Z wielkim aplauzem przyjęta została w ubiegły weekend sztuka krakowskiej autorki Anny Burzyńskiej „Akompaniator” w Kujawsko-Pomorskim Impresaryjnym Teatrze Muzycznym w Toruniu. To kolejna inscenizacja sztuki, która prezentowana była już między innymi w krakowskim Teatrze Słowackiego w reżyserii Józefa Opalskiego. Tym razem przeniesienia „Akompaniatora” na scenę podjął się znany i ceniony reżyser Adam Sajnuk, scenografię stworzył Wojciech Stefaniak, a kostiumy przygotowała Katarzyna Adamczyk.

fot. Łukasz Piecyk

Autorka scenariusza, Anna Burzyńska, profesor teorii literatury, dramatopisarka i prozaik, ma na swoim koncie słuchowiska radiowe, widowiska muzyczne, komedie i sztuki teatralne. O ostatniej inscenizacji „Akompaniatora” mówi, że to najbardziej bliskie jej wizji przedstawienie. Sztuka przedstawia historię operowej divy i zakochanego w niej pianisty, ale wraz z rozwojem akcji zwykła, spokojna opowieść o śpiewaczce i jej akompaniatorze przeradza się w psychothriller, kiedy to tytułowy bohater – po latach wspólnej pracy ze skupioną na sobie artystką  – postanawia wyznać jej miłość. Moment ten staje się przełomem ich zwykłej relacji – „stosunku zawodowego” i zarazem początkiem studium obłędu, do którego prowadzi życie w wykreowanym przez mężczyznę świecie własnej imaginacji i szalonych marzeń.

fot. Łukasz Piecyk

Wydawać by się mogło, że przestrzeń, jaką dysponuje obecnie Teatr Muzyczny w Toruniu (właściwe lokum jest w trakcie remontu) będzie wykorzystywana do miniaturowych inscenizacji o lekkim charakterze. Nic bardziej mylnego. Repertuar toruńskiej sceny prężnie kierowanej przez Annę Wołek nie ogranicza się do sztuki lekkiej i łatwej. Na afiszu znajdziemy różne gatunki teatralne, ambitne spektakle i monodramy. W przypadku „Akompaniatora” Anny Burzyńskiej mamy do czynienia z muzycznym psychothrillerem – reżyserujący spektakl Adam Sajnuk przeniósł punkt ciężkości sztuki na mroczną sferę duszy i psychiki bohaterów, nie pozbawiając jej jednak dowcipnych treści. Kreująca postać operowej divy Edyta Olszówka dobrowolnie wchodzi do kabiny akustycznej, w której oczekuje na rozpoczęcie nagrania z akompaniamentem współpracującego z nią od lat pianisty. To jednak dzień, który akompaniator wybrał sobie nie na wspólną pracę, ale na … miłosne wyznanie. Początkowe zniecierpliwienie artystki ustępuje miejsca jej nasilającej się irytacji względem mężczyzny, którego istnienie było dla niej ważne jedynie z czysto zawodowego punktu widzenia. Nasilenie emocji budowane jest nie tylko poprzez muzykę  wykonywaną między innymi na żywo przez tytułowego bohatera, ale także poprzez świetnie wymyślone kostiumy. Kolorowa sukienka w stylu marki Desigual, botki à la Pretty Woman, zmysłowe, koronkowe, czarne body w zestawieniu z musztardowym kardiganem i staromodnymi spodniami à la starszy pan oraz szlafroczkiem z wizerunkiem Supermana i skąpymi bokserkami współtworzą dramatyzm sytuacji. Podobną rolę odgrywa w spektaklu scenografia – bardzo ograniczona przestrzenią, ale idealnie dobrana, a składają się na nią dwa elementy: przezroczysta kabina z pokrytym pajęczynami żyrandolem oraz czarny fortepian.

fot. Łukasz Piecyk

Sztuka Anny Burzyńskiej to aktorski popis duetu Olszówka – Polk. Doskonali warsztatowo, świetnie radzą sobie z trudnymi zadaniami aktorskimi, które postawił przed nimi reżyser. Edyta Olszówka z dużym wyczuciem psychologiczno-obyczajowym odgrywa swoją rolę. Na przemian używa mocnych i subtelnych środków przekazu, aby dobitnie oddać charakter kobiety-artystki u kresu swojej drogi zawodowej. To także studium kobiety, która w sytuacji zagrożenia użyje wszelkich możliwych sposobów, tzw. damskich „sztuczek”, byle opanować sytuację i uwolnić się od szaleńca. Choć czy tak naprawdę chce się od niego uwolnić? Piotr Polk stworzył kreację, która zapada na długo w pamięć – nie bojąc się zerwać z wizerunkiem filmowego amanta, rolę zdziadziałego, psychopatycznego szaleńca kreuje z wielką dbałością o najmniejsze niuanse, niezwykle przekonująco i prawdziwie.

fot. Łukasz Piecyk

Jadąc na toruńską premierę „Akompaniatora”, sukces czułam w powietrzu. I moja intuicja mnie nie zawiodła. Znakomity tekst, świetny reżyser oraz wspaniały aktorski duet  – to się po prostu nie mogło nie udać. Jedynym mankamentem jest … odległość dzieląca Kraków od Torunia. Teatr Muzyczny pod dyrekcją Anny Wołek po raz kolejny udowodnił, że obrał właściwy kierunek i że ambitny repertuar – to właściwa droga do sukcesu.

Brawo!