Teatr Loch Camelot po raz kolejny udowodnił, że na bardzo kameralnej scenie można stworzyć świetny pod względem formy, treści oraz wykonania spektakl. Ten piwniczny, dysponujący niewielkim zapleczem technicznym teatr może pełnoprawnie konkurować z dużymi scenami – zyskał już swoją wierną publiczność dzięki ciekawym i atrakcyjnym wydarzeniom artystycznym, które realizowane są wedle reguły, że widza należy szanować i o niego dbać.

Sekret Panny Kazimiery to projekt dwóch wybitnych osobowości artystycznych. Beaty Malczewskiej, aktorki Narodowego Starego Teatru w Krakowie oraz Ewy Korneckiej, kompozytorki i pianistki dyrektorującej Teatrowi Loch Camelot. Spektakl to komediowa opowieść o pewnej pannie z prowincji zakochanej w tajemniczym poecie przeplatana piosenkami z międzywojennych kabaretów. W czym rzecz? Niejaka panna Kazimiera (postać fikcyjna) – grubawe dziewczę z prowincji, ulega fascynacji stylem literackim ówczesnych twórców repertuaru rewii i scen muzycznych, żyje w blasku ich gwiazd: Zuli Pogorzelskiej, Hanki Ordonówny czy Miry Zimińskiej. W rodzajowych monologach panna Kazimiera odkrywa sekrety swojej miłości. Demaskuje jednocześnie swój domniemany wpływ na powstanie niektórych, wówczas najsłynniejszych utworów pisanych dla nocnych scen. Wykorzystuje pełen wachlarz środków w walce o zaistnienie zarówno w życiu osobistym wielbionego poety, jak i w towarzyskiej relacji z artystami, w myśl zasady: „co nas nie zabija, to nas wzmacnia”. Jednak jej uczucie nie ma nic wspólnego z miłością. To raczej dręcząca ją obsesja powstała w wyniku nadinterpretacji pewnego zdarzenia. Rozbudzone nim mrzonki Kazimiery o sławie, chwale i uczuciu powodują splot sytuacji, które prostą, naiwną dziewczynę całkowicie przerastają. Jej nieszczęście ma wymiar ponadczasowy – niefortunnie zakochana kobieta zdolna jest nie tylko do wielkich poświęceń. Chce doszlusować do towarzystwa, intelektualnej elity, której częścią  – z racji obiektywnych przeszkód – nigdy nie będzie. Snucie swojej opowieści rozpoczyna jako stara kobieta, by nagle przeistoczyć się w młodą pannę o żywiołowym temperamencie, której nic nie jest w stanie ograniczyć, nawet kilka dodatkowych kilogramów oraz prowincjonalne, nieskomplikowane podejście do życia.

Występująca w tytułowej roli Beata Malczewska śpiewa i opowiada, bawi i wzrusza, oczarowując najbardziej wybrednego widza swoim kunsztem wokalno – aktorskim oraz nieprawdopodobną energią. To jej aktorski, dwugodzinny popis. Artystka płynnie zmienia konwencje, przechodząc z monologów w piosenki i wiersze, zderzając współczesną formę ze stylistyką rodem z przedwojennych rewii. Przy okazji robi to z przymrużeniem oka i wielkim dystansem do siebie. Styl tamtych lat akcentuje charakterystyczną dla nich wymową oraz elementami kostiumów (wachlarz z piór, suknie z cekinów, nakrycia głowy, etole). Aktorce towarzyszy na scenie Ewa Kornecka zapewniając perfekcyjnie brzmiący akompaniament – kiedy trzeba subtelny, kiedy indziej dynamiczny i pełen werwy. Obie panie są autorkami scenariusza i reżyserii. Stworzyły spektakl magiczny, nieco nostalgiczny, bo przywołujący urok złotej ery dawnego kabaretu, ale także bardzo aktualny dzięki ponadczasowym tekstom i piosenkom ich wybitnych twórców. Na ten teatralny przysmak powinni się skusić wszyscy, którym brakuje teatru na najwyższym poziomie.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ