fot.archiwum teatru

Foyer Teatru Starego wypełnione po brzegi. Tłum, w którym przewijają się między innymi wybitni krakowscy reżyserzy, aktorzy i ludzie sztuki, przyszedł obejrzeć spektakl na podstawie scenariusza Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki, okrzyknięty jednym z najciekawszych przedstawień tej sceny. Wchodzimy na widownię przez lotniskową bramkę i rozpoczynamy naszą teatralną podróż.

Katastrofa

Na zapiaszczonej scenie (wyspie pośrodku oceanu) rozrzucone samolotowe fotele i różne inne sprzęty sugerują, że wydarzyła się tu właśnie katastrofa lotnicza. Burza i wiatr „przywiewają” barwny korowód ocalałych z wypadku pasażerów. Towarzystwo jest początkowo dość negatywnie nastawione względem siebie, a wzajemnym docinkom i niemiłym aluzjom nie ma końca. Dla zabicia nudy rozbitkowie zaczynają opowiadać sobie historie o ludziach, którzy dokonali wielkich rzeczy. Są zaskakujące, jak na przykład ta o pierwszej kobiecie, która przebiegła maraton (Dorota Segda jako Kathrine Switzer) czy o reprezentacji futbolowej Samoa, która zdobyła jedyną w swojej karierze bramkę (Małgorzata Zawadzka, Monika Frajczyk i Radosław Krzyżowski). Jest też opowieść o strajku walijskich górników (Juliusz Chrząstowski i Michał Majnicz) wspieranym przez organizację LGBT (Krystian Durman) oraz o Hindusie (Radosław Krzyżowski), który przez ponad dwadzieścia lat, dzień po dniu, wykuwał tunel w górze, by ułatwić mieszkańcom swojej wioski dostęp do szpitala. Wysłuchamy też historii o polskim górniku (Michał Majnicz), który za pieniądze z odprawy objeżdżał świat, pomagając koledze (Juliusz Chrząstowski) dotrzeć do … pingwina. Ciekawa jest historia ekolożki (Dorota Pomykała), dzięki której stosujemy mniej pestycydów, interesująco jawi się też przemiana klasycznej zołzy (Anna Radwan) w dobrą wróżkę.

Absurd

Opowiadane historie kierunkowane są jednoznacznie w stronę absurdu, który uwypuklają pojawiające się na scenie coraz bardziej niewiarygodne postaci: Święty Mikołaj, wielki biały miś, czy zły pingwin. Mają one po części symbolizować przechodzenie zła w dobro, mimo że dobro nie jest walorem w świecie, który wymusza na nas cynizm i kłamstwo. Stąd też konieczność przebrania, nałożenia masek. Dobro i miłość ostatecznie zwyciężą, ale nie wprost, trzeba je będzie po swojemu umieć uchwycić i utrzymać.

Triumf woli przekazuje co prawda głęboką myśl, a płynące z tekstu przesłanie jest czytelne. Niezrozumiałe jest jednak bezlitosne rozwleczenie scenicznej akcji, a także uczynienie z postaci wiecznie podchmielonego Szekspira łącznika wszystkich wątków, tym bardziej, że wprowadza on chaos, zwłaszcza wizualny – patrząc na niego ma się nieodparte wrażenie, że oto stoi przed nami kapitan Jack Sparrow z filmu Piraci z Karaibów. Jeśli to działanie zamierzone, to nad wyraz banalne.

Wykonanie

Siła tego spektaklu tkwi wyłącznie w wykonawcach. Na scenie podziwiamy zgrany zespół, który tworzy dobrze skoordynowaną trupę aktorską. Wyraziście grają, są zabawni, gdzie trzeba ironiczni, nie straszna im żadna sceniczna sytuacja czy aktorskie wyzwanie. Śpiewają, tańczą, grają na instrumentach. Ich umiejętności, dynamizm i ekspresja unoszą całość. Bez tego składu, spektakl by nie istniał. Trzymanie widza przez kilka godzin na przedstawieniu, które mogłoby się zamknąć w zdecydowanie krótszej przestrzeni czasowej jest wyrazem pychy zarówno scenarzysty, jak i reżysera.

 


Paweł Demirski Triumf woli, reżyseria: Monika Strzępka, scenografia: Martyna Solecka, kostiumy: Arek Ślesiński, muzyka: Stefan Wesołowski, ruch sceniczny: Jarosław Staniek. Premiera  odbyła się 31 grudnia 2016 roku.

Obsada: Juliusz Chrząstowski, Marcin Czarnik, Monika Frajczyk, Radosław Krzyżowski, Michał Majnicz, Marta Nieradkiewicz, Dorota Pomykała, Anna Radwan, Dorota Segda, Małgorzata Zawadzka,  Krzysztof Zawadzki, Krystian Durman, Adam Nawojczyk.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ