Z dyrektorkami Teatru Barakah, Aną Nowicką i Moniką Kufel, spotykamy się na kilka dni przed premierą spektaklu „Misery”. Artystki postanowiły zmierzyć się z niełatwą materią – wzięły na warsztat kultowy thriller psychologiczny Stephena Kinga, otwierający dyskusję na temat zakamarków ludzkiej duszy i umysłu, granicy pomiędzy miłością a obsesją, a także narastającego zjawiska stalkingu poprzez przeniesienie akcji z lat 80. ubiegłego wieku do świata współczesnego.

Anna Graniczewska: Dlaczego wybrałyście „Misery”, skąd wziął się pomysł na ten spektakl?

Ana Nowicka: Często dzieje się tak, że przeczytasz jakąś książkę, czy obejrzysz  film, lub spektakl i zostaje to w tobie na długo, nie dając o sobie zapomnieć. Chcesz do tego wrócić, przełożyć to na swoją modłę i pokazać innym. Tak właśnie było w przypadku filmu „Misery”, który obejrzałam w latach 90.  Zrobił on na mnie wielkie wrażenie. Przeraził mnie. Ponieważ mam taką cudowną możliwość, że mogę reżyserować, postanowiłam zrealizować marzenie sprzed lat i przenieść „Misery” na scenę. Dużą zaletą tej sztuki jest niewielka liczba aktorów w obsadzie. Można się więc na nich skupić i wydobyć pełen wachlarz psychologicznych aspektów, co jest dużym wyzwaniem dla reżysera.

Monika Kufel: To także świetna propozycja dla aktora. Sprawdzian umiejętności.

Ana Nowicka: No właśnie. Dlatego wróciłam do tego filmu po latach. Obejrzałyśmy go wspólnie z Moniką. Genialne role to jego wartość niezmienna – oskarowa kreacja Kathy Bates jako Annie Wilkes oraz James’a Caana jako Paula Sheldona. Ale emocje, które towarzyszyły mi przy pierwszym kontakcie z „Misery” minęły, opadły.  To dlatego, że żyjemy w zupełnie innym świecie. To, co kiedyś przerażało, teraz trąci nieco myszką.  Niemniej jednak chęć zrobienia spektaklu we mnie pozostała.

Monika Kufel: Zainspirował nas  temat, który  zinterpretowałyśmy, a raczej przystosowałyśmy do dzisiejszych realiów: psychofanatyzm, czyli stalking. W czasach, kiedy powstawał film, nie znano tego określenia.

Ana Nowicka: Można powiedzieć, że osoba występująca w tym dramacie jest właśnie stalkerką. Psychofanką. Przyglądając się temu zjawisku, starając się dokładnie je przeanalizować, przejrzałam mnóstwo materiałów o osobach z celebryckiego świata, które przeżyły taką historię.

Anna Graniczewska: Mnie od razu przychodzi do głowy film „Bodyguard”

Ana Nowicka: No tak. I jest mnóstwo takich historii. A przez kogo zginął John Lennon? Przez psychofana. Z resztą data jego śmierci pokrywa się akurat z naszą premierą. Kolejny przykład to Jodie Foster. Aby aktorka zwróciła na niego uwagę, jej psychofan postanowił dokonać zamachu na Ronalda Reagana. Versace. Sandra Bullock. Małgorzata Foremniak i wiele innych. Te historie sprowokowały nas do zastanowienia się, w jaki sposób przerzucić historię z filmu „Misery” do współczesności, bez naruszenia tekstu. A tekst nieco się postarzał. Z naszej perspektywy jest przegadany, jak na dzisiejsze standardy scenariuszowe. Zostawiłyśmy jednak leitmotiv filmu: to słowa: „Jestem twoją największą fanką”. Jeśli chodzi o scenografię do naszego przedstawienia to zainspirowało mnie zdjęcie, które zobaczyłam jakiś czas temu w necie, przedstawiające więźniów przetrzymywanych w wytłumionych barakach. Takie miejsce odzwierciedla nasza scenografia – totalna prostota, sterylność, ascetyzm. W czasie prób zdaliśmy sobie wszyscy sprawę z faktu, który nie jest zaakcentowany w filmie. Główni bohaterowie opowieści są osobami bardzo, ale to bardzo samotnymi. Postanowiłyśmy to uwypuklić w naszej inscenizacji.

Monika Kufel: Jedyną osobą, która kocha Paula jest Annie… ale kocha go chorą miłością.

Ana Nowicka: No właśnie!

Anna Graniczewska: Czyli szykuje się jednym słowem solidny thriller psychologiczny!

Ana Nowicka: Można tak powiedzieć. Psychologiczna karuzela dwóch zagubionych we wszechświecie osób.

Anna Graniczewska: Kto współtworzy spektakl?

Ana Nowicka: Muzykę skomponował Piotr Korzeniak, który wcześniej, z zespołem „Cukry” współpracował z nami przy spektaklu „Inni ludzie”. Piotr tworzył muzykę w czasie prób, podszedł do tego w sposób niezwykle emocjonalny, dzięki czemu ilustracja muzyczna naszego spektaklu będzie bardzo indywidualna.

Anna Graniczewska: Według jakiego klucza zostali dobrani aktorzy występujący w waszej inscenizacji?

Ana Nowicka: Postanowiliśmy zagrać nasz spektakl dwuosobowym składem aktorskim. W rolę Annie wciela się Monika Kufel, aktorka Teatru Barakah, z którą właściwie wymyśliłyśmy ten spektakl. To duże wyzwanie aktorskie – myślę, że Monika jest na nie gotowa. Rolę Paula odgrywa Michał Kościuk, z którym chciałyśmy podjąć współpracę już od dawna.  To aktor Teatru Bagatela i rozchwytywany aktor serialowy.

Monika Kufel: On ma w sobie tego pisarza….

Ana Nowicka: Tak! Michał to był nasz pierwszy i jedyny wybór do tej roli!

Anna Graniczewska: Monika, jak słucham tego, w jaki sposób opowiadasz o spektaklu, to odnoszę wrażenie, że rola Annie jest dla Ciebie jedną z ważniejszych.

Monika Kufel: Jeszcze nie mogę powiedzieć, że to moja najważniejsza rola. Przełomem były dla mnie do tej pory role w „Innych ludziach”, „Statku dla lalek”, „Szafie” oraz  w „Szycu”. Te role nadały sens temu, jak gram i kim jestem na scenie. Natomiast Annie jest dla mnie trudna. Wymaga ogromnej dyscypliny. Jeszcze jestem w procesie budowania tej postaci. Ponieważ są w niej cechy, których sama nie posiadam, muszę je sobie „skonstruować” i po prostu wymyślić. To trudne, bo zestawiam delikatną i wrażliwą Monikę, jaką jestem prywatnie, z morderczynią Annie.

Anna Graniczewska: Jak zachęciłybyście publiczność do obejrzenia spektaklu „Misery” w Teatrze Barakah?

Ana Nowicka, Monika Kufel: Zapraszamy bardzo serdecznie na współczesną wersję „Misery”. Na „Misery”, która jest tu i teraz, która kocha, która ma wiele osobowości. Nasz spektakl opowiada o miłości, w pewnym sensie o miłości w czasach pandemii, o chorej i dziwnej miłości prowadzącej do szaleństwa, ale także o zjawisku stalkingu, które może dotknąć każdego z nas.

Anna Graniczewska: Dziękuję Wam za rozmowę i życzę udanej premiery!