fot. archiwum Teatru im. J. Słowackiego, autor E. Krasucka

Romeo i Julia to z pewnością jedna z ciekawszych inscenizacji na deskach Teatru Słowackiego w Krakowie. Opowieść o potędze miłości przedstawicieli dwóch zwaśnionych rodów – Montecchich i Capulettich inspiruje od wieków kolejne rzesze artystów. Tym większe stanowi zatem wyzwanie dla reżysera podejmującego się realizacji tego znanego dzieła.

Historia młodych kochanków z Werony, którym nie dane jest zaznać szczęścia przez rodzinne spory w reżyserii Marcina Hycnara to spektakl koncepcyjnie wielowarstwowy. Konflikt pomiędzy rodami staje się przyczyną tragedii, która bezmiarem obopólnego nieszczęścia kładzie kres długoletniej waśni. Ale  wątek ten nie stanowi głównej warstwy spektaklu. Głównym punktem nie jest także miłość Julii i Romea. Marcin Hycnar skupia się raczej na wyeksponowaniu zła rządzącego światem, powszechnej obłudy, intryg i kłamstw, w sieci których motają się wszyscy bohaterowie dramatu. Warstwę fabularną znakomicie uzupełniają efektowne układy choreograficzne Macieja Prusaka.

Ciekawą scenerię dla rozgrywającej się akcji stworzyła Julia Skrzynecka. Przestrzeń jest świetnie zorganizowana – centralny punkt stanowi ściana złożona z luster, w którą wbudowane są drzwi, okna, balkon, wielkie łoże tytułowej bohaterki, ale akcja nie rozgrywa się jedynie na scenie – aktorzy są obecni niemal wszędzie: w lożach, przejściach, na widowni. Realizatorom udało się osiągnąć kompromis między-epokowy: styl elżbietański znakomicie wkomponowany został we współczesność, od awangardowych strojów po popową muzykę.

Przed aktorami reżyser wysoko ustawił poprzeczkę – niełatwo wszak grać w tak szerokiej przestrzeni i odnaleźć się w nowoczesnym kostiumie i w rytmie współczesnej muzyki na tle klasycznego szekspirowskiego dzieła. Marcin Hycnar poprowadził jednak aktorów drogą teatralnej klasyki, proponując nowoczesną relację tekstu dramatu z zachowaniem myśli i przekazu autora. Julia Ewy Jakubowicz pełna wigoru, młodzieńczej energii, przepełniona wielkim uczuciem jest bardzo autentyczna, którego to autentyzmu brakuje Marcinowi Wojciechowskiemu – jego Romeo jest bardziej recytowany, niż grany. Znakomity jest duet Merkucja (Marcin Sianko) i Benvolia (Daniel Malchar). Ciekawe role stworzyli także Agnieszka Judycka jako matka Julii oraz Grzegorz Mielczarek w roli ojca Laurentego.

Pomimo tragicznego zakończenia sztuki publiczność nie opuszcza teatru zasmucona. Nie wychodzi też znużona trwającym blisko trzy godziny spektaklem. Atrakcyjna forma i świeżość koncepcji przedstawienia dają satysfakcję najbardziej wybrednym widzom. A zaspokoić gusta mocno zróżnicowanej wiekowo widowni to sztuka. Realizatorom krakowskiego spektaklu Romeo i Julia  zdecydowanie się to udało!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ