Adama Ferencego przedstawiać Państwu nie trzeba. Gdyby ktoś jednak miał niedosyt  informacji, znajdzie je między innymi na naszym portalu w zapowiedzi spotkania z aktorem przy okazji promocji książki „Nie i Tak”, którą niedawno wydał. Dzisiaj prezentujemy wywiad, który mieliśmy przyjemność wówczas z Panem Adamem przeprowadzić.

Anna Małachowska: Dlaczego woli Pan teatr od filmu?

Adam Ferency: Technologia pracy w filmie jest dla mnie uciążliwa. Polega głównie na czekaniu na ustawienie planu, świateł i tak dalej. To jest żmudne i właściwie nigdy mi się specjalnie nie podobało. Dla mojego charakteru to teatr jest miejscem przyjaznym, a film – niekoniecznie.

Anna Małachowska: Czy w dzisiejszych czasach teatr może być źródłem wiedzy o życiu?

Adam Ferency: Teatr zawsze był, jest i będzie źródłem wiedzy, ponieważ odbija rzeczywistość i mówi o niej coś swojego.

Anna Małachowska: W teatrze mamy obecnie postmodernizm i postdramatyzm. Co będzie dalej?

Adam Ferency: Za chwilę będzie post postmodernizm i post postdramatyzm. Z czasem wszystko się nudzi. Stary nurt wypierany jest przez coś innego, choć niekoniecznie nowego. Teraz panuje już tendencja konserwatywna, czyli dążenie do snucia opowieści w sposób liniowy, poukładany. Ale wie Pani, to wszystko są mody. Czasem są one pospieszne i chaotyczne, ale nie biorą się z przypadku. Teatr odbija rzeczywistość, a ona jest obecnie nieuporządkowana, więc teatr to pokazuje. Taka dekonstrukcja powoduje, że większe szanse mają hochsztaplerzy, co mnie zawsze niepokoiło, ale… nie rozpaczam z tego powodu.

Anna Małachowska: Teatr przez wieki stanowił przeżycie zastępcze prowadzące do katharsis. Czy w dobie internetu, mediów społecznościowych i – co tu dużo mówić – powszechnego chaosu, ma szansę utrzymać tę funkcję?

Adam Ferency: Teatr powinien spełniać taką rolę. Oczywiście każda epoka ma własną przestrzeń, dzięki której się oczyszczamy. Zmienia się tylko estetyka. Ja nie wiem, jakiego przeżycia musiałaby Pani doznać, by przyznać, że było to katharsis. To pytanie, które każdy musi sobie zadać indywidualnie. Nie ma ogólnej odpowiedzi. Teatr powinien do tego dążyć. Możliwość oczyszczenia – w szerokim znaczeniu tego słowa – to idea, która powinna nam, ludziom teatru, przyświecać. Ale aby doszło do katharsis, może trzeba najpierw publiczność w pierwszych aktach „ubrudzić”, aby w ostatnim doznali „oczyszczenia”?

Anna Małachowska: Jaka jest Pana ulubiona teatralna rola, o której myśli Pan z sentymentem?

Adam Ferency: W kategorii ulubiona rola coraz częściej myślę o pierwszej, bardzo ważnej roli w moim życiu. To był „Człowiek-Słoń”, sztuka Bernarda Pomerance’a, którego grałem w 1983 roku. Premiera spektaklu odbyła się w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Wspominam tę rolę z lekkim rozrzewnieniem. Była trudna. Opowiadała o Josephie Merricku, znanym jako człowiek-słoń, który z powodu niezwykłego zniekształcenia ciała był bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Ja grałem go tak, jak wyglądam, w białej koszuli, nie byłem do tej roli zdeformowany przez charakteryzację, ale przez psychiczną konstrukcję tej roli. Lubię o niej pamiętać.

Anna Małachowska: Jakie są Pana najbliższe teatralne plany?

Adam Ferency: Zacząłem próby do sztuki „Kariera Arturo Ui” Bertolta Brechta w reżyserii Marka Kality. Jednak ze względu na remont Dużej Sceny Teatru Dramatycznego w Warszawie, premiera przedstawienia odbędzie się dopiero na przełomie kwietnia i maja 2018 roku.

Anna Małachowska: A co z filmem?

Adam Ferency: Zdecydują o tym przypadki. Jak w życiu. Mam plany związane z osobą Marcina Krzyształowicza, ale zobaczymy, co z tych planów wyjdzie. Wie Pani, teraz z filmem to jest tak, że na jego realizację trzeba „uciułać” pieniądze. Albo się je zdobędzie, albo nie. Nie ma co planować.

Anna Małachowska: Czy Adam Ferency jest człowiekiem szczęśliwym?

Adam Ferency: Tak, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym, bo nie da się tego rozdzielić. Nie można być szczęśliwym aktorem i nieszczęśliwym mężem, czy ojcem.

Anna Małachowska: Gdyby mógł Pan jeszcze raz wybrać zawód, czy byłoby to aktorstwo?

Adam Ferency: Zdecydowanie tak!

Anna Małachowska: Pięknie dziękuje za miłą rozmowę.