8 grudnia  w Teatrze im. J. Słowackiego miała miejsce polska prapremiera „Plastików” Mariusa von Mayenburga w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego. Spektakl otworzył 9. Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Boska Komedia”, który potrwa w Krakowie do 17 grudnia.

Plastiki to satyryczne spojrzenie i gorzka analiza współczesnej middle class, do której zaliczają się bohaterowie historii. Jest ich piątka. On-niespełniony i nieporadny życiowo lekarz, Ona-niezaspokojona zawodowo artystka pracująca jako asystentka ekscentrycznego, cierpiącego na depresję Artysty-performera oraz ich syn – nastolatek w okresie burzy hormonalnej szukający własnej tożsamości (głównie płciowej). Przełomowym momentem w życiu rodziny staje się zatrudnienie Jessiki, pomocy domowej, której pojawienie się zakłóca ustalony porządek i schemat życia. Jej obecność staje się powodem zmiany perspektyw myślenia i działania domowników. Prostolinijna, rozsądna, szczera i mocno stąpająca po ziemi dziewczyna staje się ni stąd ni zowąd uosobieniem wyzwolenia bohaterów poprzez wewnętrzną przemianę, jaką wymusza na każdym z nich.

Spektakl odzwierciedla realia naszego życia analizując je z przekąsem i dowcipem- plastikowy, pusty świat, w którym ludzie zatracają podstawowe wartości, stając się cynikami, zepsutymi jednostkami, które żyją w sztucznym, wykreowanym przez siebie samych cierpieniu. Szukają sensu, który sami zaprzepaścili nie będąc w stanie cieszyć się prostymi, małymi rzeczami. W spektaklu poruszony zostaje także wątek współczesnej sztuki oraz jej twórców – zblazowanych, depresyjnych, egzaltowanych, mitologizujących rolę artysty, omotanych beznadzieją i brakiem weny. Dzięki pojawieniu się zwykłej dziewczyny, która żyje normalnym życiem, z którym jest pogodzona, rodzina zaczyna odkrywać bezsens i beznadzieję wykreowanego przez siebie odrealnionego i pustego świata, w którym nic nie jest prawdziwe i szczere. Wydumane problemy rodziców, które powodują traumę dziecka nie radzącego sobie z własną seksualnością, stają się także powodem kryzysu związku. Pomoc domowa, czyli uosobienie zwykłego człowieka, staje się panaceum na zakłamanie i zepsucie tego plastikowego świata.

Polską prapremierę sztuki Mayenburga wyreżyserował powracający po latach do Teatru im. J. Słowackiego Grzegorz Wiśniewski. Z pewnością jest to ciekawa, intrygująca i zmuszająca do refleksji propozycja repertuarowa Teatru Słowackiego powstała w koprodukcji z Teatrem Łaźnia Nowa. Spektakl został znakomicie zagrany – prawdziwie, z dużą dbałością o detale. Szczególne brawa należą się Dominice Bednarczyk za rolę Ulriki, którą aktorka zagrała z wielkim wyczuciem tematu i formy. Ciekawą, oryginalną scenografię nawiązującą bezpośrednio do tytułu spektaklu (wykorzystującą sporą ilość plastikowych połaci) zaprojektował Mirek Kaczmarek. Zabiegiem, który wydał mi się z kolei zupełnie niepotrzebnym, wręcz zaburzającym odbiór,  było rozebranie dwójki aktorów. Przekaz sztuki jest bowiem dostatecznie czytelny, by nie trzeba go było podkreślać nagością i to w dodatku w tak nachalny sposób. Wywołało to widoczne skrępowanie na twarzach – tak aktorów, jak i (przynajmniej części) publiczności.

W tym, że niepotrzebny był to zabieg utwierdziła mnie 10 grudnia premiera w Teatrze Barakah, który wystawił sztukę Wkrótce nadejdzie ten czas Line Knutzon. To surrealistyczna absurdalna komedia opowiadająca historię współczesnego małżeństwa i jego powierzchownego życia przepełnionego wyrzutami dotyczącymi niezrealizowanych marzeń, zaniedbanych relacji uczuciowych i utracie czasu, którego nie da się nadrobić. Podobnie jak w Plastikach, do rodziny dołącza (jako prezent urodzinowy dla pani domu) służąca, tutaj w postaci dynamicznej dziewicy Ody. Podobnie też jak w poprzednim spektaklu mamy do czynienia z piątką bohaterów: Rebekka (nieogarnięta żona zajęta cały czas robieniem na szydełku ocieplacza jaj), Hilbert (nie darzący uczuciem nikogo, zblazowany mąż), John (były mąż Rebekki, zapalony wędkarz), Ingrid (żona Johna, z którą Hilbert zdradza własną żonę). Jest też Dziecko Hilberta i Rebekki, które uświadamia wszystkim, że stracili poczucie upływającego czasu poprzez pojawienie się go (jej) jako pięćdziesięciopięcio-latki na 85. urodzinach swojej mamy. Sęk w tym, że dziewczynka opuściła rodzinny dom w wieku lat … pięciu.

Wartka akcja, solidna dawka dobrego aktorstwa, minimalistyczna scenografia i kostiumy, czytelne przesłanie pozbawione zbędnych udziwnień przesądziły o niepodważalnym sukcesie spektaklu i zasłużonych, trwających kilka minut oklaskach zgotowanych przez wypełnioną po brzegi widownię. Brawa dla twórców spektaklu Any Nowickiej i Pawła Partyki oraz zespołu wykonawców za kolejną udaną pozycję w repertuarze.

Obie nowe propozycje krakowskich teatrów – jednego z najsłynniejszych w Polsce i jednego z najbardziej prężnie działających na niwie offowej to z pewnością warte zobaczenia spektakle, dające sporą dawkę refleksji o otaczającej nas rzeczywistości i świecie, który sami sobie kreujemy i który często sami sobie psujemy. Nasza destrukcyjna działalność nie godzi jedynie w nas samych, ale krzywdzi najbliższe nam osoby. Warto się pochylić nad przesłaniem płynącym z tych przedstawień. Polecamy obydwa równie gorąco!