fot. slowacki.krakow.pl
fot. slowacki.krakow.pl

Powieść „Opętani”, jedno z mniej znanych dzieł Gombrowicza, stanowi ciekawy, choć dość kontrowersyjny punkt twórczości polskiego pisarza. Z obawy przed złym przyjęciem przez opinię publiczną została napisana pod pseudonimem, a autor przyznał się do niej pod sam koniec życia. Drukowana była na łamach kilku gazet niższego sortu. Gombrowicz nazwał ją powieścią dla kucharek, ze względu na tematykę oraz  przeznaczenie dla przeciętnego czytelnika.

Powieść ta jest łączy w sobie elementy różnych gatunków literackich, a sama intryga jest dość banalna. Do posiadłości Ochołowskich przybywa – w charakterze osobistego trenera panny Mai Ochołowskiej – młody tenisista o nazwisku Leszczuk. Tuż obok majątku Ochołowskich znajduje się stary i mocno podupadły zamek książąt Holszańskich. O rzekomych skarbach znajdujących się w zamku krążą od lat legendy. Narzeczony Mai, zatrudniony jako sekretarz starego księcia, umiejętnie i sprytnie manipuluje zniedołężniałym staruszkiem, mając na względzie jeden cel – zostać spadkobiercą książęcych dóbr. W międzyczasie okaże się, że zamek nie jest wcale taki straszny, a dwie pokrewne dusze mają ze sobą wiele wspólnego…

Na pomysł zaadaptowania powieści Gombrowicza na sztukę teatralną i przeniesienia jej na scenę Teatru im. J. Słowackiego wpadli Tadeusz Bradecki (reżyseria) oraz Jan Polewka (scenografia i kostiumy). Była w tym spora dawka ryzyka, choćby ze względu na opinię samego autora na temat popełnionej powieści. Spektakl okazał się jednak wielkim sukcesem, zarówno pod względem reżyserii, jak i wykonania. Wielkimi atutami spektaklu są jego spójność i czystość formy, a wszystko jest poukładane jak trzeba.

Scenografia jest tradycyjna, dobrze dobrane kostiumy dodają wyrazistości i charakteru postaciom. Dwuaktowy spektakl utrzymany jest w  stałym tempie, a na scenie stale coś się dzieje i nie ma przestojów pomimo długiego czasu trwania. Udanym uzupełnieniem fabuły są muzyczne fragmenty, dobrze dobrane do gombrowiczowskiego klimatu, a finałowe tango stanowi znakomite zakończenie akcji. To zasługa Bartosza Chajdeckiego. 

Na wielkie brawa w szczególności zasłużyli Agnieszka Kościelniak w roli Mai oraz Daniel Malchar  jako Leszczuk. Świetnie poradzili sobie z trudnymi zadaniami aktorskimi oraz „morzem” tekstu. Młodzi i zdolni stworzyli świetny duet szalonych, namiętnych i pokrewnych dusz. W niczym nie odbiegali umiejętnościami od bardziej doświadczonych aktorów, wśród których wymienić trzeba koniecznie role Lidii BogaczównyEweliny Przybyły, Hanny Bieluszko, Karoliny Kazoń oraz panów Krzysztofa Jędryska, Feliksa Szejnerta, Rafała Dziwisza.

Spektakl zdecydowanie zasługuje na wizytę w Teatrze im. J. Słowackiego. Jedną z jego zalet jest tradycyjna,  klasyczna realizacja. Postawienie na klasykę realizacyjną  to świetna decyzja jego twórców – często obecnie wykorzystywane modernistyczne rozwiązania popsułyby efekt.  Wysoki poziom artystyczny w najmniejszych detalach oraz utrzymanie intensywnego tempa scenicznej akcji to nie lada sukces. Teatr Słowackiego pękał w szwach, a komentarze publiczności oraz zadowolenie na twarzach nie pozostawia żadnych wątpliwości, że to kolejna udana realizacja tej znamienitej krakowskiej sceny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ