Teatr Barakah przyzwyczaił publiczność do tego, że spektakle przezeń wystawiane są realizacjami na wysokim poziomie artystycznym. Nie było inaczej i ostatnim razem. Premiera Teresy udowodniła, że na scenie Barakah występują świetni aktorzy, którzy nie boją się trudnych wyzwań. Jednak pomimo aktorstwa wysokiej próby, spektakl mnie rozczarował.

Rozpisane na dwie role aktorskie i na dwójkę śpiewaków przedstawienie zbudowane zostało na historiach trzech kobiet związanych z kościołem katolickim, które połączyło nie tylko jedno imię. Jakie jeszcze inne związki mają ze sobą święta Teresa od Dzieciątka Jezus, święta Teresa z Kalkuty i Teresa Neumann? Losy każdej z nich, podobnie jak wielu innych męczennic, świętych i błogosławionych, katolicka propaganda wykorzystała w celu umocnienia swojego wizerunku i swojej pozycji. Stworzenie spektaklu o kontrowersjach i sceptycyzmie w stosunku do narzuconych odgórnie religijnych wzorców oraz o niebezpieczeństwach fanatyzmu zwłaszcza, gdy ogarnia on ograniczone i bezkrytyczne umysły, to temat niezwykle trudny. Przesycenie go tekstowymi dłużyznami obarczonymi nadmiarem banalnych momentami tez, spłyca jego odbiór. Ze sceny pada wiele oczywistych frazesów, które jak przypuszczam w zamierzeniu reżysera miały za zadanie wesprzeć przekaz spektaklu i dodać mu aury mistycyzmu, jednak efekt jest mizerny – cztery postaci ucharakteryzowane na zombie pomiędzy scenami dialogowymi wykonują traumatyczne pląsy ilustrowane niewspółmierną do niewielkiej widowni ilością decybeli. Reżyser spektaklu, Paweł Szarek przypisał w swoim przedstawieniu dużą rolę muzyce. Jakkolwiek ciekawym pomysłem było powierzenie dwójce śpiewaków wykonania fragmentów muzyki sakralnej nawiązującej do epoki średniowiecza, tak połączenie gitarowo-elektronicznego digital hardocer z industrial electro przysporzyło moim uszom nie lada katuszy. Dopatrzyłam się jednak pozytywów. Katarzyna Chlebny oraz Łukasz Szczepanowski pomimo niedoskonałej materii scenariusza pokazali się z jak najlepszej strony, reprezentując aktorstwo z górnej półki warsztatowej pod każdym względem. Bardzo podobała mi się Anna Wodyńska-Piętka, która zaprezentowała klasę, ale przede wszystkim niemałe wokalne umiejętności.

Wniosek nasuwa się dość paradoksalny… dysponując znakomitym zespołem reżyser, którego cenię (jego Macabra Dolorosa to naprawdę dobry spektakl) zboczył tym razem w ślepy zaułek przesadzając zarówno z ilością, jak i mocą środków przekazu. Teresa jest bowiem przegadana, przekrzyczana i przerysowana. Dyskutując o premierze z moją nastoletnią Córką, której spektakl się podobał, dochodzę do wniosku, że wybrana przez Pawła Szarka forma przedstawienia dedykowana została młodemu pokoleniu. Jeśli jednak taki był reżyserski zamiar, to szkoda, bo twórca nie powinien zapominać o doświadczonej publiczności, dla której nadmiar ekspresji nie jest zaletą, ale wadą.

 


Tekst, reżyseria, muzyka, światło: Paweł Szarek
produkcja dźwięku: Rafał Szumny
ruch: Katarzyna Krzysztofek
obsada: Katarzyna Chlebny, Anna Wodyńska-Piętka, Rafał Piętka-Wodyński, Łukasz Szczepanowski

.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ