W świetny humor i doskonały nastrój wprowadził tłumnie zgromadzoną publiczność znakomity i lubiany satyryk, Krzysztof Piasecki, który wraz z wybitnym kompozytorem i gitarzystą Janem Hnatowiczem wystąpił w ponad godzinnym recitalu w Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów.

Był to pierwszy koncert w ramach nawiązanej współpracy Stowarzyszenia na Scenie z Krzysztofem Piaseckim. Artysta błyskawicznie nawiązał kontakt z publicznością, która zgotowała mu fantastyczne przyjęcie, a występ nagrodziła entuzjastyczną burzą braw. Było dowcipnie, rozrywkowo, ale  – co ważne – kulturalnie i na wysokim poziomie, czego niestety nie  zapewniają zbyt często powstające ostatnio jak grzyby po deszczu kabarety. Krzysztof Piasecki to satyryk z wielkim dorobkiem artystycznym. W niezwykle zgrabny i zabawny sposób „opowiedział” i skomentował  bieżące, polityczno-obyczajowe  tematy, nawiązując też do słusznie minionych realiów sprzed lat. Podczas wieczoru nie zabrakło lubianej przez publiczność piosenki kabaretowej z dobrym tekstem. Oprawa muzyczna była podwójna, bowiem satyrykowi towarzyszył mistrz gitary, kompozytor m.in. wielu piosenek zespołu „Pod Budą” Jan Hnatowicz.

Przed występem Krzysztof Piasecki odpowiedział na kilka nurtujących nas pytań.

Anna Kańska Małachowska: Czy teraz są dobre czasy dla satyryków?

K.P. Nie ma złych czasów dla satyryków, bo ludzie są ludźmi i zawsze są podatni na różne wpływy, które można obśmiać. Natomiast jeżeli mówimy o satyrze politycznej, to owszem, są to dobre czasy, lepsze, niż były poprzednio.

A.K.M. Czy satyrycy,  podobnie jak polskie społeczeństwo, są według Pana podzieleni?

K.P. Zauważam taki trend. Pewien nasz kolega powiedział, że jest satyrykiem prawicowym (jakby coś takiego naprawdę istniało, śmiech). Z kolei nasz nestor, Jan Pietrzak oświadczył niedawno, że nastał taki czas, kiedy należy atakować opozycję, a nie rząd. To chyba skądinąd jedyny przypadek w historii, kiedy satyryk chce atakować opozycję, jest więc – jak się to kiedyś mówiło – utrwalaczem władzy. Z drugiej strony istnieje cała masa młodych kabareciarzy, tych po czterdziestce, która się polityką w ogóle nie zajmuje (z wyjątkiem Górskiego i paru innych). Odbierałem nawet takie sygnały od ludzi w moim wieku, pewnego rodzaju oburzenie, że rząd się zmienił, a w kabarecie nikt tego nie komentuje. No cóż, widocznie polityczny komentarz jest bardziej potrzebny mojej grupie wiekowej, a młodym nie. Tak więc wydaje mi się, że ten podział, o który Pani pyta nie dotyczy młodych, tylko starszego pokolenia. Młodzież chyba po prostu nie za bardzo chce się śmiać z polityki. Proszę spojrzeć na ludzi, którzy uczestniczą w demonstracjach KOD-u. Gdzie tam jest młodzież? Młodzi po prostu nie są zainteresowani polityką i uważają, że  wszystko jest w porządku. Wie Pani, problem polega na tym, że za komuny, to zostało nam wszystko narzucone, a teraz sami sobie – jako społeczeństwo – ukręciliśmy na siebie bicz.

A.K.M. Co ostatnio Pana rozśmieszyło?

K.P.  W Wiadomościach TVP podano następującą informację: „znowu kradzież w todze”… to oznacza, że to już jakiś proceder, skoro znowu…czyli na tapecie są teraz sędziowie. Z informacji wynikało, że jakiś sędzia poszedł do sklepu i ukradł … element wiertarki. To mnie bardzo rozśmieszyło, bo o tym był bardzo obszerny materiał informacyjny. Zauważam poza tym, że dowcipy są teraz dużo słabsze, niż były. W zasadzie te, które krążą, to są na poziomie takich ze szkoły, głębokiej podstawówki. Tyle, że ludzie jakby sobie nie zdawali sprawy, że to ten poziom. Cóż, to akurat nie jest śmieszne.

A.K.M. Gdy staje Pan przed publicznością, ma Pan czasem obawy, że to, co Pan powie czy zaśpiewa, nie spodoba się?

K.P. Jeżeli to jest impreza biletowana, to na ogół biletów nie kupują zwolennicy obecnie rządzącej partii. To na ogół ludzie, którzy uważają, że śmiać się można z kogoś tylko w określonym celu. Raczej szyderstwo, niż śmiech. Natomiast jeśli mam do czynienia z publicznością „przypadkową”, na przykład gdy występuję dla jakiejś firmy, to bywa różnie. Zauważyłem coś, czego przedtem nie było – zaczynam coś mówić (jakieś żarty z rządzących) i słyszę na początku dwa, trzy śmiechy z widowni. Potem słyszę sześć, osiem…narastają. Bo ci, co się śmieją, obawiają się, jak zareagują pozostali. Dopiero, jak się okazuje, że „wszyscy jesteśmy z jednego szynela”, to wybucha burza śmiechu. Tego nie było na przykład za komuny. Bo nawet ci partyjni od razu się śmiali, nie oczekując na reakcję pozostałych. Ostatnio powiedział mi kolega, który też zajmuje się kabaretem, że on ma teraz taką metodę: wychodzi na scenę i pyta – „państwo za PIS-em czy druga opcja, żebym wiedział, co mówić”. Dla bezpieczeństwa występu. Zatem wracając do pytania, odczuwam zawsze lekki niepokój przed występem. Bo ja nie jestem od nauczania ludzi, tylko od tego, żeby było miło. Kiedyś, zaraz po wyborach, miałem koncert w Poznaniu i nagle podczas tego występu, ludzie zaczęli się śmiać z czegoś, z czego dawniej w ogóle się nie śmiali. Nie mogłem zrozumieć, o co chodzi. Dopiero potem okazało się, że to byli miłośnicy PIS-u. Akurat łatkę przypiąłem drugiej stronie, więc to okazało się śmieszne dla tamtych. Nieprzewidywalna jest publiczność. Na ogół trzeba założyć, że na imprezy kabaretowe nie chodzą ludzie z PIS-u, a jeśli chodzą, to na konkretnych satyryków…

A.K.M. Czy Polacy Pana zdaniem są społeczeństwem, które lubi się śmiać?

K.P. Polacy nie umieją śmiać się z siebie. Nie mają do siebie dystansu. Niby szło już wszystko w dobrą stronę, ale niestety, obecna opcja to „Bóg, honor i ojczyzna”. Śmiech jest podejrzany. To jest leczenie kompleksu niższości kompleksem wyższości. Widać to w dyplomacji, a także wszędzie gdzie indziej. Nasza demokracja ma raptem 25 lat, jest młodziutka, musimy jeszcze swoje przeżyć, zanim znowu zaczniemy się śmiać.

A.K.M. Jak powstaje Pana kabaret?

K.P. Różnie. Z rzeczywistości, skojarzeń, obserwacji. Czasem telewizja składa zamówienia na konkretny program. Generalnie tekstów z tak zwanego „natchnienia” napisałem w życiu może dziesięć.  Reszta to ciężka orka (śmiech).

A.K.M. Kogo z młodszych satyryków ceni Pan najbardziej?

K.P. Cenię inteligencję. Lubię Górskiego, który ma nieprawdopodobną zdolność pisania. Pisze dużo i nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. A więc Kabaret Moralnego Niepokoju. Ani Mru Mru, Neonówka czy Smile robią także śmieszne skecze, inteligentne. Nastąpiło jednak sprzężenie zwrotne. Kiedyś spodobał mi się jakiś kabaret, poszedłem po występie, pogratulowałem. Po roku nie bylem w stanie oglądać ich programów. Wszystko było płaskie i denne. Niestety często teraz jest tak, że wystarczy powiedzieć brzydkie słowo na literę „k” i wszyscy się śmieją. To po co się wysilać na ambitny program. Kiedyś kabaret był sztuka elitarną. Przed wojną Kabaret Qui Pro Quo co dwa tygodnie miał premiery. Nie dlatego, że im się tak chciało. Ale dlatego, że się wyczerpywała publiczność. Bo tyle jej było. Ścisła elita. Jeśli w tej chwili kabarety występują w wielkich halach czy amfiteatrach, to nie może to być sztuka elitarna.  Czasem mamy do czynienia z takim zjawiskiem metafizycznym, że jeśli ludzie mają do kogoś zaufanie to się śmieją nie rozumiejąc przekazu, a dopiero potem zaczynają rozumieć.  To jest pewne ciągnięcie ludzi w górę, właściwie takie wzajemne podciąganie poziomu. Niestety teraz wszyscy ciągną się w dół, bo prościej. Jak ja wykorzystuję żart, którego nie wymyśliłem, to mówię, że to nie ja. A większość zespołów „sprzedaje” obiegowe dowcipy jako swoje własne. Mnie po prostu zęby bolą, jak to słyszę.

A.K.M. Czy Pana zdaniem kabaret wygrywa obecnie z teatrem?

K.P.  Teatr przegrywa, ale nie z kabaretem, tylko z farsami. To jest konkurencja dla teatru. Z tego, co wiem, teatry nie mają problemów z frekwencją. Mam żonę aktorkę, więc chodzę do teatru częściej, niż bym chciał (śmiech). Teatr niestety zmierza w kierunku niekomunikatywności wychodząc z założenia, że to, co niezrozumiałe – to mądre. Ja wszystko już w teatrze widziałem, wszystko już było. Ale młodzi twórcy pokazują stare pomysły jako odkrycie, jako nowość. Łatwo jest zrobić teatr, w którym aktor ma na przykład kupę na głowie. Ale po co? W nowoczesnym teatrze jest sporo rzeczy godnych uwagi, ale też jest mnóstwo chłamu, oszustwa, wyłazi fastryga, że hej. To jak to ma być w opozycji do kabaretu?

A.K.M. Bardzo dziękuję za rozmowę!