fot. Adolf Weltschek archiwum prywatne

Teatr Groteska w Krakowie jest jedną z najstarszych i najbardziej prestiżowych scen lalkowych w Polsce. Teatr ukierunkowany jest na widza wielopokoleniowego. Przedstawienia dla dzieci nie tylko poruszają interesujące tematy, ale także wykorzystują różnorodne formy teatralnej ekspresji. Z kolei Scena dla Dorosłych jest najlepszym dowodem na to, że teatr formy potrafi zmierzyć się wielką klasyką i nazwiskami takimi jak Sofokles czy Bułhakow.

Dyrektor tej prężnie działającej sceny, Adolf Weltschek w rozmowie z Anną Kańską Małachowską, opowiedział między innymi o planach krakowskiej Groteski na otwierający się sezon artystyczny 2016/17.

A.K.M.: Czym  nas zaskoczy w zbliżającym się sezonie Teatr Groteska?

A.W.: Mam nadzieję, że Groteska niczym nie zaskoczy, ponieważ od dłuższego czasu utrzymujemy stały kierunek repertuarowy, który jakiś czas temu został zdefiniowany i wyznaczony. Staramy się być teatrem, który szanuje tekst literacki i jego realia czyli epokę historyczną, w której tekst powstał. Jeśli gramy bajki czy baśnie, to budujemy koherentne estetycznie spektakle. W związku z tym – zaskoczeniem byłoby to, gdybyśmy nagle … chcieli zaskakiwać! Z uporem godnym lepszej sprawy powtarzam, że dziś bycie awangardowym to nic innego jak bycie neoklasykiem. Co oznacza, że w świecie, w którym wszystko się rozpada, powinnością artystów jest przypominanie o istnieniu fundamentalnych wartości. I nie chodzi mi tylko o tak rozdmuchane ostatnio wartości narodowe, ale przede wszystkim o te ogólnoludzkie. Wydaje mi się, że dziś szczególnie trzeba przypominać o tym, że istnieje fundament wartości oraz koherentny ład estetyczny. Dzieło sztuki to coś, co realizuje porządek estetyczny – chyba, że w sposób świadomy ten porządek jest burzony, w imię czegoś, w jakimś celu. W związku z tym, że w dzisiejszym świecie nie ma żadnego porządku w głównym nurcie życia społeczno-kulturowego, powinnością artysty jest przypominanie o porządku aksjologicznym i estetycznym. W naszym teatrze staramy się to robić od lat.

A.K.M.: Sezon będzie jednak dość nietypowy…

A.W.: Tak. Przede wszystkim, korzystając z dotacji unijnych chcemy poprawić komfort widzów i pracy aktorów. Choć jak powszechnie wiadomo kwestia remontów to niekończąca się historia. Przymierzamy się do dwóch pozycji – dwóch premier. Będą to Dzienniki Gwiazdowe Stanisława Lema i Akademia Pana Kleksa. Czeka nas też bardzo znaczące wydarzenie artystyczne i kulturalne – 4. edycja Festiwalu Materia Prima Forma. Jesteśmy już po etapie programowania i dopinamy obecnie umowy. Zapowiada się spektakularne wydarzenie, którego gwiazdą będzie grupa jednego z reżyserów słynnego Cirque du Soleil. Spektakle będą się odbywać w kilku miejscach, między innymi centrum kongresowym ICE, w Nowohuckim Centrum Kultury i u nas w Grotesce. Festiwal będzie interdyscyplinarny, zaprezentowane zostaną zarówno wielkie formy, jak i te najmniejsze-lalkowe. Festiwal będzie się odbywał od 18 do 25 lutego 2017 roku. Wystąpi 10 teatrów m.in. z Wietnamu, USA, Kanady, Francji, Holandii, Włoch, Niemiec, Litwy i Szwajcarii z 22 spektaklami, z których większość to przedstawienia w Polsce premierowe. Wszyscy, którzy tęsknią za pięknem, przeżyciami estetycznymi i refleksją poetycką w teatrze powinni poczuć się ukontentowani po tegorocznej edycji tego festiwalu. Bo to jest teatr dla wolnych ludzi. Teatr bez tekstu, bez słowa, oparty na symbolu i metaforze, jest teatrem swobody interpretacyjnej.  I publiczność to sobie ceni.

A.K.M.: W tym sezonie na afisz Groteski wrócą także ubiegłoroczne spektakle, jeszcze bardzo świeże…

A.W.: Tak, dzieci będą miały okazję „spotkać się” z doktorem Doolittle, Anią z Zielonego Wzgórza, Tomkiem Sawyerem i Trzema Świnkami.

A.K.M.: Jak ocenia Pan frekwencję w teatrach? Czy rodzice przykładają wagę do kulturalno-teatralnego wychowania swoich dzieci?

A.W.: W oparciu o frekwencję na spektaklach sobotnio-niedzielnych, można powiedzieć, że coraz większa ilość rodziców zaczyna rozumieć podstawowe prawidła psychologii rozwojowej dziecka. Te prawidła nie są wyimaginowane, ale potwierdzone wieloletnimi badaniami. Im wcześniej młody człowiek zacznie obcować ze sztuką, tym większą ma szansę, żeby w dorosłym życiu być prominentnym przedstawicielem społeczeństwa. Obcowanie ze sztuką – muzyką, plastyką, teatrem – najlepiej rozwija sferę zarówno wrażliwości, jak i sprawności intelektualnej.

A.K.M.: Groteska to nie tylko wspaniałe spektakle, ale także warsztaty.

A.W.: Warsztaty plastyczne dla najmłodszych organizujemy zawsze po przedstawieniach. Zainteresowanie nimi jest bardzo duże. Na tegoroczne nie ma już wolnych miejsc. Współpracujemy także z wieloma krakowskimi szkołami. Pokazujemy, w jaki sposób można wykorzystać teatr w procesie dydaktycznym.

A.K.M.: Jaki Pana zdaniem jest teatr w Krakowie?

A.W.: Marzę o tym, żeby krakowskie sceny były zrównoważone. Różnorodne. Do pewnego stopnia ta różnorodność jest zachowana i mam nadzieję, że tak zostanie. Chciałabym, żeby powróciło to, co kiedyś stanowiło o sile środowiska krakowskiego teatralnego i aktorskiego, czyli określony styl gry aktorskiej, który był bardzo mocno widoczny w Teatrze Starym, czy Teatrze Słowackiego. A to będzie możliwe tylko wtedy, kiedy aktorzy będą dostawać jasno określone, poważne zadania dramatyczne. Jeśli takich zadań nie dostają i mamy do czynienia w przewadze z teatrem inscenizatora czyli reżysera budującego jakieś światy, który nie patrzy na interes zespołu aktorskiego i sztukę aktorską w ogóle, to jest to pewien kłopot. Jestem zwolennikiem tezy, że teatr dramatyczny to przestrzeń aktora, a nie reżysera. Ostatecznie o kształcie teatru dramatycznego, o sile oddziaływania na widownię, decyduje aktor. W wielu ostatnich krakowskich premierach ta reguła została unieważniona – to jest pewna strata i tego mi na krakowskich scenach dramatycznych brakuje.

A.K.M.: Czy Pana zdaniem sceny offowe mają szansę na rozwój w Krakowie?

A.W.: Co do teatru offowego – on jest zawsze pewnego rodzaju teatrem efemerydalnym…spektakle powstają na skutek impulsu twórczego osób zaangażowanych. Czasem przeradza się to w dłuższe inicjatywy, a czasem umiera po jednej realizacji. To wynika z natury tego typu teatru. Pełni ważną rolę, większą lub mniejszą, w zależności od okresu, w którym działa. Krakowski Teatr Stu, poznański Teatr Ósmego Dnia, wrocławski Kalambur to historia pewnej myśli teatralnej. Teatr offowy zawsze będzie funkcjonował – daje szansę aktorom na sprawdzenie się w innej przestrzeni. Rodzą się z tego nowe inicjatywy, jak na przykład Teatr Nowy, czy Barakah. To zależy od determinacji twórców. Nie mają lekko, ale sobie jednak jakoś radzą. Z korzyścią dla teatru polskiego byłoby niewątpliwie większe wparcie finansowe takich przedsięwzięć. W gruncie rzeczy są w podobnej sytuacji jak teatry instytucjonalne, gdyż  wszyscy borykamy się z niedostatkiem środków.

A.K.M.: Według Pana obserwacji – chodzenie do teatru to w dzisiejszych czasach snobizm czy pasja?

A.W.: Różnie to wygląda. Po ostatnich sukcesach frekwencyjnych opery widać, że zaczyna tworzyć się pewien rodzaj zdrowego snobizmu. Wypada „bywać”. I to jest zjawisko dobre, bo być może przeniesie się na inne rodzaje sztuki. Póki co w teatrze sprzedaje się niekoniecznie to, co wartościowe z punktu widzenia wysokiej kultury i prawdziwych interesów społeczeństwa. Sprzedaje się niestety komercja, co jest wynikiem takiego, a nie innego ukształtowania poziomu rozumienia sztuki w naszym społeczeństwie w 25 lat po rewolucji, jaka się dokonała w Polsce. Może mieliśmy złudzenia, że mamy inne społeczeństwo – rozumne, wysoko wykształcone i odporne na czynniki kultury masowej. Nie mamy. W związku z tym powinniśmy być mądrzy przed szkodą i nieco inaczej kształtować preferencje kulturalne. Erozja kulturowa grozi zapaścią cywilizacyjną.

A.K.M.: Oby ta zapaść nigdy nie nastąpiła!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ