fot. slowacki.krakow.pl
fot. slowacki.krakow.pl

Ich trzech. Ona jedna. Cztery osoby. Oni na pierwszy rzut oka bardzo męscy, silni, dominujący. Ona piękna, seksowna, tryskająca namiętnością, ale jednocześnie dziecinna i zagubiona w czasie. Trzy postacie to artyści, których łączą skomplikowane relacje profesjonalne, uczuciowe i emocjonalne. Poznajemy ich w trudnym dla nich momencie konfrontacji ze śledczym, który prowadzi dochodzenie w sprawie wystawianej przez nich sztuki. Według sędziego, wystawiane przez artystów show jest teatralną prowokacją o podtekście mocno seksualnym. Siłą rzeczy zwykłe z początku dochodzenie przeradza się w miarę upływu czasu w niebezpieczne przesłuchanie, podczas którego widz zapoznaje się z najbardziej intymnymi szczegółami życia każdego z trójki bohaterów. Z konwersacji, sprzeczek i dialogów pomiędzy postaciami dowiadujemy się o zawiłościach ich związków, o konfliktach, wzajemnych pretensjach, nieodwzajemnionych uczuciach i emocjach, z którymi nie umieją sobie radzić.

Spektakl, który miał swoją premierę w  listopadzie 2015 roku  na Scenie Miniatura Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie  to pierwsza w naszym kraju teatralna adaptacja sztuki jednego z najwybitniejszych twórców światowego kina – Ingmara Bergmana. Film z 1969 roku miał ukazać mechanizmy rządzące światem kina  – wszechobecną biurokrację, a przede wszystkim cenzurę. Reżyser poprzez ten obraz czynił niedwuznaczną aluzję do protestów, jakie towarzyszyły mu w momencie objęcia stanowiska dyrektora Królewskiego Teatru Dramatycznego w Sztokholmie. Film ten miał być swoistym manifestem potęgi sztuki.

Reżyser spektaklu, Iwona Kempa, umieściła akcję w pustej, sterylnej przestrzeni, której jedyną scenografię stanowi kilka mebli. Akcja ustawiona jest jednak na dwóch płaszczyznach, z których jedną stanowi pokój przesłuchań, a drugą hotelowy apartament. Jednakże właściwą przestrzenią dla scenicznej akcji jest emocjonalny rozrachunek trójki bohaterów  oraz ich konfrontacja z władzą (cenzurą) reprezentowaną przez postać sędziego.

W mojej ocenie reżyseria pozostawia wiele do życzenia, jednakże spektakl broni się znakomitymi kreacjami aktorskimi. Przed Katarzyną Zawiślak-Dolny postawiono  niezwykle trudne zadanie  zagrania scen w mocnym dezabiju. Pomimo wynikającego z tego dyskomfortu aktorka potrafiła w umiejętny sposób dostarczyć sporej dawki wrażeń poprzez kreowanie odmiennych stanów osobowości – od cichego, zakompleksionego dziewczątka po silną, dojrzałą kobietę. Aktorka swobodnie przechodzi w skrajne stany emocjonalne, budując swoją postać świadomie i ze zrozumieniem. Z trójki patnerujących jej aktorów na wyróżnienie zasługuje Grzegorz Mielcarek, który z dużą precyzją aktorską wciela się w postać zblazowanego artysty, nie potrafiącego uporać się z własnymi emocjami. Jego bohater, pomimo swoich ułomności i wad, wzbudza sympatię widza poprzez szczerość swojej postawy. Marcin Kuźmiński , kolejna postać tego egzotycznego tercetu zbudował postać charakterystyczną. Swobodnie prowadzi przydługie miejscami  monologi, dobrze radzi sobie w trudnych scenach małżeńskiego, nie zawsze zabawnego qui pro quo. Sławomir Maciejewski jako sędzia jest zgodnie z założeniem swojej postaci odpychającym gburem; buduje swoją rolę na solidnych filarach aktorskiego warsztatu.

Spektakl, zbudowany na tak profesjonalnej ekipie powinien okazać się sukcesem. Jednak sporo mu do niego brakuje. Nieudanym pomysłem jest animacja w tle, która odwraca uwagę od tego, co istotne, czyli właściwej akcji scenicznej. Zdecydowanie za długie monologi powodują znużenie widza. Brakuje interakcji pomiędzy bohaterami – przy tak zbudowanej akcji scenicznej opierającej się na intymności to element wręcz niezbędny.  Mimo pewnych niedociągnięć to bardzo ciekawa pozycja na teatralnej mapie Krakowa. Przyciąga niewątpliwie nazwisko wielkiego twórcy światowego kina, wielkim atutem jest obsada, a to już wystarczająco dużo, by się wybrać na spektakl!

Polecam i zachęcam do obejrzenia.