fot. prywatne archiwum Macieja Muraszko

Maciej Muraszko to kompozytor wszechstronny, multiinstrumentalista i producent płyt współpracujący z najwybitniejszymi artystami polskiej estrady. Komponuje muzykę filmową, estradową i teatralną. Rozmawiamy z Maćkiem tuz przed premierą jego najnowszej płyty „Malinowa”, którą nagrał wraz ze Stanisławą Celińską.

Anna Małachowska: Maćku, jesteś muzykiem wszechstronnym, multiinstrumentalistą, ale Twoja zawodowa kariera związana jest od wielu lat z komponowaniem i aranżacjami. Powiedz, który rodzaj muzyki jest Ci najbliższy – muzyka filmowa, teatralna czy estradowa?

Maciej Muraszko: Zdecydowanie najbliższa jest mi muzyka filmowa. Jest najbardziej różnorodna. Muzykę tego rodzaju można tworzyć bez ograniczeń, we wszystkich klimatach, które przyjdą do głowy, a które pasują do obrazu i to jest w niej najpiękniejsze. Ostatnio tworzę także dużo muzyki estradowej – być może dlatego, że moje życie obraca się wokół estrady. Powiem nieskromnie, że dostaję za nią sporo pochwał i to mnie niezmiernie cieszy.

Anna Małachowska: Ponieważ nasz portal zajmuje się głównie teatrem, opowiedz proszę naszym Czytelnikom o swoich kompozycjach, które stworzyłeś do spektakli teatralnych.

Maciej Muraszko: Napisałem między innymi muzykę do spektaklu dla dzieci pod tytułem „Pinokio”, a dla dorosłych do „Króla Ubu”. Całkiem niedawno skomponowałem muzykę do spektaklu  „Dom kobiet” w reżyserii Wiesława Saniewskiego. Było to ciekawe doznanie muzyczne, gdyż poproszono mnie o muzykę, która nie ilustruje akcji na scenie, tylko prowadzi własną narrację, ale z zachowaniem klimatu sztuki. Takie były sugestie reżysera. Komponuję też muzykę klasyczną, taką z melodią oraz eksperymentalną, czyli współczesną klasykę -trochę dodekafonii i punktualizmu. Muzyka teatralna, jeśli oczywiście reżyser pozwala na eksperymentowanie, może dostarczać wielu emocji.

Anna Małachowska: Współpracujesz z wieloma wybitnymi polskimi aktorami, z którymi nagrywasz płyty, jak choćby wydaną w 2016 roku wspaniałą płytę dedykowaną dzieciom, zatytułowaną „Jarzynki i przyjaciele”, na której zaśpiewali między innymi Piotr Fronczewski, Cezary Pazura, czy Stanisława Celińska. Czy lubisz pracować ze śpiewającymi aktorami?

Maciej Muraszko: Na pomysł „Jarzynek…”  wpadłem razem z koleżanką, Anią Komin. Jako dziecko słuchałem bajek na winylowych płytach. W tych bajkach było dużo pięknych piosenek, które pamiętam do dziś. Idąc tym tropem chcieliśmy na naszej płycie stworzyć profesjonalnie zaaranżowane i nagrane piosenki dla dzieci. Bohaterowie utworów pochodzą spod różnych szerokości geograficznych, więc klimaty piosenek musiały być adekwatne do miejsca pochodzenia bohatera. Zastanawialiśmy się długo, komu powinniśmy powierzyć ich wykonanie. Skontaktowałem się z kilkoma artystami, którzy wydawali mi się najbardziej odpowiedni. Byli to aktorzy ale nie tylko – również artyści ze środowiska kabaretowego i jeden piosenkarz. Wszyscy zgodzili się wystąpić bez honorarium! Tak spodobał się im ten projekt. A odpowiadając na pytanie… Bardzo lubię współpracować ze śpiewającymi aktorami! Współpraca z nimi pomaga mi się rozwijać. Ich cenne uwagi, opowieści, czy anegdoty pozwalają mi spojrzeć na materiał muzyczny z zupełnie innej strony, a ich talent interpretacyjny dodaje materiałowi muzyczno-słownemu skrzydeł.

Chciałbym podkreślić, że aktorzy, z którymi miałem przyjemność współpracować, cechują się wysoką kulturą osobistą i pokorą, a zarazem wielkim talentem, więc nic, tylko się od nich uczyć!

Anna Małachowska: Na płycie „Malinowa” słyszymy charakterystyczny głos Piotra Fronczewskiego w duecie ze Stanisławą Celińską… 

Maciej Muraszko: Głosem Piotra Fronczewskiego byłem zafascynowany od lat. To wspaniały artysta i świetny człowiek. Nie musiałem zbyt długo namawiać go do współpracy, ponieważ doskonale zna się ze Stasią i chętnie przyjął zaproszenie do wspólnego wykonania piosenki  Ja – tu, Ty – tam. Pan Piotr  nie przepada za śpiewaniem (śmiech), ale utwór wykonał przepięknie! Nie jest wykluczone, że jeżeli nadarzy się okazja, będę z nim współpracował przy innych projektach.

Anna Małachowska: Jaki jest Twój „regulamin” pracy nad płytą – co jest pierwsze: tekst czy muzyka?

Maciej Muraszko: Jeśli mogę mieć wybór, to wolę zaczynać pracę od komponowania muzyki. Na początku poszukuję klimatu piosenki. Potem wymyślam, jakie instrumenty będą brały udział w piosence, a następnie  komponuję melodię i buduję harmonię. Ponieważ lubię słuchać melodii, które wzruszają, staram się w większości takie tworzyć. A robi mi się to  zdecydowanie prościej, gdy nic mnie nie ogranicza, na przykład rytmika tekstu. Oczywiście często zdarza się, że trzeba dopisać muzykę do tekstu.  Nie mam z tym problemu i daję radę (śmiech). Ale jednak zdecydowanie wolę zaczynać od pisania muzyki!

Anna Małachowska: Ostatnia Twoja realizacja płytowa to „Malinowa”. Skąd pomysł?

Ponieważ od poprzedniej płyty „Atramentowa” minęło sporo czasu, postanowiliśmy ze Stanisławą Celińską nagrać następną. Uzbieraliśmy sporo muzycznego i słownego materiału, zatem trzeba go było zarejestrować (śmiech). Stanisława napisała sporo tekstów inspirowanych jej rozmowami z fanami podczas pokoncertowych spotkań, ja natomiast skomponowałem muzykę. Na płycie pojawiają się też dwa teksty Doroty Czupkiewicz. Do niektórych piosenek najpierw powstała muzyka, a do niektórych najpierw tekst. Chciałem, aby od muzycznej strony „Malinowa” przypominała trochę „Atramentową”, ale równie ważne było to, by nie była do niej zbyt podobna . Nie chciałem, by słuchacze pomyśleli, że idziemy utartym, sprawdzonym szlakiem muzycznym znanym z poprzedniej płyty i na nic innego nas nie stać (śmiech). Dlatego wprowadziłem nieco inne klimaty i pomysły muzyczne. Mam nadzieję, że słuchaczom spodoba się nasz kolejny krążek.

Anna Małachowska: Jak wyglądały przygotowania do wydania „Malinowej”?

Maciej Muraszko: Najpierw powstały muzyka i tekst. Potem aranżacje, nuty lub demo na komputerze. Spotkanie w studiu z muzykami i Stanisławą, aby uporządkować tonację poszczególnych piosenek oraz formy i tempa. Następnie przystąpiliśmy do nagrań, w których najpierw brały udział instrumenty sekcyjne, następnie solowe, a na końcu wokal. Gdy wszystko było nagrane, przystąpiliśmy do „porządków”. Często nagrywam różne wersje piosenek, a podczas procesu „sprzątania” wybieram najciekawszą opcję, która potem zostaje na płycie. Następnym krokiem były tzw. miksy, czyli ustawianie proporcji instrumentów, wokalu i innych aspektów muzyczno-technicznych odpowiedzialnych za brzmienie płyty. Na końcu odbył się mastering, który jest ostatnią czynnością uszlachetniającą wyraz artystyczny. Równolegle do procesu tworzenia audio, trwało tworzenie całej grafiki, czyli okładki płyty oraz książeczki do niej dołączanej, na której są zawarte wszystkie teksty i istotne informacje. Dopieszczenie wyglądu i kolorystyki było również czasochłonne.

Anna Małachowska: Czego możemy się spodziewać na „Malinowej” i do kogo jest adresowana?

Maciej Muraszko: Można spodziewać się trochę tego, co już znane z poprzedniej płyty, czyli wolnych utworów w rytmie rumby i bolera, ale również klimatów lekko irlandzkich (w piosence Drzewo), delikatnej bossanovy (w Malinowej Herbatce), meksykańskich brzmień (Gdzie jesteś Dziewczyno), samby (Mija raz dwa), czy małego eksperymentu (Maskarada).Myślę, że każdy, kto ceni ładną melodię, wartościowy tekst oraz ciekawe klimaty muzyczne znajdzie na tej płycie coś dla siebie.

Anna Małachowska: Czy planowana jest trasa koncertowa promująca tę płytę? Gdzie będzie można na żywo posłuchać utworów, które się na niej znalazły?

Maciej Muraszko: Z pewnością będziemy grać koncerty „Malinowej”  – w końcu po to ją nagraliśmy (śmiech). Jeden z pierwszych koncertów zaplanowany jest już na 8 lipca w Operze Krakowskiej. Od września będziemy jeździć z koncertami po całej Polsce. Pani Stanisławie będzie towarzyszył dość duży zespół muzyczny, co stanowi dodatkową atrakcję.

Anna Małachowska: Dziękuje za rozmowę i do zobaczenia w lipcu na koncercie w Krakowie!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ