Dyrektor Teatru Nowego Proxima w Krakowie jest absolwentem PWST w Krakowie. Na deskach teatru zadebiutował jako student drugiego roku Wydziału Aktorskiego w 2002 roku w spektaklu Griga obchodzi imieniny wg A. Czechowa, który sam reżyserował. Przedstawienie to spotkało się z nieprzychylnym przyjęciem ze strony wykładowców. Po ukończeniu studiów występował między innymi z Grupą Rafała Kmity, w Starym Teatrze im. H. Modrzejewskiej. Jako reżyser związany był z kieleckim Teatrem Żeromskiego, wrocławskim Teatrem Współczesnym, Teatrem Nowym w Łodzi, Teatrem Ludowym.  W 2006 roku założył w Krakowie Teatr Nowy, w którym pełni rolę dyrektora.

Anna Kańska Małachowska: Pana działalność artystyczna, jak można przeczytać między innymi w Wikipedii, budzi liczne kontrowersje. Edward Linde-Lubaszenko, Pana dawny wykładowca z krakowskiej PWST, w wywiadzie ze mną opowiadał, że był Pan niepokornym studentem. Na czym polegał Pana bunt?

Piotr Sieklucki: O ile sobie przypominam, bunt dotyczył sposobu prowadzenia zajęć przez Pana Lubaszenko, którego my – młodzi, zbuntowani i niepokorni po prostu nie rozumieliśmy. Patrząc z perspektywy 10 lat, od kiedy skończyłem studia, droga buntu była w pewnym sensie słuszna. Dopadła nie tylko Lubaszenkę, ale nawet Jerzego Stuhra i Annę Polony (śmiech). A tak na serio, był to standardowy konflikt pokoleń, który się zdarza i zdarzać musi, bo takie jest prawo dojrzewania i przekwitania. Gorzej, kiedy na pole wkracza zwykła zawiść. Taką obserwuję teraz i jest mi przykro, kiedy usuwa się moje nazwisko z listy zaproszeń PWST i ściąga zdjęcie z galerii stypendystów Prezydenta Miasta Krakowa. Ale każda dobra i wielka zmiana mija.  Zostawmy to. Lata mojej edukacji w szkole teatralnej to był złoty czas wspaniałych pedagogów, którzy już odchodzą.

A.K.M.: Ciężko jest prowadzić teatr nieinstytucjonalny…

P.S.: Od założenia stowarzyszenia i od momentu wejścia na Gazową (co było możliwe dzięki pomocy Janusza Marchwińskiego) dostawaliśmy od miasta dotację 10 tysięcy złotych rocznie, przez 3 lata. Co za to można zrobić? Biorąc pod uwagę kwoty, jakie przeznacza się na realizację przedstawień to kropla w morzu potrzeb, ale dawaliśmy radę. Udawało nam się przygotowywać nawet kilka premier rocznie. Oczywiście mieliśmy wielką, nieocenioną pomoc ze strony ludzi dobrej woli, wśród których byli wspomniany Lubaszenko, Marchwiński i wielki mój Bohdan Hussakowski. Dziś jesteśmy już na prostej, bo i mecenas jest, a i z Prezydentem mamy wspaniałe relacje, a i wice-prezydent ds. kultury w końcu wspaniały i widownia większa i kawiarnia piękniejsza, w której nawet wódeczka lepiej smakuje niż na Gazowej. To dobry czas – nie na wspominanie 10 lat – ale na dalszą, ciężką pracę. Budujemy w tej chwili nowy dom i nową rodzinę Teatru Proxima.

A.K.M.: Teatr Nowy powstał w 2006 roku, z czego wniosek, że ten rok jest dla  Państwa jubileuszowy. Jak podsumowałby Pan tę dekadę działalności?

P.S.: Najważniejszym punktem tej dekady jest niewątpliwie zmiana siedziby naszego teatru z piwnicy przy ul. Gazowej do pięknego stuletniego gmachu, który posiada kawiarnię, księgarnię, poczekalnię, ale też wspaniałą salę. To jest teraz najważniejsze dziesięć lat przed nami. A Gazowa? Były sukcesy i były porażki. Jak to w życiu. Udało nam się przez dekadę zacementować wielkie przyjaźnie, co we wspólnej pracy nie zawsze się udaje. Tomek Kireńczuk, Danusia Bień, Łukasz Błażejewski to osoby, które są ze mną od początku. Wspólnie zakładaliśmy ten teatr, razem pracujemy, a przyjaźń nasza jest nie do rozbicia. Teraz, kiedy mamy wspaniałą siedzibę, pracy jest więcej, bo większa jest scena, większe są potrzeby techniczne, ogarnąć trzeba wiele innych nowych aspektów. Ale konsekwentnie idziemy do przodu. A na przedzie Ksenia, Magda Wojtek i Grześ jedzie (śmiech).

Przez dziesięć lat udało nam się także zrealizować dwa flagowe projekty społeczne, o których mało kto wie. Media się tym nie zainteresowały, ponieważ nie było w nich skandalu, kontrowersji, jak na przykład przy Lubiewie czy Macabrze Dolorosa. Od 6 lat prowadzimy szkolenia dla osób starszych i niepełnosprawnych oraz organizujemy grupy wsparcia. Nie są to działania stricte teatralne. Zatrudniamy profesjonalnych trenerów i jeździmy co roku do trzech małych gmin, w których rekrutujemy 20 najbardziej potrzebujących i smutnych staruszków. Przywracamy im radość dając bezpłatne szkolenia w zakresie komunikacji i kultury, wozimy ich na „kolonie”, dbamy i troszczymy się o nich. To ciężka praca, ale piękna.

A.K.M.: Skąd taki pomysł u dyrektora teatru?

P.S.: Pomysł nie mój. A Danusi i Tomka. Ponieważ nadarzyła się okazja, aby stanąć do konkursu o przyznanie dotacji z Ministerstwa Kultury, tak też zrobiliśmy. Dzięki uzyskaniu tego grantu udostępniamy kulturę osobom, dla których dostęp do niej z wielu powodów jest utrudniony lub całkiem niemożliwy. Na końcu szkoleń przygotowujemy z seniorami spektakl teatralny, koncert, czy kabaret, na który zapraszamy całą gminę, a także gwiazdy polskiej sceny. Współpracują z nami Zbigniew Wodecki, Marcin Daniec, Krzysztof  Piasecki, Iza Trojanowska, Tadeusz Drozda, Jacek Fedorowicz, Bohdan Łazuka i wielu innych artystów. Nie robimy wokół tych naszych działań szumu medialnego. Po prostu chcemy pomagać osobom, które tej pomocy potrzebują i które czerpią z niej radość. Tak zwyczajnie.

„Be brave” to drugi nasz projekt skierowany z kolei do młodzieży gimnazjalnej z małych miejscowości. Wbrew pozorom to trudniejsza praca niż z osobami starszymi. Znakomicie jednak, obok Danusi i Tomka, radzą sobie z młodzieżą nasz kolega Tomek Schimscheiner czy Lesław Żurek.

A.K.M.: Promuje Pan młodych reżyserów, nowe trendy w sztuce, początkujących aktorów, których  Pana teatr wspiera na początku zawodowej drogi. A jaka jest publiczność Teatru Nowego?

P.S.: Tu mnie Pani zaskoczyła. Nigdy nie robiłem takich statystyk i nie zastanawiałem się nad tym. Może wynika to z tego, że do nas publiczność po prostu przychodzi. Nie mamy problemu z zapełnieniem widowni, a często bywają nadkomplety. Z tego co obserwuję, nasza publiczność jest różnorodna, choć w czasach, kiedy graliśmy w starej siedzibie przy Gazowej 80 procent widowni stanowili ludzie młodzi, studenci. Teraz sytuacja się dość mocno zmieniła i wydaje mi się, że główny trzon naszej publiczności to grupa wiekowa 40+ i 50+.

A.K.M.: Z tego wniosek, że w polskim teatrze nie ma kryzysu, choć słyszy się wiele opinii, zwłaszcza w Krakowie, że to sztuka niszowa.

P.S.: Nie ma kryzysu! Kraków oferuje dużą różnorodność i naprawdę spory wybór w zakresie kulturalnego spędzania czasu. Jest kilka dobrych kabaretów, klubów, teatrów z różnym repertuarem. Myślę, że jest w naszym mieście spora grupa ludzi, którzy potrzebują ambitnej sztuki, na wysokim poziomie. Krakowski teatr się zmienia i zmiany te są piękne. W końcu po latach marazmu przeobraża się „Słowak”.  Nam pewnie byłoby łatwiej zapłacić czynsz w nowym miejscu stawiając na farsy, bajki i komedie. Ale nie mielibyśmy satysfakcji i radości, którą daje nam realizowanie marzenia o naszym repertuarze. Wie Pani, ile radości daje czas, kiedy człowiek może robić to, co chce! Nikt nie patrzy mi w statystyki sprzedażowe, nie wymaga różnorodności repertuaru, nie wzywa na dywanik. Wolność artystyczna to najpiękniejsze uczucie dla artysty. Nie byłoby jej, gdyby nie wsparcie wielu osób, np. przyjaciela Janusza Kadeli, z którym tworzymy artystyczny związek małżeński Teatr Nowy Proxima Service. Dlatego proszę pamiętać: Teatr Nowy Proxima. Z resztą zauważyłem, że już tak się przyjęło, tak funkcjonuje w mediach i w naszym mieście. Warto podkreślić, że to w Polsce jedyne takie zaślubiny sztuki z biznesem.

A.K.M.: W jaki sposób dobierany jest zespół  realizatorów i aktorów Teatru Nowego Proxima?

P.S.: Chcemy na pewno być miejscem debiutów, bo od tego zaczęliśmy. Kiedy zakładałem teatr nie było w Krakowie miejsca dla debiutantów. Teatry były zamknięte na nowych i młodych.  Debiutował u nas Radek Rychcik, jeden z czołowych młodych polskich reżyserów, Dominika Knapik jako choreograf, współpracowaliśmy z najlepszymi młodego pokolenia: Tomkiem Schuchardtem, Tomkiem Nosińskim, czy Sonią Bohosiewicz.  W ubiegłym roku zrealizowaliśmy program stypendialny dla absolwentów krakowskich uczelni. Debiuty to nasza siła, choć teraz z radością zerkam w kierunku moich profesorów, wielkich i wybitnych aktorów. Ciągle prześladuje mnie Wesele z seniorami aktorami, a Wesele to finansowa bariera dla „prywaciarzy”, na który nawet Janda się nie pokusi. Ale przyjdzie ten czas… wierzę, że niebawem. Musimy powrócić jeszcze do programu stypendialnego, w tym roku się nie udało z przyczyn zmiany siedziby.

A.K.M.: Skąd pomysł na pomoc młodym-zdolnym?

P.S.: Dobrze wiem, jak ciężko jest stawiać pierwsze kroki w zawodzie aktora czy reżysera. Ja miałem akurat szczęście… (a może to talent?) bo zaraz po zdaniu dyplomu zaprosił mnie do współpracy Rafał Kmita i przez dobrych kilka lat jeździłem z jego spektaklem Aj Waj, co zapewniło mi stabilną sytuację finansową. Mogłem dzięki temu otworzyć  teatr. Poza tym sam doświadczam pomocy wspaniałych ludzi. To nie tylko artyści ale ludzie biznesu, wspomnę choćby Elżbietę Pyrek z firmy  ElZap.

A.K.M.: Co znajdzie się na afiszu Teatru Nowego w najbliższym czasie?

P.S.: Rok 2017 poświęcimy kobietom. Paweł Szarek wraz z Kasią Chlebny zrealizują spektakl Piekło kobiet Boya-Żeleńskiego. Iwona Kempa przygotuje spektakl Oby cię Matka urodziła Vedrany Rudan. Mam nadzieję, że uda nam się zrealizować w tym roku spóźnione jubileuszowe Wesele. Do współpracy zaprosiliśmy również Piotra Trojana i Tomasza Cyza, który zrealizuje spektakl o kobietach Miłosza. Będzie to koprodukcja z Festiwalem Miłosza. W styczniu zaprosimy również na premierę Krakowiaków. Oczywiście plany zrealizujemy, jeśli uda nam się zdobyć pełne dofinansowanie naszych projektów. Czekamy na wyniki ministerialne, bo one są dla nas wiążące. Resztę znajdziemy… choćby trzeba było zejść do piekła.

A.K.M.: Życzymy realizacji wszystkich zamierzeń i planów! Do zobaczenia w Teatrze Nowym Proxima!