Premiera spektaklu „Ja, Sendlerowa”, która odbyła się niedawno w Teatrze Barakah była pretekstem do rozmowy, którą przeprowadziłam  z założycielkami i dyrektorkami tej sceny – Aną Nowicką i Moniką Kufel.

Anna Małachowska: Skąd pomysł na spektakl, którego osią jest postać Ireny Sendlerowej?

Monika Kufel: Powodów było kilka, między innymi to, że rok 2018 jest rokiem Sendlerowej, ale chyba najistotniejszy wpływ na zrealizowanie tego spektaklu wywarła na nas książka dziennikarki i pisarki Anny Bikont, która zdecydowanie inaczej podeszła do postaci Ireny Sendlerowej, przedstawiając ją w nieco innym kontekście od tego, do którego przyzwyczailiśmy się na podstawie książek, filmów i innych materiałów o tej niezwykłej kobiecie. Praca nad scenariuszem trwała rok. Zaprosiłyśmy do współpracy Bartka Harata, z którym wcześniej (przyp. red. z dużym sukcesem) zrealizowałyśmy spektakl „Dzieci z Dworca Zoo”.

Ana Nowicka: Bartek Harat jest młodym dramaturgiem. Młodym, co nie znaczy, że bez doświadczenia. Od dłuższego czasu współpracuje między innymi z Teatrem Łaźnia Nowa. Doceniłyśmy jego pracę przy realizacji naszego spektaklu „Dzieci z Dworca Zoo”. To jest typ dramaturga, dla którego zakres pracy nad tekstem nie kończy się w momencie oddania scenariusza reżyserowi. Towarzyszył nam na każdej próbie, dzięki czemu pierwotnie napisany tekst ewoluował. To było dla nas bardzo ważne przy tak trudnym przedstawieniu. Jest osobą bardzo twórczą. Napisał trzy różne zakończenia – my wybrałyśmy wersję najmocniejszą, z monologiem Sendlerowej, w którym mówi między innymi o swojej obsesji liczby i w którym rozprawia się werbalnie z bestią, która jest nośnikiem zła.

Anna Małachowska: W spektaklu z jednej strony zauważalny jest młodzieńczy bunt, a z drugiej  – patos…

Ana Nowicka: Taki był nasz zamysł. Bunt to jest coś, co mamy do zaoferowania młodym ludziom, bo oni ten bunt właśnie przeżywają. A patos, choć może nieco trąci myszką, jest czymś niezwykle ważnym w budowaniu tego rodzaju spektaklu. Miałyśmy pełną świadomość i potrzebę połączenia tych dwóch skrajnych elementów.

Monika Kufel: To spektakl bardzo emocjonalny. Taki jest i taki musi być. Bez jednego z tych elementów nie udałoby się nam uzyskać efektu, na którym nam zależało. Czyli wpłynąć na widza w taki sposób, żeby po wyjściu z teatru spektakl o Sendlerowej pozostał na długo w jego świadomości.

Anna Małachowska: Do jakiej publiczności adresujecie to przedstawienie?

Ana Nowicka: Nie było naszym zamiarem ukierunkowywanie spektaklu „Ja, Sendlerowa” na konkretnego widza. Z resztą nasze produkcje nie są w ogóle ograniczane kryterium wiekowym. Teatr Barakah jest otwarty na publiczność w każdym przedziale wiekowym. Po premierze przyszli do nas bardzo młodzi ludzie mówiąc, że przeżyli coś naprawdę mocnego. Przyszła też zapłakana starsza pani z podziękowaniem za emocje, których jej dostarczyliśmy.

Anna Małachowska: W jakim kierunku chce iść Teatr Barakah? Czy po spektaklach „Teresa” i „Ja, Sendlerowa”, w których mocno zaakcentowany jest element grozy i okrucieństwa zamierzacie kontynuować nurt mocnych realizacji?

Ana Nowicka, Monika Kufel: Czas pokaże. Dla nas te spektakle nie są do siebie podobne, ale może faktycznie pewne elementy mogą wydawać się zbieżne. W planach mamy jednak bardzo zróżnicowany repertuar. Zaprosiłyśmy do współpracy w przyszłym roku Agnieszkę Glińską i Pawła Szarka. Powstaną ciekawe, choć pewnie dość mocne spektakle. Ale nie robimy założeń, że ma być mocno, czy głośno. Nie wytyczamy sobie repertuarowej drogi poprzednimi sukcesami. Bo nawet, jeśli „Szyc”, „ Jednoaktówki”, „Dzieci z Dworca Zoo” czy „Teresa” – spektakle totalnie różne i z innych gatunków estetycznych, okazały się hitami naszej sceny, to czujemy się zobligowane urozmaicać nasz program, a nie czerpać z pomysłów już wykorzystanych w innych produkcjach.

Anna Małachowska: Zbliża się kolejna wasza premiera – zawsze niecierpliwie wyczekiwane przez publiczność „Noce Waniliowych Myszy” (15 grudnia). Czy pozostaniecie przy sprawdzonej formule satyry teatralnej i kabaretu, czy coś się zmieni?

Ana Nowicka: Jest to każdorazowo spektakl teatralny z elementami kabaretu i to jest forma, która najbardziej nam odpowiada. To, co się zmienia za każdym razem, to fabuła. Nie przekroczymy cienkiej granicy dobrego smaku i nie pójdziemy, jak to się mówi, po bandzie. Z resztą tego wymaga kultura, a my jesteśmy przecież ludźmi kultury.

Anna Małachowska: Ponieważ zbliża się nieuchronnie koniec roku, jakbyście podsumowały 2018 pod kątem Waszych działań, no i jakie są plany na nowy rok?

Ana Nowicka: Ten rok był dla nas bardzo pracowity i bogaty w premiery. Odbyło się ich aż sześć: „Elling”, „Teresa”, „Elementarz polskiego patrioty”, „Królowe Dancingu”, „Ja, Sendlerowa” oraz zbliżająca się premiera spektaklu „Black Szczyt” w ramach cyklu „Noce Waniliowych Myszy”. Przyszły rok zapowiada się równie ciekawie i intensywnie, choć wiele oczywiście zależy od kwestii finansowych. Niemniej jednak mamy w planach „Sol Invictus” w reżyserii Pawła Szarka, spektakl w reżyserii Agnieszki Glińskiej, nowe „Noce Waniliowych Myszy” oraz spektakl o Nowosielskim, który zrealizuje Anna Popiel. Ponieważ 2019 jest dla nas rokiem jubileuszowym – nasz teatr obchodzić będzie 15-lecie istnienia – chcemy zorganizować przegląd najciekawszych – naszym zdaniem – produkcji Teatru Barakah oraz 3. edycję Myszy Fest, czyli festiwal spektakli w ramach cyklu „Noce Waniliowych Myszy”. Mamy też plany wyjazdowe, m. in rozmawiamy z Instytutem Polskim w Nowym Jorku, gdzie planujemy zaprezentować nasze spektakle „Szyc” oraz „Dyktanda”.

Anna Małachowska: Plany planami, a artystyczne marzenia?

Ana Nowicka, Monika Kufel: Zachęcone sukcesem spektaklu o Irenie Sendlerowej przymierzamy się do prapremiery sztuki p.t. „Ja, Walentynowicz”. Marzy nam się stworzenie wieloodcinkowego cyklu o ciekawych kobietach w kontekście polityczno -obyczajowym.

Anna Małachowska: Życzę wam zatem realizacji planów oraz spełnienia artystycznych marzeń!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ