23 lutego odbyła się w Toruniu premiera sztuki Anny Burzyńskiej „Akompaniator” w reżyserii Adama Sajnuka, w którym Piotr Polk fenomenalnie zagrał tytułową rolę. http://nascenie.info/3565-2/. Miałam okazję porozmawiać z Artystą o tej roli oraz o tym, jak ważną rolę odgrywa w jego życiu teatr.

Anna Małachowska: Czy jako tytułowy Akompaniator zdałeś się na reżysera, czy miałeś własną wizję tej roli?

Piotr Polk: Kiedy otrzymałem tekst Anny Burzyńskiej, nie był on mi całkiem obcy. Co prawda nie znałem go w formie literackiej, ale widziałem kilka inscenizacji „Akompaniatora” i wiedziałem jedno – że to nie jest rola dla mnie. Jednak Adam Sajnuk,  reżyser spektaklu, postanowił dość mocno zaingerować w tekst. Kiedy przedstawił mi swoją wizję przedstawienia, zaczęło mi się podobać… Krok po kroku dochodziliśmy do zbudowania takiej wersji, jaką publiczność zobaczyła w dniu premiery. Nie było łatwo, ale chyba się udało.

Anna Małachowska: Czy podczas pracy nad rolą Akompaniatora odkryłeś coś nowego?

Piotr Polk: Wielu moich kolegów i koleżanek lubi odcinać kupony… to znaczy, że jeśli raz coś fajnie zagrali, chcą to powtarzać. To taki rodzaj łatwego sukcesu. Według mnie każda rola i każda postać jest absolutnie pierwsza i jedyna. Niepowtarzalna. Taka biała kartka, na której nic nie jest wcześniej zapisane. Dlatego też w postaci akompaniatora, której pierwotnie tak bardzo nie chciałem grać, bo uważałem, że nie jest dla mnie, zacząłem nagle odkrywać milion nowych, ciekawych elementów. Nie można uprawiać tego zawodu bez wyzwań. Parafrazując – nie można się stale mierzyć z tą samą górą, którą się już wielokrotnie zdobyło. Trzeba stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej, albo-wracając do tej góry, obejść ją z zupełnie innej strony. Więc każda rola to wyzwanie, które motywuje, dodaje energii, ale które też szereguje wiele rzeczy, na przykład uczy pokory wobec wykonywanej profesji. W zawodzie aktora nauka jest podstawą. Uczymy się non stop. I nie mówię tu tylko o tekście.

Anna Małachowska: Dobrze, że poruszasz kwestię pokory, ponieważ chyba coraz więcej aktorów młodego pokolenia ma z nią problem…

Piotr Polk: To jest szeroki problem. Wynika w dużej mierze z faktu, że sukces jest teraz na wyciągnięcie ręki. W Internecie, w sieci. Dostęp do sukcesu jest bardzo szybki. W jednej chwili można się stać rozpoznawalnym i znanym. Co nie znaczy – sławnym. Nie trzeba wiele umieć, aby osiągnąć sukces. Dla aktora wyrocznią jest jednak publiczność. Jeśli my, aktorzy będziemy schlebiać publiczności, możemy się pożegnać z istotą aktorstwa, czyli budowaniem czegoś od zera. Bo każdą postać buduje się od zera, mając ciągle ten sam głos, to samo ciało, tę samą duszę, to samo serce i umysł. Jeśli jednak komuś zabraknie wyobraźni, to jest przekleństwo.

Anna Małachowska: Kto jest dla Ciebie guru w zawodzie?

Piotr Polk: Miałem wielkie szczęście, że po łódzkiej filmówce trafiłem do Teatru Studio Jerzego Grzegorzewskiego. To był teatr zupełnie inny od tego, do jakiego przygotowywała nas szkoła. To był teatr takiego rodzaju, jaki obecnie tworzy na przykład Adam Sajnuk. Było w nim sporo miejsca dla poetyki teatru, obrazowości, dla wyższych rejestrów uczuć. Co mam na myśli? Że na przykład nie musieliśmy robić kilkudziesięciu pompek, aby udawać zmęczonego. To była zawsze jakaś przenośnia. Więc zacząłem od Grzegorzewskiego. A ponieważ skupił on wokół siebie wybitne jednostki, między innymi Tadeusza Łomnickiego, Marka Walczewskiego, Teresę Budzisz-Krzyżanowską, Annę Romantowską, Olgierda Łukaszewicza, to od każdego z nich otrzymałem coś ważnego i niepowtarzalnego, coś, z czego do tej pory czerpię wykonując mój zawód. Miałem szczęście, że wszedłem w teatr w dobrym czasie, kiedy wszyscy ci, których się określa mianem wielkich aktorów, uprawiali tę profesję i co ważne – mieli wielkie pokłady tolerancji dla nas młodych. Oni sami mieli w sobie dużo pokory, którą od nich przejęliśmy. Mówię my, mając tu na myśli moich rówieśników aktorów.

Anna Małachowska: Występujesz w filmach, grasz w serialach, śpiewasz, ale wydaje mi się, że twoją pasją jest jednak teatr.

Piotr Polk: Teatr jest dla mnie czymś, co pozwala mi funkcjonować, żyć i oddychać. Filmy, seriale – to namiastki. Wykorzystują i czerpią z tego, co potrafimy. Są obliczone na większą publiczność. Dostarczają emocji komercyjnych. Oczywiście zdarzają się wybitne dzieła, wielkie filmy. Ale filmy złożone są z miliona ujęć i z muzyki. To jest takie małe oszustwo, przyjemne dla oka i ducha, na które się oczywiście zgadzamy. Ale to jednak oszustwo.       Z kolei teatr jest czymś niepowtarzalnym. To jest spotkanie z ludźmi, z problemami.          Z człowiekiem z krwi i kości. Za każdym razem wszystko jest inne: my – aktorzy i publiczność, ale zawsze jest bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem. W teatrze nie ma dubli. Nie można nic poprawić. Widz zobaczy nas takimi, jakimi jesteśmy „tu i teraz”. Więc teatr pozostaje dla mnie numerem jeden. Dla młodych aktorów teatr nie jest już niestety tak ważny, jak dla mojego pokolenia. Bo w teatrze nie zarabia się dużych pieniędzy, nie przynosi on sławy, nie daje popularności. Młodzi aktorzy chcą być rozpoznawalni na ulicy, a teatr im tego nie umożliwia. Teatr z filmem i serialem nie do końca się „przyjaźnią”, bo to jest po prostu inny rodzaj grania. Ale aktorstwa, organicznego grania, człowiek uczy się na scenie. Tylko tam. Nie przed kamerą.

Anna Małachowska: Zasłuchałam się w Twoją wypowiedź, a Ty przecież zaraz musisz wejść na scenę…Czy obiecujesz naszym Czytelnikom kolejny wywiad na naszym portalu?

Piotr Polk: Z przyjemnością!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ