fot. naScenie

W związku z inauguracją naszego wortalu, Olgierd Łukaszewicz  udzielił nam wywiadu, który jest początkiem aktywnej obecności ZASP na naszych łamach.

Tym razem nie pytaliśmy Pana Olgierda o jego karierę zawodową – o tym przeczytają Państwo w następnym wywiadzie. Tym razem skupimy się na miejscu Polski i polskiego teatru w Europie, w momencie ważnych, zaskakujących zmian w krajach członkowskich.

Anna KAŃSKA Małachowska: Przybywa Pan do Krakowa na jubileusz swoich 70. urodzin. Do miasta, z którym był Pan związany wiele lat. Tu, gdzie rozpoczęła się Pana wielka przygoda z aktorstwem. Jesteśmy zaszczyceni, że zgodził się Pan także zainaugurować  swoją obecność jako aktor oraz prezes ZASP na naszych łamach.

Olgierd Łukaszewicz: Przybywam także z ważną misją – pragnę przekazać za Państwa pośrednictwem ważne wiadomości dla opinii publicznej. Mianowicie ZASP, jako obywatelskie stowarzyszenie, chce swoim specyficznym językiem artystycznym dołączyć do debaty na temat przynależności Polski do Unii Europejskiej. W sytuacji Brexitu, sporu z Unią, kiedy istnieje zagrożenie, że Polska może zostać zmarginalizowana na płaszczyźnie europejskiej, Związek chce przypomnieć polską tradycję tożsamości europejskiej za pomocą zapomnianego tekstu Konstytucji  Wojciecha Jastrzębowskiego z 1831 r. Ogłosił ją 3. maja w formie ulotki, którą sprzedawano na ulicach Warszawy. Ale jej koncepcja powstała na krwawym polu bitwy Olszynki Grochowskiej jeszcze w lutym. Tam powstała przedmowa, później, w kwietniu, Jastrzębowski dopracował artykuły tej konstytucji. On sam twierdzi, że był sekretarzem zgrai polskich buntowników. Jego koncepcja, jak mówi prof. Roman Kuźniar, czy jak pisze prof.  Benon Dymek, zmaterializowała się w dzisiejszej epoce w Unii Europejskiej. Ten tekst jest pisany w sposób, który mógłby cechować wypowiedź Holendra, Hiszpana, czy Niemca … tam nie pada słowo: Polska. On podpisuje się tam jako mieszkaniec Europy. Kilka zasadniczych spraw, które dzisiaj nas łączą, np. likwidacja granic pomiędzy państwami, zakaz kary śmierci, to są idee, z którymi powinni rosnąć młodzi Europejczycy, Polacy. Powinni znać ten tekst, który skądinąd warto by umieścić w  kanonie podręczników do historii, czy wychowania obywatelskiego. Bo zdumiewające jest to, co opublikowała Gazeta Wyborcza: najwięcej eurosceptyków to grupa w wieku od 18 do 22 lat. I jeżeli słyszę nieodpowiedzialne wypowiedzi, że mógłby nastąpić Polexit, to wskazuje to na kompletną indolencję tych ludzi nie tylko jeżeli chodzi o politykę, ale przede wszystkim wskazuje na brak doświadczenia historycznego, który my wszyscy, którzy głosowaliśmy za wstępowaniem do Unii Europejskiej, posiadamy.

A.K.M. Jako prezes ZASP był Pan w Komitecie Integracji Europejskiej w czasie referendum…

O. Ł.  Tak, w 2003 r., kiedy było referendum, nawiązując do mojego ówczesnego zaangażowania w kwestie integracji europejskiej, która różnie z resztą była komentowana w mediach, powracam dzisiaj do koncepcji inicjatywy spektaklu, który byłby oparty na prezentacji Konstytucji Jastrzębowskiego, i to się dzieje w najbliższych dniach. Więc przyjeżdżam do Krakowa z gorącą wiadomością, że w najbliższą sobotę, o godz. 20:45 na warszawskiej Agrykoli pokażemy widowisko tej Konstytucji inspirowane krakowskimi twórcami, jeśli tak mogę nazwać  Wyspiańskiego. „Noc Listopadowa” bardzo zapadła mi w serce, w wyobraźnię, kiedy jako student I roku krakowskiej PWST, wziąłem udział w inscenizacji Bronisława Dąbrowskiego. Pallas Atenę grała Zofia Jaroszewska, a więc tu też będzie Pallas Atena, będą reminiscencje z epoki literatury Powstania Listopadowego. Dla krakowian może być interesujące to, że będą też drobne cytaty zaczerpnięte ze sztuki Pawła Felicjana Miłkowskiego, który zaprezentował swój spektakl pt. „29 listopada” w dniu 3 maja 1831 roku w Teatrze Krakowskim. To jest nasza ważna wypowiedź proeuropejska, bo pokazujemy w ten sposób naszą tradycję. Nie jest tak, jak mówi Mickiewicz – „cała Europa wlecze mój naród na krzyż” i nad tym urąga … ponieważ istniały podstawy do tego, żeby twierdzić, że jest też odwrotnie, jeżeli bierze się pod uwagę nie tylko rządy, ale ludy. Niemcy, którzy wiwatowali na cześć naszych uchodźców w liczbie 10 tys. żołnierzy, którzy wędrowali do Francji. Francja, która przyjęła uchodźców i wręczyła im dożywotnie gratyfikacje … Mickiewicz tego nie podpisał i żałował. Tego typu gesty, na których możemy budować wzajemne sympatie także i dzisiaj, odwołując się do bardzo dawnej tradycji, znajdą się w tym widowisku.

A.K.M. Słyszałam, że w sierpniu będzie zorganizowany kolejny event…

O.Ł. Tak, tak. Przy tej okazji mogę zameldować opinii publicznej, że  z końcem sierpnia organizujemy też inny proeuropejski event, czy też raczej konferencję związkowców aktorskich ze Szwecji, Danii, Niemiec, Austrii, Węgier i Czech na temat statusu artysty  w naszych krajach, na temat mechanizmów dialogu społecznego.  Jesteśmy w posiadaniu bogatej dokumentacji  umów zbiorowych, które zawierają nasi koledzy w tych krajach, a u nas ciągle nie da się ich podpisać, bo nie ma z kim. Nie ma przedstawicielstw pracodawców ani w sektorze teatrów publicznych, ani w nowo powstałych teatrach prywatnych, czy offowych. A Szwedzi i inni to mają.

A.K.M. Jak Pan ocenia naszą inicjatywę, inicjatywę wortalu „NaScenie.info”? Jakie widzi Pan możliwości wynikające ze współpracy wortalu ze środowiskiem aktorskim?

O.Ł. W tej pierwszej rozmowie prezesa ZASP-u z portalem, któremu życzę rozwoju, a także życzliwej uwagi w  przyglądaniu się temu, co się dzieje w naszym środowisku (które czasem ma tendencje do przysypiania), to myślę, że takie działanie jakie Państwo podjęli,  przyczyni się do zainteresowania sobą samym, własnym losem artystów. Z pewnością przełoży się to na możliwości zdobycia pracy czy autoprezentacji, ale przede wszystkim będzie stanowiło gwarancję mocnych podstaw  dla kultury teatralnej w Polsce.

A.K.M. Jednym z naszych celów jest integracja zarówno środowiska aktorskiego, jak i publiczności. Czy możemy liczyć na Pana przychylność w tej kwestii?

O.Ł.  Dotknęła Pani bardzo ważnego zagadnienia, jakim jest rola widza. Na 95-lecie ZASP-u, z mojej inicjatywy, zorganizowaliśmy debatę, a właściwie pięć debat. Była tam między innymi strefa widza. Czas powrócić do przedwojennych inspiracji – wiceprezes ZASP, Jan Kochanowicz  – bardzo precyzyjnie opisał kiedyś, jak należałoby organizować strefę widzów i jego wizja nadal brzmi bardzo aktualnie. Chodzi o kontakt z widzem właśnie. Mamy bardzo podupadły ruch miłośników teatru. Ja sam, wychowany w Krakowie, widziałem jak pani doktor Aleksandra Mianowska, Pani Krystyna Zbijewska, czy Pan Tadeusz Kudliński animowali ten ruch w Pałacu Pod Baranami. Sam wówczas uczestniczyłem w tego rodzaju spotkaniach. Niemcy mają takie organizacje widzów. Warto by do tego powrócić. Chociaż oczywiście dzisiaj, w dobie internetu, ta cała debata, dyskusja, przenosi się do sieci.  I chyba też dlatego Państwa portal jest na to odpowiedzią.

A.K.M. Czy jako aktor, ale także prezes ZASP, widzi Pan konieczność  edukacji publiczności? Pytam o to nie bez powodu. W dobie swoistej mody na kulturę, czyli zjawiska polegającego na tym, że w teatrze czy operze wypada być, ale nie stoi za tym nic innego, możemy przekierować to zjawisko na prawidłowe tory? Czyli spowodować, że publiczność znów pokocha teatr…?

O.Ł. W mojej głowie są wzorce, które już były. Jak wywołać modę, która zamieni się w partnerstwo? To się zmienia. Warszawa ma 18 teatrów i widać, jak różna jest ich widownia. Ale badania wykazują, że nie można określić tego, czy jedna i ta sama widownia preferuje jeden teatr. Okazuje się, że widownia wędruje. Potrzebne są różne konwencje i różne sposoby komunikowania się z widzem. Andrzej Seweryn w moim pojęciu dokonał cudu jeśli chodzi o relację z widownią. Czasem było bardzo krucho pod tym względem. Ale nowoczesny sposób zarządzania, promocji teatru, zarządzania konwencją – dość konserwatywną, na jaką zdecydował się Seweryn wykazał, że widz właśnie tego potrzebuje.

Jako prezes ZASP nie mogę wypowiadać się na temat takiej, czy innej estetyki w teatrze. Moim zadaniem jest łączyć wszystkich, którzy w różny sposób znajdują swój język. Nie chcę być sojusznikiem takiego, czy innego trendu. Osobiście jestem dosyć otwarty na różne estetyki, potrafią mnie wzruszać rzeczy szokujące, ale też bardzo konwencjonalne. Ale przychylam się do zdania Jana Englerta, że czasami oglądamy spektakle, których sami nie jesteśmy w stanie zrozumieć.

A.K.M. Pozwolę sobie zacytować Alana Rickmana, który powiedział, że „aktorzy są czynnikami zmian. Film, przedstawienie teatralne, utwór muzyczny czy książka może spowodować zmianę. Może zmienić świat.” Czy w kontekście licznych zmian, których świadkami jesteśmy w Polsce i na świecie, teatr powinien być zaangażowany, czy też powinno się postawić na konwencję czysto artystyczną?

O.Ł. Jak kogo poniesie. Jak kto odczuwa, do czego jest mu potrzebny teatr, to narzędzie, jakim jest teatr. Takie wydarzenie, od  którego rozpoczęliśmy naszą rozmowę, wydarzenie typu teatralnego, taka akcja artystyczna, jest w stanie wydobyć z niepamięci istotny dokument, doświadczenie epoki, które z jednej strony zostało zdeptane przez zaborców, ale które też sami wyparliśmy z pamięci. Kraj, który ciągle musiał walczyć o niepodległość nie mógł być entuzjastą koncepcji zjednoczenia Europy. Te myśli nie znajdowały swojego zakorzenienia. Dzisiaj wierzę, że ten spektakl będzie ważnym przyczynkiem na drodze przywracania wiedzy o bardzo istotnym dokumencie z przeszłości, aktualnym dziś.

A.K.M. Jak Pan ocenia nasz teatr,  polski teatr, w kontekście teatru w Europie? Jak wypadamy na tle Europy?

O.Ł. Stoimy wśród najmocniejszych krajów. Tę markę wyrabiają dwa, trzy teatry, ale to nie jest źle. Jesteśmy obok teatralnego mocarstwa, jakim są Niemcy ze swoimi bodajże 158 teatrami. Wraz z Niemcami i Skandynawią jesteśmy w ścisłej czołówce.

A.K.M. Ta dobra wiadomość – to dobry finał naszej pierwszej rozmowy. Mamy nadzieję na kolejne, a także na dobrą współpracę w promowaniu idei ZASP –  dla dobra polskiego teatru i jego publiczności.

fot. NaScenie
fot. naScenie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ