fot.archiwum Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie

O kolejnych spektaklach, które odbyły się w ramach Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii TALIA 2019 pisze Jacek Milczanowski.

OPOWIEŚCI O ZWYCZAJNYM SZALEŃSTWIE czyli… Pierrot w tekturowym labiryncie.

Szósty wieczór konkursowych zmagań to ciekawe odczytanie tekstu Zelenki przez Grzegorza Chrapkiewicza, który umieścił bohaterów tej dotkliwie diagnozującej samotność i zagubienie się współczesnego człowieka komedii w gąszczu tekturowych pudeł poustawianych aż po horyzont sceny. Pudła wypełnione po brzegi wycinkami z gazet, tysiącami zbędnych informacji, jakie Piotr otrzymywał od Matki, stanowiły szare tło do ukazania prób odnalezienia się bohaterów w dynamicznym świecie wyłaniającym się po rozpadzie skamienieliny realnego socjalizmu. Spektakl zmierzający w kierunku paraboli, uciekał od łatwych odpowiedzi na przyczyny wybuchów „zwyczajnego szaleństwa”, nie epatował też jego objawami. Ukazując rodzinę pozbawioną ciepła, bezradną w okazywaniu uczuć, redukującą relacje w niej do wzajemnych roszczeń i ciągłych pretensji, z apodyktyczną Matką w roli osoby narzucającej dobre rozwiązania wszystkim, łącznie samą sobą, przypominało modele rodzinne dobrze nam znane. Nie wszyscy chcieli śmiać się, czy bodaj przyglądać czemuś, co nie było dalekie od ich własnych doświadczeń i być może dlatego opuścili teatr już w przerwie. Ale chyba z założenia nie miało być łatwo, tylko dotkliwie. Tak przynajmniej było. Śmiesznie też było, ale nie przede wszystkim, a już w żadnym wypadku nie za wszelką cenę.

Widzowie zobaczyli przedstawienie, które należało obejrzeć do końca, a potem rozważać tak długo, póki się w końcu nie dotrze do najtrafniejszych refleksji, i które należało potraktować jak parabolę. Zamysł ambitny, trudny i wymagający wysokich umiejętności aktorskich. Zespół Teatru imienia Węgierki nie zawiódł, sprostał, momentami zaimponował. Całkiem licznymi momentami, dodajmy. Każda postać przebyła jakąś wewnętrzną drogę przemiany, nie było żadnej naszkicowanej jedną kreską. Kilka scen mogło zapaść w pamięć na dłużej, jak choćby rozmowa telefoniczna Sylwii (Justyna Godlewska – Kruczkowska) z Ojcem (Marek Cichucki) gdzie niespodziewanie i subtelnie, w kilkunastosekundowej sekwencji ukazana została tęsknota za więzią z drugim człowiekiem, ogrzewając groteskową scenę tonem niespodziewanie lirycznym. Rozmowa Ojca z synem, Piotrem (Łukasz Borkowski) przy piwie, była esencją bezradności w nawiązywaniu więzi a po zaciemnieniu,spuentowana została jednym błyskiem latarki. Najmocniej jednak zapadły mi w pamięć fascynujące zmagania Matki (Arleta Godziszewska) z otaczającym światem, rodziną a wreszcie samą sobą i własnym szaleństwem. Matka była zabawna i groteskowa, groźna i niebezpieczna, ale też wzruszająca i niespodziewanie ciepła w pogodzeniu się ze sobą i własnym obłędem. Jej cytowanie diagnozy psychiatrycznej, jaką jej wystawiono, w obecności kobiecego Manekina (Aleksandra Przesław), który po prostu ożył na skutek wejścia w udany związek i stał się dziewczyną, co nie budziło żadnego zdziwienia wśród wizytujących ją osób, było porażająco spokojne. Piotr, człowiek „chłonący jak gąbka” wszystko, co go otacza, współczesny Pierrot, nieustannie dziwiący się otaczającemu światu, a jednocześnie uporczywie poszukujący w nim sensu, tęskniący za Kolombiną zdradzającą go z kilkudziesięcioma facetami, był postacią notorycznie okpiwaną, ośmieszaną, śmieszącą, i pomimo wycofania – sympatyczną. Starał otworzyć się na świat, a zarazem niósł w sobie tajemnicę, której sam nie był w stanie rozszyfrować. Intrygował do końca.

Długie brawa po spektaklu ze strony tych, którzy dali się nim zauroczyć, były pewnym zaskoczeniem i dobrze świadczyły o festiwalowej publiczności. Niełatwa komedia, jaką zaproponował Teatr Węgierki to raczej propozycja nie dla wszystkich.

Autor: Petr Zelenka
Przekład: Krystyna Krauze
Reżyseria: Grzegorz Chrapkiewicz
Kostiumy: Aneta Suskiewicz
Scenografia: Wojciech Stefaniak
Muzyka: Szymon Wysocki
Reżyseria świateł: Grzegorz Chrapkiewicz i Olaf Tryzna
Asystent reżysera: Patryk Ołdziejewski
Inspicjent: Jerzy Taborski

Obsada: ·Justyna Godlewska –Kruczkowska –Sylwia
Arleta Godziszewska –Matka
Urszula Szmidt-Jana
Monika Zaborska-Alicja
Bernard Bania- Alesz
Marek Cichucki- Ojciec
Dawid Malec – Mucha
Patryk Ołdziejewski – Szef, Mężczyzna
Piotr Szekowski- Jerzy
Jerzy Taborski – Pracownik poczty, inspicjent

Gościnnie:
Aleksandra Przesław- Anna, Ewa,(Manekin)
Łukasz Borkowski- Piotr

 

AKT RÓWNOLEGŁY czyli… farsa bez pudła.

Wreszcie pojawiły się łzy, ocierane ukradkiem lub bezgłośnie toczące się po policzkach niejednego świadka festiwalowego spektaklu rozgrywanego w piątek. Jedne i drugie były skutkiem niepohamowanego, wyzwalającego, szczerego, salwami wybuchającego śmiechu. Klasyczna farsa z wszelkimi jej atrybutami rozegrana została z laserową precyzją, absolutnym skupieniem i wirtuozerską swobodą. Żelazne tryby tej maszyny śmiechu poruszały się niezauważalnie, oliwione dyskretnym skupieniem aktorów na racjach własnej postaci, zamiast zapychania klajstrem poszukiwania taniego poklasku, nie zazgrzytały ani razu. Wyraziste postaci brnęły w absurdalne sytuacje z wielkim przekonaniem, i do końca broniły swoich racji. Bez śladu wulgarności opowiedziana historia małżeńskiej zdrady dokonywanej po raz pierwszy, rozkręcała się z każdą minutą, by w scenach kulminacyjnych osiągnąć regularną kanonadę point, na którą jedyną odpowiedzią widza były gęste salwy śmiechu. W tej bitwie o oczyszczający śmiech wygrani byli wszyscy. Na szczęście nikt ze śmiechu nie umarł, zatem obyło się bez ofiar. Ale zaraz! Kilka foteli na widowni było pustych, więc ci, co ich nie zapełnili, to po prostu ofiary. Zwyczajnie mi ich żal.

 

Autor: Derek Benfield
Tłumaczenie: Emilia Miłkowska
Reżyseria: Tadeusz Łomnicki
Scenografia: Ewa Mroczkowska
Muzyka: Adam Prucnal
Konsultacja choreograficzna: Justyna Kaczmarska
Asystent reżysera: Karol Polak
Inspicjent:   Anita Wilczak – Leszczyńska
Sufler: Martyna Rezner

Obsada:

Roger: Paweł Kumięga
Geoff: Karol Polak
Sally: Anna Pijanowska
Helen: Katarzyna Tlałka
Ferris: Piotr Pilitowski