źródło: Jerzy Zoń fot. www.fakt.pl

Niebawem, bo już 7 lipca, rozpocznie się Festiwal Teatrów Ulicznych. W tym roku to  29. edycja tego znanego i lubianego festiwalu, który stanowi wakacyjną wizytówkę naszego miasta.

Portal „Nascenie.info” jest jednym z patronów medialnych imprezy – znajdą Państwo u nas materiały informacyjne dotyczące festiwalu, będziemy także przeprowadzać rozmowy z dyrektorami polskich i międzynarodowych teatrów, które wezmą udział w tegorocznym festiwalu. Zamieścimy recenzje z najciekawszych spektakli, słowem – będziemy aktywnym medium tego wydarzenia.

Na początek postanowiliśmy spotkać się z szefem Teatru KTO, a zarazem dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych w Krakowie. Jerzy Zoń, bo o nim mowa, to człowiek uznawany za pioniera polskiego teatru studenckiego. Przez wiele lat był aktorem krakowskiego Teatru STU.  W 1979 roku rozpoczął swoja przygodę z Teatrem KTO, którego został szefem i głównym reżyserem. Przez lata pracy kształtował model i formę swoich plenerowych przedstawień, a obecnie jego teatr podbija świat grając swoje spektakle w najdalszych zakątkach naszego globu.

Anna KAŃSKA Małachowska: Panie Dyrektorze, czym różni się ten przed-jubileuszowy, 29. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych od poprzednich edycji?

Jerzy Zoń: Tak naprawdę to ta edycja festiwalu stanowi przygotowanie do jubileuszowego, trzydziestego, którego program jest już w zasadzie  gotowy. W tej trzydziestej odsłonie naszego Festiwalu chcemy ująć wszystko to, co najlepsze i najpiękniejsze. Zdradzę tytuł: Farenheit 451, na podstawie prozy Raya Bradbury’ego, czyli rzecz o świecie bez książek, inaczej – o potrzebie czytania. A zatem tegoroczny Festiwal to swego rodzaju diagnoza polskiego teatru ulicznego. Rynek Główny, Mały Rynek, Plac Szczepański oraz po raz pierwszy Rynek Podgórski zdominują polskie spektakle, ale zobaczymy także sporo grup z różnych stron świata. Obok sław polskiego teatru ulicznego (m.in. Teatru Biuro Podróży, Teatru Akt oraz Teatru Snów), wystąpią mniej znane, niekiedy debiutujące zespoły. Sympatycy i wierna publiczność Teatru KTO będzie mogła kolejny raz zobaczyć naszego „Peregrinusa”, ale – niespodzianka: w wersji telewizyjnej! Program jest naprawdę bogaty i warto się z nim dokładnie zapoznać.

Festiwal będzie także okazją, aby przyjrzeć się i przeanalizować sytuację teatru ulicznego w Polsce. Będzie próbą diagnozy, czym różni się polski teatr  uliczny od światowego. Dlatego zaprosiliśmy w tym roku tyle polskich zespołów i z tego też powodu postanowiliśmy zorganizować specjalny panel dyskusyjny, do udziału w którym zaproszeni zostali przedstawiciele prasy, Ministerstwa Kultury, dyrektorzy festiwali i wszyscy ci, którym zależy na jak najlepszej kondycji tego rodzaju teatru. A jest on niestety – mówiąc kolokwialnie – traktowany po macoszemu w naszym kraju. Spore sumy przeróżnych dotacji wędrują na produkcje nie warte zachodu, natomiast wartościowe pomysły lądują w urzędniczych koszach. Gatunek teatru, jaki tworzę pełni wiele funkcji, w tym także edukacyjną. Na taki rodzaj teatru postawiło wielu ludzi w tym kraju – bo teatr uliczny rozprzestrzenia się i rozwija na potęgę w całej Polsce – a to chyba najlepszy dowód na to, że wart jest inwestowania i zasługuje na pomoc.

A.K.M. O tym, jak ważną rolę odgrywa właśnie teatr uliczny, czyli taki najbardziej dostępny dla każdego, opowiadał mi Pan piękną, wzruszającą anegdotę, pamięta Pan?

J.Z. Jasne, chętnie powtórzę! To jest tak, że w małych miastach, czy miasteczkach ludzie do niedawna nie znali, nie rozumieli teatru. A teatr uliczny dociera do widza w najbardziej bezpośredni sposób. Bo nie trzeba pięknie się wystroić i iść na przedstawienie. Ten spektakl odbywa się na ulicy. Nie zapomnę starszej pani w jakiejś małej mieścinie, która wracała właśnie z zakupów, trzymała ciężkie siatki w obu rękach, ale przystanęła i przez ponad godzinę jak zaczarowana oglądała nasz spektakl. Proszę mi wierzyć – to było wzruszające! I dlatego tak mocno wierzę w ideę propagowania teatru ulicznego!

A.K.M. W jaki sposób wygląda praca nad organizacją takiego wydarzenia?

W październiku ubiegłego roku wystosowałem list do dyrektorów zespołów teatrów ulicznych z zaproszeniem. Przedstawiłem w nim propozycję, moją wizję tej edycji festiwalu – że chciałabym w tym roku zaproponować publiczności ciekawe spektakle podczas wielkiej fety teatru ulicznego. Wiele z zespołów, które potwierdziły udział, znałem wcześniej. Postanowiłem nie robić selekcji. I nie narzucać jednego tematu. Tegoroczny temat to Karnawał Polski. Czyli feta… wydarzenie. Organizacyjnie to jest tak, że od momentu zakończenia festiwalu nad nową, kolejną edycją pracują trzy osoby. W ostatniej fazie przygotowań około sześciu, a w czasie festiwalu mamy około 30 współpracowników. Żeby jeszcze podać inne statystyki … to tak dla porównania na światowe festiwale przychodzi około tysiąc zgłoszeń. Do mnie 500-700. To chyba niezły wynik.

A.K.M. Festiwal to chyba doskonała okazja do wymiany doświadczeń zespołów i ich szefów?

J.Z. Festiwal stanowi świetną okazję do … zainspirowania się nowymi pomysłami. Trzeba jeździć i oglądać tego typu imprezy na świecie, podobnie jak inni przyjeżdżają, aby oglądać nasz festiwal. Najczęściej przedstawienia odzwierciedlają to, co nurtuje ich twórców. Szuka się języka bez słów, mowy, która przekaże więcej niż zwykła werbalizacja. Ponieważ tworzymy widowiska, które prezentowane są na ulicy, inaczej wygląda praca nad ich przygotowaniem. Gramy czasami w dziwnych miejscach – w galeriach handlowych czy postindustrialnych  halach. Nasze spektakle są wędrujące. Tego nie da się grać na scenie. Dlatego też lubimy spotykać się ze sobą na festiwalach gdziekolwiek są organizowane i wymieniać się spostrzeżeniami na ich temat. Wie Pani, bardzo często wsiadam w samochód, biorę ze sobą moją żonę, rower i ruszamy w świat … jeździmy z festiwalu na festiwal, czasem jest ich tak dużo, że w jednym miejscu oglądamy kilka przedstawień jednocześnie i dzielimy się nawzajem wrażeniami. To też jest sposób na udane wakacje!

A.K.M Tegoroczna edycja Festiwalu to pierwsza, która odbywa się poza Waszą siedzibą przy Gzymsików, którą teatr KTO utracił. Publiczność twierdzi, że może dobrze się stało, bo Wasz format już dawno przerósł starą siedzibę. Jak Pan ocenia nowe lokum, no i gdzie będzie można oglądać Wasze spektakle w oczekiwaniu na nową siedzibę?

J.Z. Z ulicą Gzymsików i naszym starym, poczciwym barakiem wiąże się cała historia. No ale cóż, trzeba było się wyprowadzić … teraz naszą siedzibą jest dawny kinoteatr Wrzos, który remontujemy. Za dwa lata powstanie tu Teatr Studyjny KTO. Zmieni się nasz statut, wyznaczymy sobie nowe cele i zadania. Będziemy mieć zupełnie nową bazę – 180 do 230 miejsc dla naszej publiczności, a sala będzie wielofunkcyjna, dostosowana także do spektakli baletowych. Chcemy u nas gościć spektakle z innych miast, innych krajów, to będzie teatr otwarty.  Nie zmieni się jedna rzecz – nadal najważniejszy dla nas w teatrze pozostanie ruch, ciało i na tym będziemy bazować dobierając repertuar. Ale to są plany na za dwa lata…

A.K.M. A tymczasem przed nami już niebawem 29. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych. Życzymy Panu oraz publiczności niezapomnianych wrażeń. Do zobaczenia w lipcu na krakowskiej ulicy:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ