Z niekłamanym podziwem obejrzałam niedawno premierowy spektakl Teatru KTO zatytułowany „Leon i Matylda”. Przedstawienie wystawione jeszcze w starej siedzibie przy ulicy Gzymsików, którą teatr niebawem opuści, to autorskie dzieło Andrzeja Sadowskiego. Sztuka, której Sadowski jest reżyserem, autorem tekstu oraz opracowania wizualnego to pełna dowcipu, sarkazmu oraz emocjonalnego balansu opowieść o pewnym związku małżeńskim. Relacje pomiędzy mężczyzną a kobietą zarysowane są niezwykle wyraźnie, a poszczególne sceny podzielone na epizody ukazują wszystkie ułomności małżeńskiego stanu. Oddaleni od rzeczywistego świata, Matylda i dużo starszy od niej Leon żyją ze sobą, a raczej obok siebie, uzależnieni od bycia razem, którego tak naprawdę oboje mają serdecznie dość. Żadne z nich nie potrafi i nie chce uwolnić się z tej osobliwej koegzystencji, która doprowadziła ich w ślepy zaułek. Codzienność narzucająca te same gesty i zachowania, pielęgnowanie schematycznych rytuałów, zatarta granica pomiędzy miłością, przywiązaniem i nienawiścią staje się w pewnym momencie nie do zniesienia. I niczego nowego (ani dobrego) nie wniesie pojawienie się trzeciej osoby, czyli nieznajomej, vel prostytutki. Mroczna aura przeszłości będzie prześladować bohaterów do końca tej opowieści. Happy endu nie ma. Ale za to publiczność otrzymuje sporą dawkę refleksji oraz prawdy.

Historię tę z wielkim entuzjazmem oraz niezwykle przekonującą grą aktorską zaprezentował zespół w składzie: Justyna Orzechowska w roli Matyldy, Andrzej Sadowski jako Leon oraz Karolina Stefańska jako Nieznajoma. Spektakl, w którym biorą udział tylko trzy osoby to wielkie wyzwanie aktorskie. Tym większy podziw dla całej trójki wykonawców. Justyna Orzechowska z wielkim wyczuciem emocji i zachowań stworzyła postać kobiety-żony o nieco zdziecinniałej psychice, pełnej wewnętrznych sprzeczności i sytuacyjnej niepewności. Znakomicie poradziła sobie z trudną do odegrania postacią ukazując w pełnej krasie swój aktorski kunszt. Andrzej Sadowski z wielką precyzją gestów i ruchów zagrał postać Leona, dla którego przyzwyczajenia i starcze natręctwa ulokowane są na piedestale codzienności, a dzieląca z nim tę codzienność druga osoba (własna żona) jest niczym innym jak wkomponowanym w jego świat elementem krajobrazu pozbawionym w pewnym sensie aspektu człowieczego. Karolina Stefańska jako Nieznajoma wprowadza pewnego rodzaju dezorder w osobliwym układzie małżonków, wypełniając tym samym wyznaczone aktorskie zadanie w sposób świadomy i pełen profesjonalizmu.

Spektakl polecam Wam z pełnym przekonaniem. Koniecznie zobaczcie!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ