Wiera Gran…

Katharsis…to słowo jako pierwsze przychodzi mi do głowy, gdy powracam myślami do niedawnej premiery, która odbyła się w Teatrze Muzycznym w Toruniu.  Los artystki, którą zniszczyła ludzka podłość, zawiść i zazdrość na tle wydarzeń wojny i powojennej ludzkiej traumy stał się kanwą opowieści o krzywdzie, plotce, pomówieniach i oszczerstwach.
Wiera Gran.
Weronika Grynberg.
Polska pieśniarka pochodzenia żydowskiego, gwiazda warszawskiego kabaretu Paradis.
Kariera Gran to przypadek losu – namówiona do występów przez kolegów popularność zyskała dzięki niebanalnemu, charakterystycznie niskiemu głosowi oraz oryginalnej urodzie. Do momentu wybuchu wojny nagrała kilkadziesiąt piosenek na 28 płytach! Od 1942 r, kiedy to dobrowolnie weszła do warszawskiego getta stała się niekwestionowanym artystycznym numerem jeden Cafe Sztuka. Na czym polegał fenomen Gran? Niewątpliwie na chęci wywoływania szczerych emocji i wzruszenia wśród słuchaczy. Ludzie uwielbiali Wierę za jej artystyczną prawdę, a ona…uwielbiała śpiewać dla innych. Nie dla rozgłosu czy dla popularności. Lubiła czuć podziw publiczności, żyła sztuką i miłością do sztuki. Do muzyki i piosenek. Niektóre z nich są do dzisiaj znane i nucone, jak na przykład „Jej pierwszy bal” z muzyką Szpilmana, „Piosenka o zagubionym sercu” („Święty Antoni”) do której muzykę skomponował Henryk Wars, czy „Jutro będzie za późno” ze słowami Mariana Hemara.

 Getto…

W getcie musiała śpiewać. Dla wszystkich – tych dobrych i tych złych. Niezwykły wydźwięk mają słowa padające w spektaklu: „Nie chciałam być mydłem”… Ale Gran nie chodziło tylko o przeżycie. Śpiewem wspomagała dom dla umierających dzieci, służyła pomocą wszystkim, którym mogła dać choć namiastkę dobra.

Po wojnie…

Czas po wojnie to początek koszmaru Wiery. Pomawiana na każdym kroku o kolaborację z gestapo nie mogła znaleźć sobie miejsca na estradach powojennej Warszawy. Nikt nie chciał współpracować z artystką, na której ciążyły ciężkie zarzuty. Nie udało jej się z nich wyzwolić, pomimo wielu procesów, w których orzeczono jej niewinność. Urzędowe postanowienia oraz wyroki nie wygrały batalii z …plotką, która bezlitośnie towarzyszyła Wierze przez całe jej życie. Walcząc z pomówieniami i oszczerstwami wyjechała z Warszawy do Izraela, by następnie wystąpić na estradach Paryża, Londynu, Nowego Jorku, śpiewając piosenki po polsku, rosyjsku, francusku, angielsku, jidisz i w wielu innych językach. Wystąpiła też w filmie o losach…piosenkarki, która musi opuścić Polskę i wyjechać na emigrację.

Monodram Teatru Muzycznego w Toruniu w krakowskiej reżyserii…

Teatr Muzyczny w Toruniu opowiada historię Wiery Gran w półtoragodzinnym monodramie. To przepełniony emocjami i szczerością przekazu obraz, w którym publiczność – w interakcji z tytułową bohaterką – staje się integralną częścią spektaklu. Gra światła i mroku, sceniczny blichtr i zakurzone mieszkanie artystki, radość młodości w opozycji do bólu doświadczeń starej, skrzywdzonej i zgorzkniałej kobiety tworzą niezwykłe show. Dowcipne, niekiedy ironiczne wspomnienia i refleksje nad życiem przeplecione przebojami pieśniarki składają się na pełen wzruszeń i zadumy spektakl, z którego nikt nie wychodzi obojętny.

Realizacja i wykonanie …

Wielka to zasługa dwóch wspaniałych kobiet. Agnieszka Płoszajska, krakowska aktorka i reżyserka przez lata związana ze sceną Loch Camelot znakomicie wyreżyserowała ten trudny monodram dogłębnie analizując historię bohaterki. Opierając się na wielu materiałach źródłowych poprowadziła spektakl w bardzo ciekawy sposób, atrakcyjny dla widzów, przekonująco i konsekwentnie przeplatając akcję fragmentami z okresu młodości Gran i tymi na skraju jej życia. Spektakularnie postać artystki kreuje Ola Lis. Aktorka interpretuje postać pieśniarki niezwykle prawdziwie, co sprawia, że publiczność odnosi wrażenie obcowania z samą Wierą Gran. Głos Oli Lis brzmi doskonale, znakomicie oddając charakterystyczny dla Gran tembr. Ola Lis jako Wiera Gran pokazuje dojrzały kunszt swojego warsztatu aktorskiego. Umiejętnie balansuje pomiędzy scenami, w których gra młodą, uwodzicielską artystkę u szczytu sławy oraz starą, zgorzkniałą kobietę robiącą rozrachunek z przeszłością. W całej swojej kreacji Ola Lis jest szczera i prawdziwa, a ze swoich umiejętności wokalnych i aktorskich czerpie w tym spektaklu maksimum możliwości. Jest jak magnes – uwodzicielska i przekonująca w każdym geście. Tworzy kreację sceniczną na najwyższym poziomie.
Premiera monodramu „Jutro będzie za późno„odbyła się 20 maja br. Spektakl powstał na podstawie scenariusza Wiesławy Sujkowskiej. Kostiumy i scenografię zaprojektowała Ewelina Miąsik i należą się jej wielkie brawa za znakomite pomysły. Wyczarowała wspaniałą – prostą ale charakterystyczną scenografię, a stroje Wiery świetnie odzwierciedlają epokę, w której żyła. Przedstawienie jest z resztą świetne pod każdym względem. Budzi emocje, wywołuje zadumę, tryska energią i realizatorskim kunsztem.

Rekomendacja…

Mam nadzieję, że monodram o słynnej, ale zapomnianej pieśniarce będzie obecny przez wiele sezonów na afiszu toruńskiego Teatru Muzycznego, tak by każdy miał szansę poznać niezwykłe losy naszej polskiej artystki w wykonaniu i realizacji z najwyższej teatralnej półki.
Polecam szczerze i bardzo zdecydowanie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ