Bożena i Katarzyna Zawiślak-Dolny otworzyły cykl spotkań teatralno-muzycznych pod wspólnym tytułem „Krakowskie Rodziny Teatralne”.

Mama – Bożena Zawiślak-Dolny, solistka Opery Krakowskiej, znana jako jedna z najlepszych polskich odtwórczyń partii tytułowej w operze „Carmen” G. Bizeta, a także  interpretatorka songów Kurta Weila oraz córka, Katarzyna Zawiślak-Dolny – aktorka Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie z bogatym, mimo młodego wieku, dorobkiem aktorskim, spotkały się na scenie Teatru Groteska, aby zainaugurować cykl „Krakowskie Rodziny Teatralne”, którego pomysłodawcą i realizatorem jest Stowarzyszenie Na Scenie. Podczas wieczoru zabrzmiały, a jakże!, Habanera z „Carmen” czy Barcarola z „Opowieści Hoffmana”, nie zabrakło songów Kurta Weila, piosenek z repertuaru Franka Sinatry, Skaldów, Piazzoli, Adele, Abby, czy Carole King.

 

O oprawę scenograficzną zadbała Małgorzata Zwolińska – na manekinach wspaniale prezentowały się kostiumy ze spektakli, w których artystki wcześniej występowały, a projekcja zdjęć – na przemian prywatnych i z przedstawień – dodała klimatycznego nastroju. Wśród gości, którzy przybyli na spektakl znalazł się red. Wacław Krupiński, który swoje wrażenia z przedstawienia zamieścił na Facebooku.

Z kolei  Magdalena Huzarska-Szumiec w Polsce Gazecie Krakowskiej napisała:

Bożena Zawiślak-Dolny i Katarzyna Zawiślak-Dolny były gośćmi pierwszego spotkania z cyklu Krakowskie Rodziny Teatralne, prowadzonego przez Annę Małachowską, a wyreżyserowanego przez Wojciecha Graniczewskiego – pisze Magda Huzarska-Szumiec w Polsce Gazecie Krakowskiej.

«Fajnie jest mieć mamę, która jest śpiewaczką operową. To daje wiele korzyści, a także ciekawe życie, i to od samego urodzenia. Kiedy inne dzieci zasypiają z nudów, słuchając nuconych po cichutku przez rodzicielkę kołysanek, córka śpiewaczki operowej bawi się w najlepsze, gdyż jej mama potrafi wyciągnąć tak wysokie C, że wszyscy sąsiedzi stają na równe nogi.

Gdy inne dzieci marudzą, siedząc przy kuchennym stole i mieszając łyżką w owsiance, córka śpiewaczki operowej pochłania wszystko w błyskawicznym tempie, niezależnie od tego, czy posiłek jest smaczny czy nie. A to znów za sprawą mamy, która ma zwyczaj rozśpiewywać się przed spektaklem mieszając w garnku, co nawet dla mało wrażliwych uszu jest dźwiękowym szokiem.

Później, kiedy córka śpiewaczki operowej dorasta, musi liczyć się z kolejnymi atrakcjami. Ot, choćby ze spędzaniem wieczorów w operowej garderobie i słuchaniem, jak na scenie Don Jose morduje jej mamę, która wciela się właśnie w Carmen. Dziewczynka tylko za pierwszym razem płacze, ale później już wie, że jej mama jest nieśmiertelna i że za chwilę stanie w drzwiach w potarganym kostiumie, by zapytać, czy słyszała jej końcową arię i jak się jej podobała?

Bo córka śpiewaczki operowej od najmłodszych lat musi wiedzieć, że powinna bez zająknięcia wykrzyknąć, iż mama była na scenie wspaniała. Przecież już zdążyła się nauczyć, że jedyną dopuszczalną odpowiedzią są słowa zachwytu.

I tak sobie córka śpiewaczki operowej żyje w świecie pięknych kostiumów, teatralnych peruk, które może czesać do woli, aż pewnego dnia sama zatęskni za sceną. Wtedy przychodzi do mamy i zwierza się, że złożyła podanie o przyjęcie do szkoły teatralnej.

Musi być przygotowana na to, że mama wpadnie w panikę, wytoczy miliony argumentów przeciw, malując ponury obraz życia w ciągłym stresie. Jednak dziewczyna się zupełnie tym nie przejmie i pójdzie swoją drogą, tak jak zrobiła to aktorka Teatru im. Juliusza Słowackiego Katarzyna Zawiślak-Dolny, córka znanej śpiewaczki Opery Krakowskiej Bożeny Zawiślak-Dolny.

Obydwie panie były gośćmi pierwszego spotkania z cyklu Krakowskie Rodziny Teatralne, prowadzonego przez Annę Małachowską, a wyreżyserowanego przez Wojciecha Graniczewskiego. Jak na obciążone genetycznie muzyką istoty przystało, artystki o swoim życiu i wzajemnych relacjach opowiedziały widzom piosenkami i operowymi ariami, do których akompaniował im Jerzy Kluzowicz.

Raz jedna to znowu druga, a czasem w duecie poruszały się swobodnie między takimi kompozytorami jak Georges Bizet i Kurt Weill, doprawiając je nie szczyptą, ale kilogramami optymizmu spod znaku słynnego utworu Monty Pythona „Always Look on the Bright Side of Life”. Matka z córką stworzyły zabawny, a momentami wzruszający spektakl, który naprawdę warto zobaczyć. Śledźcie repertuary krakowskich scen, może niebawem się gdzieś pojawi.

(Artykuł jest dostępny w linku: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/265454.html?josso_assertion_id=ED41FEC8E3122EE1)

Poniżej znajdą Państwo link do audycji Radia Kraków „Wokół sceny”, w której realizatorzy i wykonawcy opowiedzieli red. Ewie Szkurłat o projekcie „Krakowskie Rodziny Teatralne”.

http://www.radiokrakow.pl/audycje/wokol-sceny/krakowskie-rodziny-teatralne/

Za zdjęcia dziękujemy: Tomaszowi Cichockiemu, Lidii Zoń-Raymond oraz Oldze Małachowskiej.

Pierwszy odcinek cyklu „Krakowskie Rodziny Teatralne” był współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ