Spektakl naukowy o ewolucji… Zapowiadało się intrygująco. Skłonienie widza do refleksji nad nauką i rozumem, a co za tym idzie nad ideą sztuki w czasach, kiedy wartości szeroko pojętej kultury chwieją się w posadach, byłoby celem zbożnym, a myślą szczytną.

Gdy po piosence w wykonaniu Karola Darwina (Łukasz Szczepanowski) kurtyna poszła w górę, oczom widzów ukazała się ogromna kolorowa komórka, a Juliusz Chrząstowski (Białko motoryczne Julo) i Michał Majnicz (Białko motoryczne Majnio) dali popis swoich komediowych i pantomimiczno-ruchowych możliwości. Spiritus movens ich działań był Głos (Jan Peszek). W dalszej części spektaklu pojawiły się kolejne postaci, między innymi Ekoterrorystka i Komórka Jajowa, wchodzące ze sobą oraz z Darwinem i Białkami Motorycznymi w różne interakcje. Wraz z ich pojawieniem się, coś zaczęło się psuć, a ze sceny powiało… chaosem. Do tygla „spektakl o ewolucji”  wrzucono bowiem całe mnóstwo abstrakcji oraz naiwnego postrzegania zjawisk, a ekologiczno-ideologiczne hasła rzucane przez bohaterów nie odegrały żadnej istotnej funkcji, jaka poprzez teatr powinna zostać zrealizowana. Trywializacja i symplifikacja pojęć i zjawisk mogą być zabawne, jeśli nie wlewa się ich kubłami w akcję – nadmiar środków szkodzi każdej dziedzinie, zarówno wiedzy, nauce, jak i sztuce. Przyjęcie przez reżysera i zarazem autora scenariusza pozycji kaznodziei, który wszystko wie od nas lepiej i wygłasza ustami aktorów tezy w monotonnych, przydługich i przegadanych monologach, to zabieg irytujący i nużący, podobnie jak fortepianowe „ględzenie” Gołębia. O Mateuszu Pakule mówi się, że uwielbia nonsens i bzdurę. Zgoda, oba te zjawiska można analizować, przybliżać, a poprzez ich ukazywanie skłaniać widza czy czytelnika do refleksji („Chaos pierwszego poziomu” to tekst teatralny i książka). Ale czy wobec nauki, sztuki i teatru można być/wypada być niepokornym i aroganckim?

Szkoda. Szkoda naprawdę udanej scenografii (Justyna Elminowska), oryginalnych kostiumów (Marta Śniosek-Masacz) i dobrych aktorów. Ze spektaklu nie dowiedziałam się niczego nowego, ani też nic nowego czy oryginalnego nie zobaczyłam. Nie zachwycił mnie ani tak szumnie zapowiadany zabieg ożywienia teorii Darwina, ani sam tekst. Ot, kolejna produkcja nie wnosząca istotnej wartości intelektualnej.