Ania z Zielonego Wzgórza to klasyka „dziewczyńskiej” powieści. Czy w kolejnych pokoleniach wzbudza podobne emocje, jak niegdyś? Czy dzisiejszy młody odbiorca (czytelnik, widz) nastawiony na walkę z nadprzyrodzonymi siłami i złymi czarnoksiężnikami, może ulec urokowi rudowłosej żywiołowej dziewczynki z bujną wyobraźnią?

Przedstawienie zrealizowane w formie tradycyjnego musicalu wyreżyserował Adolf Weltchek. Spektakl przypomina o najważniejszych wartościach, o których często zapomina się we współczesnym świecie – przyjaźni, akceptacji drugiego człowieka, szacunku i miłości.

fot.archiwum teatru, Anna Kaczmarz
fot.archiwum teatru, Anna Kaczmarz

Ania.

Czy historia opowiedziana w Grotesce może wzruszyć? Czy opowieść o biednej, przez nikogo nie chcianej sierocie, dla której życie stanowi „cmentarzysko nadziei” zachwyca? Scenariusz Małgorzaty Zwolińskiej na podstawie powieści L.M. Montgomery porusza przede wszystkim problem inności i akceptacji. Życie Ani jest nieustanną walką z przeciwnościami losu. Chciałaby mieć na imię Kordelia, być chłopcem albo chociaż piękną kruczoczarną dziewczynką, mieć rodziców. Ania jest pełna kompleksów – czuje się brzydka, źle ubrana, nie akceptuje koloru swoich włosów. Jest jednak zawsze autentyczna i nie traci swoich ideałów. To dziewczynka o mocnym charakterze, która pomimo tego, że mówi, co myśli, potrafi zjednać sobie ludzi. Choć jej marzenia wydają się w dzisiejszych czasach banalne i śmieszne (jak to o posiadaniu sukienki z bufkami), to jednak jej potrzeba zdobycia akceptacji i rodziny jest wzruszająca.

fot.archiwum teatru, Anna Kaczmarz
fot.archiwum teatru, Anna Kaczmarz

Tradycyjny musical

Historia Ani opowiedziana w Teatrze Groteska obejmuje czas od jej pojawienia się w domu Maryli i Mateusza do momentu dostania się na studia. Adolf Weltchek, reżyser spektaklu, zdecydował się na wykorzystanie konwencji musicalu. Dzięki zgrabnie brzmiącym, ciekawym tekstowo piosenkom zjednał sobie publiczność, która żywiołowo reaguje na kolejne muzyczne numery (kompozycje Piotra Klimka), z których każdy okraszony jest znakomitą dawką aktorstwa oraz przemyślaną choreografią Marzeny Biesiadeckiej. Spektakl jest bardzo tradycyjny, osadzony w realiach powieści. Świat książki Lucy M. Montgomery potraktowany jest w tej inscenizacji umownie, dając pełne pole wyobraźni. Kostiumy i scenografia nawiązują do ducha powieści – są oszczędne, ale wystarczająco charakterystyczne. Dominującym elementem scenografii jest symboliczne drzewo, będące metaforą życia, rodziny, gwarantujące stabilność i bezpieczeństwo.

fot.archiwum teatru, Anna Kaczmarz
fot.archiwum teatru, Anna Kaczmarz

Aktorzy

Wielkim atutem spektaklu jest jego obsada. Rola Ani, powierzona Dominice Guzek, wzrusza i bawi. Aktorka znakomicie czuje konwencję musicalu – ładnie śpiewa, lekko i z gracją porusza się we fragmentach tanecznych. Może brak jej nieco werwy i charakterystycznej dla Ani żywiołowości, ale nadrabia to urokiem, wdziękiem i naturalnością. Wielkie brawa należą się Annie Sokołowskiej kreującej postać Maryli. Jej bohaterka jest jakby żywcem wyjęta z powieści Montgomery. Pomimo pozornej szorstkości to wrażliwa, wzbudzająca zaufanie, emanująca dobrocią, ciepłem i poczuciem humoru kobieta. Skromna i uczciwa. Podobnie Mateusz Włodzimierza Jasińskiego, który pokocha biedną sierotę już od momentu pojawienia się jej na stacji w za małych, zniszczonych bucikach. To on spełni jej wielkie marzenie o posiadaniu najmodniejszej sukienki. Wzruszająca relacja Ani i Mateusza to zasługa świetnej gry obojga aktorów. Sympatię widzów zdobywa Olga Przeklasa w roli wrednej i niezbyt miłej sąsiadki Małgorzaty oraz Diana Jędrzejewska jako przyjaciółka Ani. Na wyróżnienie zasługuje Bartosz Watemborski w roli Pani Blewett.

fot.archiwum teatru, Anna Kaczmarz
fot.archiwum teatru, Anna Kaczmarz

Rekomendacja

Czy losy Ani mogą zainteresować współczesnego czytelnika i widza? Tak, ponieważ pomimo upływu czasu zawarty w nich przekaz jest nadal uniwersalny. Ania jawi się w domu starszych ludzi jako rudowłosy żywioł, dokonuje w nim całkowitej zmiany, wnosi miłość i uśmiech. Potrafi czerpać radość z małych rzeczy, czym zaraża innych, w tym publiczność. Krakowskie przedstawienie posiada dobrą energię, jest dowcipne, momentami wzruszające. Dorosłych widzów skłania do refleksji, a młodszym dostarcza wielu teatralno-muzycznych wrażeń.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ