Premiera spektaklu Chory z urojenia Moliera w reżyserii Giovanniego Pampiglione odbyła się w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w 2002 roku. Choć od tej daty minęło już sporo czasu, wypełniona wczorajszego wieczoru do ostatniego miejsca widownia świadczy o niesłabnącej popularności molierowskiego dzieła. J.P. Poquelin vel Molier był arcymistrzem komedii, czego najlepszym dowodem jest ich nieprzemijająca aktualność. Z utworem Chory z urojenia wiąże się smutna anegdota – ostatni napisany przez Moliera i ostatni, w którym zagrał. W trakcie spektaklu, w którym kreował tytułową rolę Argana, Molier zmarł na scenie. Jednak dzięki swojemu wspaniałemu dorobkowi komediopisarskiemu pozostał nieśmiertelny. Jak nikt inny potrafił  pod płaszczem dowcipu i zabawy wyciągnąć na światło dzienne ludzkie przywary i słabości. Chory z urojenia to sztuka o chorobie ukazanej w najszerszym możliwym kontekście, chorobie życia. To spektakl o naszych urojeniach, wadach, lękach, samotności, próżności, nieporadności i braku akceptacji siebie. Postaci z teatru Moliera są znakomicie zarysowane,  skonstruowane absolutnie ponadczasowo. Argan jest nam współczesny choćby swoją bezgraniczną wiarą w możliwości medycyny (ach, gdyby Argan znał dzisiejsze medyczne spoty reklamowe).  Belina, jego żona, to romansująca na boku, pozbawiona skrupułów materialistka chcąca zagarnąć cały majątek na swoje potrzeby (czyż mało takich Belin wśród współczesnych nam kobiet)? Molierowscy doktorzy  przekonani o własnej nieomylności wydają diagnozy, jakie im się podobają, bo przecież i tak panaceum na wszystkie dolegliwości jest…lewatywa!

fot.archiwum Teatru Słowackiego
fot.archiwum Teatru Słowackiego

Argan już od pierwszych wypowiedzianych słów bawi publiczność do łez. Czy jest się z czego śmiać? Największy entuzjazm wywołują padające z ust Argana wyzwiska pod adresem służącej. Zabawny jest fotel z baldachimem, na którym usadowiony jest tytułowy bohater – humorystyczny zabieg, dzięki któremu widz łapie w mig intrygę: Argan kreuje się na siedzącego na tronie króla, który swoją urojoną chorobą terroryzuje cały dom. Rytm dnia domowników wyznaczają pory podawania leków, lewatywy i drzemki Chorego. Można by o nim powiedzieć: typowy hipochondryk – jednak pod tą maską kryje się słaby psychicznie człowiek chcący za wszelką cenę wzbudzić zainteresowanie swoją osobą. Choroba jest doskonałym do tego pretekstem.

fot.archiwum teatru Słowackiego
fot.archiwum teatru Słowackiego

Reżyser krakowskiego spektaklu, Giovanni Pampiglione poprowadził spektakl w klasycznym stylu, nadając mu nieco włoskiej i francuskiej pikanterii. Udało mu się wydobyć molierowski charakter sztuki, w czym wsparła go skromna, ale ciekawa scenografia (przezroczyste ściany) oraz barwne, pięknie skrojone kostiumy podkreślające nie tylko epokę, ale przede wszystkim charakter postaci. Zamysł wyborny! Dobór obsady został z pewnością głęboko przemyślany, patrząc zwłaszcza na tytułowego Argana, w którego wcielił się Andrzej Grabowski. Jego postać jest z pewnością tyle samo przekonująca, co dowcipna, jednakże trudno pozbyć się wrażenia, że w rolę Argana wcielił się sam…Ferdynand Kiepski. Bardzo przekonująca jako Belina była Lidia Bogaczówna – piękna i wredna hipokrytka zagrana została z wdziękiem i finezją. Anna Tomaszewska w roli służącej Antosi była zabawna, niestety chwilami wypowiadany przez aktorkę tekst był niezrozumiały.  Dowcipnie i z dystansem do swoich ról podeszli Feliks Szajnert i Grzegorz Łukawski (Pan Biegunka i jego syn). Wojciech Skibiński,  Krzysztof Jędrysek oraz Karolina Kamińska w małych z pozoru, ale charakterystycznych rolach odnaleźli się znakomicie, czego z kolei nie można powiedzieć o Tadeuszu Kwincie, którego manieryzm gry był trudny do zniesienia. Zgrabne, miłe dla oka i ucha kreacje stworzyli Natalia Strzelecka (Aniela) oraz Rafał Sadowski (Kleant).

fot.archiwum teatru Słowackiego
fot.archiwum teatru Słowackiego

Spektakl Chory z urojenia zrealizowany w Teatrze Słowackiego to spektakl poprawny. Zabrakło mi w nim niestety ikry, tempa i entuzjazmu gry, czyli elementów nieodzownych dla komedii. Może długi czas eksploatacji przedstawienia stał się tego przyczyną. Niemniej jednak realizatorom udało się zmusić publiczność do refleksji na temat samotności, niezrozumienia, czy ucieczki w chorobę jako sposobu na życie. A z tego wniosek, że przedstawienie warte było obejrzenia.

fot.archiwum teatru Słowackiego
fot.archiwum teatru Słowackiego

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ