A gdy się zejdą, raz i drugi,
kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,
bardzo się męczą, męczą przez czas długi,
co zrobić, co zrobić z tą miłością.

Fragment  tekstu piosenki Agnieszki Osieckiej znakomicie wprowadza w klimat spektaklu, który niedawno dołączył do repertuaru Sceny Mistrzów Teatru Groteska. „Kot – otchłanie miłości” na podstawie książki „Le chat” Georgesa Simenona (znanego jako autora powieści kryminalnych, który wymyślił postać  słynnego komisarza Maigreta) to przejmująca, psychologiczno-obyczajowa opowieść w świetnej adaptacji scenicznej Małgorzaty Zwolińskiej, która daje do myślenia, fascynuje i przeraża. Spektakl w reżyserii Adolfa Weltschka jest przykładem znakomitej, dojrzałej realizacji. To przedstawienie, które wbija widza w fotel nie pozwalając mu uwolnić się od refleksji i przemyśleń na długo po opuszczeniu teatru.

fot. Anna Kaczmarz

Spektakl stanowi studium miłości pewnego małżeństwa – męża po przejściach i żony z przeszłością, którzy – mieszkając pod jednym dachem – szczerze się nie znoszą, ale … nie potrafią bez siebie żyć. Pełni wzajemnej mściwości darzą się jakimś dziwnym, niezrozumiałym rodzajem miłości, która trzyma ich razem. To niecodzienna wiwisekcja uczuć ludzi zaawansowanych wiekiem, którzy pragnąc bliskości drugiej osoby wplątują się w lawinę wzajemnej nienawiści i rujnują wokół siebie wszystko, co dobre i piękne. Ich emocjonalna niedojrzałość jest tak wielka, że aż chce się przywołać ich do porządku (rozsądku).

fot. Anna Kaczmarz

Skomplikowana i napięta sytuacja pomiędzy małżonkami stwarza wiele groteskowych, a czasem nawet humorystycznych sytuacji, jednak humor ten przepełnia smutek i gorycz. Oto, jak można zmarnować szansę daną od losu w postaci drugiego człowieka, oto, jak można zmarnować ostatnie lata swojego życia. Reżyser spektaklu bardzo mocno zaakcentował emocje pary głównych bohaterów, a także umiejętnie odmalował ich cechy: mściwość, brak zrozumienia, nietolerancję i upór, robiąc to w taki sposób, aby widz mimo wszystko mógł obdarzyć bohaterów sympatią. Adolf Weltschek mistrzowsko poprowadził aktorską opowieść, która pełna jest nieprzewidywalnych punktów zwrotnych oraz niedopowiedzeń, historię tajemniczą i do końca trzymającą widza w napięciu. To uniwersalna i ponadczasowa prawda o człowieku i jego uczuciach, w której każdy z nas odnajduje przynajmniej ułamek własnych przeżyć i doświadczeń.

fot. Anna Kaczmarz

Podobnie jak mroczna jest historia, tak i oszczędna jest scenografia, idealnie odzwierciedlająca nastrój i atmosferę. Kostiumy są idealnie dopasowane do charakteru postaci.

Minimalizm środków scenicznych zastosowany przez duet Zwolińska-Weltschek znakomicie podbija istotę przedstawienia. To spektakl, który wpisuje się w poetykę dawnych przedstawień, jakie pamiętamy z czasów złotych lat Teatru Starego czy Słowackiego; spektakl, którego podstawą jest właściwie podawany tekst, aktorska wirtuozeria, perfekcyjna realizacja. Żadnych nowoczesnych udziwnień, nadużywanych obecnie na większości krakowskich scen. To aktorzy grają tutaj pierwsze skrzypce. Anna Sokołowska i Wiesław Komasa, którzy na deskach Groteski spotkali się jubileuszowo, dają popis aktorstwa doskonałego – mistrzostwa słowa i gestu. Dzieła znakomicie dopełnia towarzysząca im Aldona Jankowska, która z niewielkiej roli robi wielką kreację oraz Olga Przeklasa.

 

fot. Anna Kaczmarz
fot. Anna Kaczmarz

Muzykę do spektaklu stworzył dobrze znany i lubiany wokalista, Marek Piekarczyk.

Spektakl „Kot – otchłanie miłości” to przedstawienie z rodzaju takich, jakie rzadko goszczą obecnie na krakowskich scenach. Bo też potrzeba nie lada umiejętności, aby tak trudny materiał tekstowy przyoblec w teatralne złoto najwyższej próby. Powstało przedstawienie bardzo spójne w formie i przekazie, w którym idealnie „gra” wszystko to, co w sztuce najważniejsze. Teatr Groteska proponuje „otchłanie”  teatru wysokiej klasy. Nie zwlekajcie i zanurzcie się w nich bez obaw!