Marta Cecelska dla portalu nascenie.info:

Nie chcę zaczynać recenzji Zakochanego Szekspira od parafrazy: „Bo Szekspir wielkim dramatopisarzem był”, gdyż nie powiem nic oryginalnego ani tym bardziej ciekawego. Biografia najpopularniejszego i najbardziej poczytnego angielskiego dramaturga opiewa w różne możliwości interpretacyjne, dając szansę na stworzenie całkiem udanego, choć całkowicie zmyślonego przedstawienia, nawiązującego do Hamleta czy Romea i Julii. Brzmi ciekawie? I takie też właśnie jest.

Rok 1593, Londyn. William Szekspir (Michał Jaros) z coraz większym trudem pisze dramaty na zamówienie Philipa Henslowe (Grzegorz Gzyl). Brakuje mu muzy – kobiety, która swoją miłością natchnęłaby go innowacyjnymi pomysłami, stąd też zmuszony jest tworzyć sztuki pod dyktando. W ten sposób powstaje pierwsza wersja „Romeo i Ether. Córka piratów”, na której casting przychodzi Viola de Lesseps (Marta Herman) w męskim przebraniu. Szekspir zakochuje się w niej bez pamięci i, jak się szybko okazuje, ze wzajemnością. Jednakże los nie jest dla nich łaskawy – Viola musi poślubić lorda Wessex (Adam Turczyk), a dramaturg ma żonę i dzieci. Lecz to jeszcze nie koniec ich problemów –teatr Szekspirama zostać zamknięty.

Spektakl, będący koprodukcją Teatru Wybrzeże i Teatru Szekspirowskiego w Gdańsku, nie będzie dużym zaskoczeniem dla osób, które wcześniej obejrzały ekranizacjęZakochanego Szekspira z roku 1998. Obie produkcje opierają się na tym samym scenariuszu. Innymi słowy widz zarówno sztuki teatralnej, jak również ekranizacji przenosi się w czasy elżbietańskie: do pięknych strojów, hucznych balów i widowiskowych pojedynków o honor. Scenarzyści – Marc Norman i Tom Stoppard – przygotowali niejedną niespodziankę dla tych, którzy coś o twórczości Szekspira wiedzą, a przynajmniej kojarzą. W historii ukryte zostały najróżniejsze smaczki – odniesienia do wielu dzieł angielskiego dramatopisarza i nie mówię tutaj jedynie o Romeo i Julii.

Paweł Aigner, trzymając w ręku bardzo dobrze napisany scenariusz, mógł przygotować widowisko, o jakim miłośnicy teatru szczerze marzą. Zakochany Szekspir przyciąga uwagę od pierwszej minuty, zaciekawia zwrotami akcji, bawi wyuczonymi niemal do perfekcji akcentamihumorystycznymi, a na sam koniecwzrusza. Co ważne, reżyser bez problemowo przenosi widza do innych miejsc poprzez proste sztuczki: grę świateł, muzykę bądź po prostu poprzez humor (jak chociażby scena na rzece).Aignerbardzo mądrze wyważył momenty humorystyczne z dramatem postaci, dzięki czemu spektakl adresowany jest do niemal każdej grupy wiekowej, gdyż każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

W podobnie energicznym przedstawieniu aktorzy odnaleźli się znakomicie. Widać, że bawili się nie mniej dobrze, co sami widzowie. Michał Jaros odegrał rolę Szekspira z wdziękiem i klasą, dlatego też kreowaną przez niego postać nie tylko można polubić, ale także szczerze się jej kibicuje. W pewien sposób jego styl grania może przypominać filmowego Szekspira w wykonaniu Josepha Fiennesa, bowiem zarówno Jaros, jak również Fiennes równie dobrze poradzili sobie z wypowiedziami typowo komediowymi, jak i z momentami dramatycznymi, wypełnionymi żalem do samego siebie.Jarosowi towarzyszy Marta Herman w kobiecej (czasami męskiej) postaci, udowadniająca z jaką lekkością i w jak realistyczny sposób można odegrać damę z końca XVI wieku. Viola w jej wykonaniu to odważna i mądra dziewczyna, która znając realia swoich czasów, nie boi się podejmować wyzwań, lecz nigdy nie robi tego z zamkniętymi oczami. To właśnie ta dwójka sprawia, że Zakochany Szekspir niejednokrotnie zaskakuje drugim, głębszym dnem – nierzadko smutnym.

Podobna sztuka nie miałaby racji bytu bez drugoplanowych postaci, które nie tyle tworzą tło akcji, ale także stają się integralną częścią całego świata. Godnym podkreślenia jest fakt, że aktorzy ci mają o wiele mniej czasu na ukazanie osobowości postaci, a mimo to udaje się im to równie dobrze, co Jarosowi i Herman. Na szczególną uwagę zasługuje bez wątpienia Grzegorz Gzyl w roli Henslowe’a, którego słówko „zagadka” na pewno niejednemu widzowi wbije się na dłużej w pamięć. Cezary Rybiński przechodzi wręcz brawurową metamorfozę z czarnego charakteru na najzabawniejszy punkt przedstawienia w roli aptekarza. Podobnie sprawa się ma z Małgorzatą Oracz w roli niani czy Małgorzaty Brajner w roli samej królowej, która w finalnych, niezwykle celnych słowach wywołuje ciarki na plecach. Natomiast najwięcej śmiechu wywołują na pewno Piotr Biedroń wraz z Marcinem Miodkiem – ich gra w przedstawieniu Romea i Julii na pewno rozbawi do łez.

A skoro już mowa o jednym z najważniejszych dramatów Williama Szekspira, warto też zwrócić uwagę, że widzowie zostają przeniesieni do epoki powstawania podobnych dzieł wraz z wejściem do gmachu teatru. Teatr Szekspirowski w Gdańsku przypomina ten za czasów samego Szekspira ze swoją dużą sceną oraz dwupiętrowymi lożami (kto oglądał Zakochanego Szekspira ten wie, jak to wygląda). Miejsca jest zatem dużo, a aktorzy wykorzystują je w pełni, nie tylko chodząc po werandzie balkonu, ale także nierzadko wychodząc poza drewnianą scenę na rzecz najmniej oczywistych punktów całego teatru – niech zatem nikt siedzący na drugim poziomie nie będzie zaskoczony, gdy sam Szekspir przebiegnie tuż obok niego.

Nie przesadzę, jeśli zdradzę, iż od samego początku czułam, że Zakochany Szekspir skradnie moje serce. Tym większa radość, że się nie zawiodłam. Paweł Aigner wraz z całym zespołem Teatru Wybrzeże stworzyli wspaniałe wydarzenie, do którego po prostu chce się powracać. To lekka komedia pełna niespodzianek przeznaczona dla całej rodziny, a zatem idealna na wakacyjny czas. Gorąco polecam!

Marta Cecelska dołączyła do naszego zespołu redakcyjnego i będzie relacjonować wydarzenia kulturalne z Trójmiasta i Warszawy. 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ