Z pełną premedytacją wybrałam się na spektakl grubo po jego premierze – odbyła się ona w maju ubiegłego roku. Nieco osłabły już emocje związane ze zmianami kadrowymi w Narodowym Starym Teatrze, a ja chciałam po prostu obejrzeć przedstawienie, okrzyknięte najlepszym spektaklem wyreżyserowanym przez Jana Klatę. Jego „Wesele” jest z pewnością nietuzinkowe i zdecydowanie warte zobaczenia. Być może nie wszystkie pomysły inscenizacyjne są w pełni trafione, jednak ogólne wrażenie jest pozytywne, a nawet więcej – spektakl wywołuje emocje, które pozostają w widzu na długo po opuszczeniu teatru. I to jest jego wielki atut, bo coraz rzadziej się to niestety zdarza.

„Wesele” według Klaty nie jest jednym z tych przedstawień, którego akcja na siłę przeniesiona zostaje do współczesności. Wszystko dzieje się w nieokreślonym czasie i abstrakcyjnej przestrzeni. Choć nie brakuje tu współczesnych odniesień, w pełni uszanowany został tekst Wyspiańskiego. Scenografia jest odzwierciedleniem nieładu, marności i bylejakości, w jakiej znalazł się nasz kraj, bo to wszak o Polsce przedstawienie. Ściany tworzą rusztowania pokryte czarną folią, pośrodku sceny znajduje się uschnięte drzewo z kapliczką. Jest pusta. Kostium każdej niemal postaci posiada element ludowy. Wszystko jest klarowne. Przekaz spektaklu, choć poetycki, nie jest łagodny. Z każdej strony przebija ironia jako żal wyrażony na temat wszechobecnych podziałów. Ta ironia wzbudza wściekłość, którą w pełni oddaje muzyka blackmetalowego zespołu Furia. Czterech muzyków obecnych na scenie bez przerwy, z nagimi torsami i twarzami pomalowanymi na biało, umieszczonych na postumentach niczym demoniczne posągi, gra złowieszczo brzmiące frazy, które w bardzo mocny sposób oddają niepokoje i frustracje bohaterów. Ciężka muzyka zaskakująco dobrze współgra z dramatem, stanowiąc łącznik pomiędzy formą i treścią.

W pierwszym akcie oglądamy chocholi taniec. Wszystkie postaci zatracają się w nim. Nie ma on jednak nic wspólnego z weselną zabawą. To demoniczny korowód zapomnienia, swoisty danse macabre. Panna Młoda jest w widocznej ciąży i choć z Panem Młodym dzieli ją intelektualna przepaść, ich miłosne porozumienie wydaje się głębokie i prawdziwe. To jedyna w zasadzie naprawdę szczera relacja – weselni goście nie budują pomiędzy sobą żadnych istotnych więzi. Jednak reżyser położył nacisk na wyeksponowanie sekwencji najbardziej charakterystycznych z patriotycznego, narodowego punktu widzenia, jak choćby w scenie rozmowy Panny Młodej z Poetą, który położywszy rękę na jej brzemiennym brzuchu prowadzi dialog zakończony słynnymi słowami: „A to Polska właśnie”. Można domniemywać, że to ta Polska, która się dopiero narodzi, odrodzi. Spektakl rozpoczyna się od znamiennych słów Czepca skierowanych do Dziennikarza: „Cóż tam panie w polityce?”, na co obaj wybuchają histerycznym, gorzkim śmiechem. Choć różnią się od siebie znacząco – pozycją społeczną, strojem, poglądami, to jakaś siła ich do siebie przybliża, pomimo iż  temperamentny Czepiec ma w sobie złość i nieposkromioną chęć walki, a Dziennikarza przepełnia ogólne rozgoryczenie i frustracja.

Drugi i trzeci akt nie epatują energią pierwszego. Napięcie siada. Są jednak przejmujące, symboliczne momenty, kiedy pojawiają się upiory przeszłości – ubrany jedynie w przepaskę Stańczyk z olbrzymim biskupim pastorałem, czy półnagi, otulony w barwy narodowe Rycerz. Jego monolog zagłusza co prawda ściana ciężkiej muzyki, ale najistotniejsze słowa: „Polska to jest wielka rzecz” stają się hasłem, które jest wyświetlane po dwóch stronach sceny. Z kolei Złoty róg, który przynosi Wernyhora to nic innego jak pusta foliowa siatka. Brak nadziei. „Wesele” w reżyserii Jana Klaty nie kończy się chocholim tańcem, bo on przewija się od początku przedstawienia symbolizując zniewolenie, uśpienie i marazm narodu. Spektakl w mocny sposób odzwierciedla dzisiejszą podzieloną i skłóconą Polskę. Ale nie tylko. Klata w swoim przedstawieniu nawiązuje także do najlepszej tradycji Starego Teatru, do jego legendarnego już, wielopokoleniowego zespołu. W „Weselu” występują aktorzy młodsi i starsi – ci, których droga zawodowa dopiero się rozpoczęła i tacy, którzy na tej i wielu innych scenach stworzyli wielkie kreacje. Nie można więc kogoś bardziej lub mniej pochwalić, bo brawa należą się wszystkim, począwszy od znakomitej Moniki Frajczyk jako Panny Młodej, świetnej Katarzyny Krzanowskiej w roli Racheli, Radosława Krzyżowskiego – Pana Młodego, Bartosza Bieleni w roli Księdza, super duetów: Anny Dymnej (Radczyni) z Elżbietą Karkoszką (Klimina) oraz Anny Radwan (Zosia) z Ewą Kaim (Haneczka), przepojonego temperamentem Krzysztofa Zawadzkiego w roli Czepca, ujmującego Romana Gancarczyka jako Dziennikarza, charakterystycznego Mieczysława Grąbki (Żyd), niezwykle wyrazistego Edwarda Linde-Lubaszenko jako Stańczyka oraz Beaty Paluch w roli Gospodyni.

Można się zastanawiać i dyskutować, czy jest to spektakl wybitny. Niezaprzeczalnie wybitna jest sztuka Wyspiańskiego z 1901 roku, która z jednej strony ilustruje wydarzenie towarzyskie, które odbyło się w bronowickiej wsi, a z drugiej jest stale aktualnym obrazem polskiego społeczeństwa. Z pewnością Janowi Klacie udało się wydobyć z tekstu Wyspiańskiego tragedię w znaczeniu antycznym, czyli polskie fatum: upływający boleśnie czas i (od)wieczny brak porozumienia między Polakami. Z pewnością nie da się potraktować tego spektaklu z obojętnością. Posiada wiele atutów, które czynią go interesującym i atrakcyjnym. Spędzone w teatrze ponad trzy godziny są czasem wypełnionym refleksją, która nie mija od razu po zakończeniu przedstawienia. „Wesele” pozostaje w nas na długo, wraz z jego przesłaniem płynącym od samego Wyspiańskiego.


Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Stanisław Wyspiański „Wesele”
reżyseria i adaptacja: Jan Klata
scenografia, kostiumy, reżyseria światła: Justyna Łagowska
choreografia: Maćko Prusak
muzyka: FURIA
obsada: Anna Dymna, Monika Frajczyk, Małgorzata Gorol, Ewa Kaim, Katarzyna Krzanowska, Beata Paluch, Jaśmina Polak, Anna Radwan, Bartosz Bielenia, Maciej Charyton, Juliusz Chrząstowski, Krystian Durman, Roman Gancarczyk, Grzegorz Grabowski, Mieczysław Grąbka, Zbigniew W. Kaleta, Zbigniew Kosowski, Radosław Krzyżowski, Ryszard Łukowski, Zbigniew Ruciński, Krzysztof Zawadzki, Edward Linde-Lubaszenko, Jan Peszek, Elżbieta Karkoszka, Andrzej Kozak, Michał Kuźniak oraz Mikołaj Głowacki, Janusz Jarecki, Grzegorz Sterliński, Krzysztof Szczygieł, Wojciech Szczygieł, Sławomir Wojciechowski

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ