spektaklu Zagraj mi melodię z dawnych lat w reżyserii Józefa Opalskiego. Ma na swoim koncie także wspaniale role w operach Rossiniego – Kopciuszek, Cyrulik Sewilski, Semiramida oraz Verdiego – Bal  Maskowy, Nabucco, Rigoletto, Aida, a także znakomitą kreację Romea w operze Belliniego Capuletti i Montecchi.

Artystka swoja karierę poprzedziła rzetelnym przygotowaniem muzycznym, wokalnym oraz aktorskim w Studium Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni.

fot. z archiwum artystki
fot. z archiwum artystki

źródło: malanart.blogspot.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ