Od dawna wybierałam się na przedstawienie, które już wiele oklasków zebrało, a ja nie mogłam jakoś na nie dotrzeć. Ciągle coś stało na przeszkodzie, bym udała  się do Teatru Zależnego mieszczącego się przy ul. Kanoniczej 1 w Krakowie. Najważniejsze, że w końcu się udało i mogę nareszcie podzielić się z Wami wrażeniami z tego przedstawienia. W skrócie można powiedzieć tak: ponad godzina popisowej gry i aktorskiej piosenki Zbigniewa Kozłowskiego w jego reżyserii oraz z jego scenariuszem.

W oczekiwaniu na rozpoczęcie przedstawienia w hallu pojawia się postać ubrana w stylowy frak, z naręczem róż, które wręcza każdemu widzowi, czarując słowem i uśmiechem. Następuje suspens – spektakl może się odbędzie, może nie….wzrasta napięcie… publika oczarowana i zaczarowana mężczyzną we fraku słucha w skupieniu historii o fryzie znajdującym się w Pałacu Sztuki w Krakowie, autorstwa Jacka Malczewskiego. Przedstawia on podobne do siebie dwie metaforyczne historie ilustrujące dwie różne drogi artysty do sławy, mające odmienne zakończenia…Jaki ma to związek z przedstawieniem? Otóż właśnie to jest tematem przedstawienia. W dowcipny sposób ukazuje opowieść o artyście, ale też bardziej ogólnie – o człowieku, który marzy o sławie i karierze realizując skrupulatnie swój cel. Spektakl to pewnego rodzaju wędrówka po zakamarkach ludzkiej duszy i natury. Opowieść o przyjaźni, miłości, romansach, pasjach, porażkach, sukcesach, ludzkich zaletach oraz wadach. W prezentowanych piosenkach i songach oraz wierszach publiczność odnajduje własne frustracje i emocje, a także odkrywa prawdy uniwersalne – chęć bycia kimś  innym, kimś kim nie jesteśmy.  Wszyscy jednak marzymy o sławie, chcemy się o tę sławę otrzeć, czasem – nawet nieświadomie – do niej dążymy. Ale tak naprawdę, cytując jedną z piosenek, „chodzi o to, by dni szczęśliwe były….”

Autorem scenariusza oraz reżyserem spektaklu jest Zbigniew Kozłowski, znany krakowski aktor, którego miałam przyjemność poznać podczas pracy przy realizacji programu telewizyjnego. Z naszych wielogodzinnych rozmów o teatrze, pracy na scenie i poza nią nawiązała się miła relacja, stąd bardzo  chciałam obejrzeć przedstawienie z udziałem Zbyszka. Jego teatralne show jest znakomite – aktor prezentuje w nim absolutnie ponadczasowe tematy, które „podaje” w ciekawy i intrygujący sposób. To przykład teatru otwartego, interaktywnego, pobudzającego wyobraźnię oraz prowokujący do dokonania analizy własnych emocji. Pomysł wykorzystania w nim  muzyki znanych twórców, m.in. Jacques’a Brela, Marka Gałązki, Jerzego Kluzowicza, Ewy Korneckiej, Jana Janga Tomaszewskiego, Włodzimierza Wysockiego musiał stać się sukcesem. Znakomite teksty oraz piosenki w tłumaczeniu Wojciecha Młynarskiego, Edwarda Stachury, Ludwika Jerzego Kerna, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Ks. Jana Twardowskiego oraz samego Zbigniewa Kozłowskiego to mocny punkt przedstawienia. Opracowaniem muzycznym oraz grą na keyboardzie zajął się Oleg Sznicar i należą mu się za to wielkie brawa,

Zbyszek Kozłowski postawił sobie bardzo trudne zadanie. Zmierzył się ze sobą na dwóch frontach – jako twórca oraz wykonawca. Tym większy mój podziw dla niego za całokształt tego aktorskiego przedsięwzięcia. Zgodnie z obietnicą daną w prologu, publiczność wychodzi ze spektaklu rozpromieniona, ale też z dozą refleksji. A to przecież podstawowe przesłanie Sztuki.

Zbyszku, jestem wdzięczna za zaproszenie. Pomimo fatalnej aury panującej  w Krakowie w tym dniu, wyszłam z teatru zadowolona, z poczuciem atrakcyjnie spędzonego wieczoru. W dodatku z piękną różą, która jeszcze długo będzie jego wspomnieniem.

Polecam zdecydowanie !!!

źródło: kulturalnyswiatani.blogspot.com