20 lipca odbędzie się premiera spektaklu Teatru Mumerus „Dziś umarł Prokofiew” autorstwa Moniki Milewskiej, w reżyserii Wiesława Hołdysa. Portal nascenie.info jest patronem medialnym wydarzenia. Jan Mancewicz, który w najnowszej produkcji wciela się w postać Dymitra Szostakowicza, opowiedział między innymi o tym, jak doszło do powstania spektaklu i jak wygląda jego praca nad postacią jednego z najwybitniejszych symfoników XX wieku.

 

Anna Małachowska: Jak doszło do powstania spektaklu „Dziś umarł Prokofiew”?

Jan Mancewicz: Monika Milewska wzięła udział w konkursie na napisanie słuchowiska, którego tematem miała być twórczość dwóch artystów. Postanowiła więc „wziąć na warsztat” parę wybitnych twórców:  Szostakowicza – uznawanego za jednego z najwybitniejszych symfoników XX wieku oraz Prokofiewa – jednego z najważniejszych przedstawicieli awangardy muzycznej pierwszej połowy XX wieku. Pierwotnie sztuka Moniki Milewskiej została zrealizowana jako słuchowisko zatytułowane „Dzień, w którym umarł Prokofiew”.  W międzyczasie doszło do spotkania autorki z Wiesławem Hołdysem i zapadła decyzja, aby zrobić spektakl pod zmienionym nieco tytułem. W marcu tego roku, Monika zaprosiła nas na czytanie performatywne do Gdańska. Teraz pracujemy nad wersją sceniczną i muszę przyznać,  że sprawia nam to wiele przyjemności.

Anna Małachowska: W przygotowywanym przez Was spektaklu nie zabraknie muzyki granej na żywo i ciekawych instrumentów…

Jan Mancewicz: Tak, muzyka w naszym przedstawieniu gra chyba najważniejszą rolę, podobnie jak instrumenty (śmiech). Zabrzmi wiolonczela, dziecięce pianinko, „wystąpi” też theremin – mało znany, ale zaskakujący brzmieniem instrument skonstruowany przez rosyjskiego fizyka i wynalazcę Lwa Termena.

Anna Małachowska: Akcja spektaklu rozpoczyna się w 5 marca 1953, czyli w dniu, kiedy umarł Prokofiew, ale także i… Stalin. Szostakowicz próbuje kupić wieniec na pogrzeb kolegi po fachu, ale nigdzie nie może dostać kwiatów, gdyż wszystkie zostały przeznaczone na pogrzeb Stalina. Motyw ten przeplatany jest retrospektywnymi fragmentami z życia obu kompozytorów ukazującymi dramat artysty w państwie totalitarnym. Mocny temat.

Jan Mancewicz: Dzięki temu spektaklowi, widz nie tylko dowie się, jakie emocje towarzyszyły znajomości obu kompozytorów oraz jak powstawały ich wybitne dzieła. W tle relacji Szostakowicz – Prokofiew mocno ulokowana była postać Stalina. To właśnie przez niego obaj znakomici artyści zmuszeni byli do komponowania dzieł socrealistycznych. Po to, aby przeżyć. Obaj zdawali sobie sprawę z realiów, w jakich przyszło im żyć – kuriozum polegało jednak na tym, że pomimo pełnej świadomości sytuacji politycznej, zarówno Szostakowicz, jak i Prokofiew rywalizowali ze sobą w ilości zdobytych nagród stalinowskich…

Anna Małachowska: Czy zatem element polityczny dotyczący stalinowskiego systemu totalitarnego przebija się najmocniej poprzez akcję waszego spektaklu?

Jan Mancewicz: Nie, nasze przedstawienie nie jest spektaklem politycznym. Przybliża jedynie epokę, która naznaczyła twórczość kompozytorów. Nasza opowieść ma na celu uzmysłowienie widzowi dramat artysty w państwie totalitarnym. Przygotowując się do tej roli, na początku myślałem, że będę się upodabniał do mojego bohatera, fizycznie i psychicznie. Ale później doszedłem do wniosku, że nie jestem do niego w żaden sposób podobny, i że to jest zbyt skomplikowana i niejednoznaczna postać, aby starać się ją przedstawić jeden do jednego. Więc będzie to raczej wizja postaci Szostakowicza. Choć muszę przyznać, że pracując nad tą rolą, czytając różne opracowania na temat kompozytora,  zżyłem się z moim bohaterem; powiem nawet, że mnie zafascynował. Bo to niezwykła i zagadkowa postać.

Anna Małachowska: Spektakl nie będzie wystawiony na scenie, ale w plenerze. Podobnie jak poprzednie wasze przedstawienie „Historyja barzo cudna”, tak i „Dziś umarł Prokofiew” odbędzie się na dziedzińcu Muzeum Archeologicznego w Krakowie.

Jan Mancewicz: Tak. Ta przestrzeń ma w sobie coś wyjątkowego. Wyzwala inną niż scena energię. Bardzo lubimy w niej występować. To miejsce jest także wyjątkowe pod względem akustycznym – słychać bijące dzwony, śpiew ptaków, okrzyki dzieci bawiących się na położonym nieopodal placu zabaw…

Anna Małachowska: Jak zachęcisz naszych Czytelników do wybrania się na Wasz nowy spektakl?

Jan Mancewicz: Trzeba przyjść i „zobaczyć” muzykę Szostakowicza i Prokofiewa! Bo tak naprawdę, głównym bohaterem naszego spektaklu jest muzyka i twórczość obu wielkich kompozytorów.

Anna Lenczewska, odtwórczyni m.in. roli Radzieckiej Kwiaciarki (i kilku innych ról) dodaje, że warto zobaczyć spektakl także ze względu na efektowne kostiumy, których „trzeba się nauczyć – przeszkadzają, czyli pomagają”.

Zapraszamy zatem Państwa na premierowy spektakl – już 20 lipca o godzinie 19:30 na Dziedzińcu Muzeum Archeologicznego w Krakowie, ul. Senacka 3.