Teatr Ludowy przyzwyczaił nas do spektakli na dobrym poziomie artystycznym. Z chęcią i zaciekawieniem udałam się więc na spektakl Panna Julia Augusta Strindberga w reżyserii Radka Stępnia. Nie zawiodłam się. Przedstawienie zrealizowane zostało z szacunkiem dla wszelkich reguł sztuki reżyserskiej, ze znakomitymi kreacjami trójki aktorów, co przywróciło mi wiarę w to, że gdzieniegdzie (w tym właśnie w Teatrze Ludowym) powstają spektakle omijające szerokim łukiem nurt postmodernistycznego teatralnego bełkotu.

Radek Stępień bacznie przyjrzał się tekstowi Strindberga, by wydobyć z niego elementy, które pragnął zaakcentować w swojej realizacji. Skoncentrował się na mechanizmach psychologicznych, które są odpowiedzialne za emocjonalną dominację jednego człowieka nad drugim oraz na strukturze stosunków międzyludzkich w kontekście uczuciowych gier i wojen. Aby uzyskać ten efekt, we współpracy z dramaturgiem Konradem Hetelem, reżyser zaingerował w tekst źródłowy pozbawiając go przydługich opisów i monologów, tak aby stał się atrakcyjny dla współczesnego widza i bardziej realny dla naszej epoki, która nie potrzebuje metafory i poetyczności. To, co kiedyś stanowiło tabu, dziś już nim nie jest. Stąd scenariusz Panny Julii duetu Stępień-Hetel opiera się na analizie trójki głównych bohaterów pod względem  emocjonalnym, społecznym i seksualnym.

Tytułowa postać jest panienką z tak zwanego „dobrego domu”, opływającą we wszelkie dostatki córką bogatego arystokraty. Kristin to z kolei biedna dziewczyna będąca na służbie u ojca Julii, podobnie jak jej narzeczony – Jean. Julia i Jean nawiązują romans, który Kristin zdaje się wypierać ze swojej świadomości. Pod względem społecznym Julia ma znaczącą przewagę nad kochankiem i jego narzeczoną, wszak jest arystokratką. Toteż ich relacja poddaje w wątpliwość autentyczność uczucia chłopaka, dla którego romans z przedstawicielką klasy wyższej mógłby zdecydowanie polepszyć jego sytuację finansową, a co za tym idzie, także społeczną. W kontekście uczuciowym i seksualnym prym wiedzie Jean manipulując dwiema kobietami: Kristin i Julią. Tę pierwszą okłamuje i zwodzi, tę drugą doprowadza do obłędu i samobójstwa. Radek Stępień przeprowadza wiwisekcję charakterologiczno-emocjonalną każdej z nich: Julii, której trudne relacje z rodzicami doprowadziły do całkowitego braku poczucia bezpieczeństwa i do zaburzeń uczuciowych oraz Kristin – wykazującej się zaskakującą umiejętnością przystosowania się do tego, co niesie los. Finał spektaklu odbiega nieco od tekstu Strindberga. To nie Jean wręcza Julii narzędzie zbrodni. Dziewczyna sama sięgnie po nóż, ale zanim dokona tego, co w tej sytuacji nieuniknione, w intymnym monologu, zwracając się bezpośrednio do publiczności słowami: „co byś zrobiła na moim miejscu” obnaża swoją niemoc, zagubienie i rozdarcie, by w końcu zejść ze sceny, aby „odpocząć”.

Znakomitą puentą scen konfliktowych o wysokim poziomie dramatyzmu są audiowizualne przerywniki będące cytatami Rilkego i Strindberga w wykonaniu Michała Majnicza. To świetny zabieg, pozwalający na komparację myśli sprzed wieku ze współczesnym rozumieniem sztuki i teatru.

Podziemna, piwniczna Scena Pod Ratuszem nie daje zbyt dużych możliwości scenograficznych, mimo to Eliza Gałka na małej przestrzeni stworzyła klimat kuchennego pomieszczenia, a mobilny (jeżdżący na kółkach) stół dodaje ekspresji akcji stając się tak niestabilnym, jak niestabilni w swoich emocjach i zachowaniach są bohaterowie spektaklu.

Panna Julia to spektakl zbudowany z kilku warstw: dramaturgicznej, audiowizualnej, muzycznej i aktorskiej. Ta ostatnia, oprócz solidnej i precyzyjnej reżyserii, stanowi wielki atut przedstawienia. Maja Pankiewicz jako Julia to przykład świetnego aktorstwa w wykonaniu młodego pokolenia. Precyzja zbudowania postaci i nadanie jej autentyzmu, przy tym dojrzała warsztatowo gra sprawiają, że Julia jest prawdziwa i wiarygodna. Krystian Pesta stworzył zapadającą w pamięć postać Jean’a, sprytnie dozując ujawnienie swoich możliwości ekspresji aktorskiej. W roli Kristin Roksana Lewak była zdecydowanie comme il faut: wdzięczna i subtelna, ale jednocześnie tu gdzie trzeba potrafiła wydobyć dramatyzm kreowanej przez siebie postaci. Kameralna scena Pod Ratuszem jest nie lada wyzwaniem, bowiem brak dystansu z publicznością ukazać może każdy najmniejszy błąd aktorów. Cała trójka wykonawców znakomicie poradziła sobie z niełatwą przestrzenią.

Panna Julia to spektakl przygotowany i dopracowany w najmniejszych szczegółach, z dużą dbałością o oryginalny tekst i zrealizowany z szacunkiem dla Strindberga, dla teatru oraz dla publiczności. Wielkie brawa!

fot. archiwum Teatru Ludowego

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ