Wrześniowy ciepły wieczór. Przejście do ogrodów Muzeum Archeologicznego. Maleńka, ale piekielnie intrygująca przestrzeń. Gdzieś w oddali słychać weselno-ludowe melodie.

Pojawiają się oni. Ubrani w czarne, nieco łachmańskie kostiumy, z których wystają wieszaki, wydają się jakby ściągnięci z szatnianych zawieszek. Upadłe anioły. Zawieszone gdzieś pomiędzy piekłem a niebem dialogują o rzeczach starych jak świat. Wodzą na pokuszenie, przekomarzają się ze stwórcą, bawią się językiem i przestrzenią.

Na podstawie fragmentów tekstów Hieronima Szarfenberga, Cypriana Bazylika i Ianuriusa Sowirzaliusa reżyser spektaklu – Wiesław Hołdys stworzył interesujący, satyryczny obraz piekła odnoszącego się nie tyle do ognia, czy diabłów, ale do ludzkiej natury i jej przywar. To neverending story o walce, która toczy się od zarania dziejów pomiędzy dobrem i złem w każdej możliwej konfiguracji i w każdych okolicznościach. Nieprzypadkowo rzecz dzieje się w Muzeum Archeologicznym, bo w spektaklu pojawia się plejada swoistych zabytków języka, które nie brzmią jak archaizmy, ale stają się tworzywem materii spektaklu. Przedstawieniu rytm nadają nie tylko dźwięki wystukiwane na starej maszynie do pisania, ale przede wszystkim aktorzy, którzy doskonale wyczuwają klimat Hołdysowego teatru, a ze staropolszczyzny umieją zrobić walor. Dzięki postaciom znakomicie wykreowanym przez Ewę Bregułę, Annę Lenczewską, Jana Mancewicza i Roberta Żurka opowiadana historia jest naprawdę bardzo cudna, a spektakl warty obejrzenia.

Teatr Mumerus od lat konsekwentnie buduje swoją stylistykę nieskażoną post-dramatycznymi trendami opierającymi się głównie na zaprzeczeniach. W epoce, w której teatralny mainstream twierdzi, że „wszystko już było”, Wiesław Hołdys ze swoim zespołem udowadnia, że … jednak nie wszystko.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ